Obraz artykułu End Forest - "E.N.D."

End Forest - "E.N.D."

85%

Czasami wystarczy rzut okiem na nazwiska zaangażowane w projekt, by z góry przyjąć mniej lub bardziej trafne założenia odnośnie zawartości albumu. W przypadku "E.N.D." można by poświęcić cały tekst wyłącznie doborowi współtworzących ten materiał osób - w książeczce wymieniono aż dwadzieścia dwie, w tym Dave'a Edwardsona z Neurosis czy Danberta Nobacona z Chumbawamby. Nie warto jednak prowadzić śledztwa i dociekać, kto wniósł najwięcej i kto odpowiada za jaką część muzyki. Byłoby to krzywdzące, podobnie jak próby wciśnięcia tego wydawnictwa w jakąkolwiek szufladkę.

End Forest jest ciekawą hybrydą dziwnych naleciałości, które na papierze powinny się ze sobą gryźć i finalnie stworzyć niestrawnego koszmarka do jak najszybszego zapomnienia. Okazało się jednak, że z tygla, do którego wrzucono folk, klasyczny doom metal, Neurosis, punk rock i niezliczone ilości innych wpływów powstało coś nie tylko spójnego, ale także zaskakująco udanego.

 

Klamrą spinającą materiał jest niesamowita atmosfera - w którąkolwiek stronę End Forest nie postanowiłoby odbić, zawsze z głośników wydobywa się tajemniczy mistycyzm i coś równie smutnego, co przerażającego. Ta muzyka hipnotyzuje i wchodzi pod skórę, a jednocześnie dokonuje tego w bardzo nienachalny sposób. Zgodnie z nazwą zespołu, nieustannie da się wyczuć aurę końca świata, co dodatkowo podsycają ponure, osadzone mocno w folklorze teksty. Każdy element tego materiału jest niesamowicie spójny i to do tego stopnia, że wszelkie kontrasty stają się po prostu kolejnymi urozmaiceniami. Niby nic się tutaj nie powinno trzymać kupy, a jednak trudno byłoby wskazać choćby na pojedynczy zgrzyt.

 

Z początku może się wydawać, że partiom gitarowym brakuje ciężaru, ale to właśnie przytłumienie ich pozwoliło wysunąć inne dźwięki na przód. Jest to zresztą częsty zabieg w tym projekcie - wiele elementów zostało odsuniętych na drugi plan po to, aby nieśmiało przebijać się przez bardziej dominujące aspekty. Dzięki temu "E.N.D." brzmi tak, jakby równolegle z muzyką pojawiały się podszepty, które mają za zadanie odciągnąć naszą uwagę i zwieźć na manowce. Nie jest to może nowatorski zabieg, ale za to wykonany po mistrzowsku.

 

Jedynym zarzutem jest zbyt duża ilość fragmentów mówionych. Koncept opowiadania historii jest zrozumiały, ale trudno uciec od wrażenia, że momentów recytowanych jest zbyt wiele, a w dodatku wybiją z warstwy muzycznej. Narzekać można również na długość - lekki niedosyt zawsze jest wskazany, ale tutaj chciałoby się usłyszeć znacznie więcej. Po każdym podejściu do "E.N.D." czuję, jakby podróż przez las końca skończyła się zbyt nagle i jakbym został wyrwany z niej wbrew własnej woli.

 

End Forest to muzyczna podróż w nieznane. Przejmujący, pochłaniający i bardzo niepokojący album, który w doskonały sposób buduje nastrój końca świata i jednocześnie świetnie łączy go z folklorem. Ogromny, niezwykle ambitny, przemyślany i wypieszczony projekt, którego efekt przerósł wszystkie oczekiwania. "E.N.D." to album o wyjątkowym charakterze, który żyje własnym życiem i wciąga w bezkresną, przerażającą puszczę. Oby End Forest poszło za ciosem i oby to wydawnictwo nie było jednorazowym strzałem, zwłaszcza w obliczu poczucia niedosytu.


Nikt Nic Nie Wie/2022



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2023 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce