Obraz artykułu Rio. Satan de Janeiro

Rio. Satan de Janeiro

70%

Syndrom paryski, czyli rozczarowanie faktycznym stanem wyidealizowanego miejsca wymarzonej wycieczki, nie dotyczy jedynie stolicy Francji. Żadne ze słynnych turystycznych miast nie jest w stanie dogonić swojej legendy, słynnych zdjęć z pocztówek i filmowych hołdów, ale odczarowywanie raju niekiedy wcale nie wzbudza smutku, a wręcz podsyca zafascynowanie. Rio de Janeiro oczami brazylijsko-francuskiego duetu jest tego dobrym przykładem.

Tytuł wskazuje nie tylko na miejsce akcji, ale wręcz na jednego z głównych bohaterów, bo ta sama, nie aż tak zawiła intryga zobrazowana w innej metropolii prawdopodobnie nie wydawałaby się równie pasjonująca. Miejsca pokroju góry Głowa Cukru albo dzielnicy nędzy Faweli czy panorama ukazana z perspektywy charakterystycznej Statui Chrystusa Zbawiciela przybliżają mikroświat, który dla kogoś, kto nie zna Rio musi wydawać się interesujący. To ten dziwny stopień pragnienia wniknięcia w nieznane, kiedy w zupełności wystarcza informacja przetworzona przez kogoś, kto tam był i wystawia wiarygodne świadectwo, co niekoniecznie idzie w parze z gotowością do podjęcie ryzyka i postawienia własnych stóp na tych obskurnych ulicach.

 

Scenarzystka Louise Garcia zna najpopularniejsze turystyczne miasto Brazylii od podszewki, ale od kilku lat mieszka we Francji, gdzie poznała rysownika Corentina Rouge'a i zaraziła go wizją pokazania brudnego i niebezpiecznego Rio. Zanim jednak przechodzi do sedna, we wstępie szkicuje zgoła odmienną opowieść. Pokazuje satanistyczny rytuał tak bardzo oderwany od tego, co zostaje przedstawione na wielu późniejszych stronach, że po chwili można o nim zapomnieć, ale kilkadziesiąt stron później to niepozorne ziarenko zaczyna kiełkować i kierować fabuła w nadnaturalne rewiry. Garstka tajemniczych kadrów na wstępie tak mocno kontrastuje z kolejnymi, że albo zacierają się w pamięci, albo pozostają w niej jako co rusz odzywający się alarm, przypominający, że to, co widzimy nie koniecznie musi być tym, do czego dążą wydarzenia.

Kolejne rozgrywają się wokół przegniłego, zepsutego do szpiku kości Rio de Janeiro, całkowitej degrengolady zarówno mieszkających w slumsach dzieciaków, jak i bogaczy z drogich apartamentów, żerujących na cudzym nieszczęściu. Poznajemy kobietę, która wchodzi w polegającą na donoszeniu i seksie w zamian za ochronę relację ze skorumpowanym gliniarzem, gotową pozbyć się dzieci byleby przypodobać się symbolowi władzy (szybko przekonuje się, że to ona uchodzi za zbędny balast). Poznajemy dzieciaki okradające turystów, tworzące wewnętrzną hierarchię jak we "Władcy much" Williama Goldinga; policję bez skrupułów masakrującą nieletnich, którzy nie mogą szukać pomocy nawet w kościele, gdzie próbuje się zrobić z nich przykład; a do tego są jeszcze polityczne rozgrywki na najwyższym szczeblu, starcia gangów, żebranie, bieda, seks, przemoc, mnóstwo broni palnej... Wygląda to jak "Triumf śmierci" Pietera Bruegla starszego, olejny obraz z XVI wieku, na którym gdzie by nie zawiesić wzroku, wszędzie widać martwe ciała i pożogę.

 

Realistyczne prace Rouge'a - wyraźnie zainspirowanego Moebiusem - zachwycają nie tylko wielkomiejskimi krajobrazami, ale również tak pieczołowitą dbałością o detale, że gdyby pozbyć się tekstu, grymasy i mimika poszczególnych postaci opowiedziałyby bardzo podobną historię. Siłą rzeczy największe wrażenie robią sceny skonstruowane z największym rozmachem - chociażby pierwszy starcie dwóch gangów ukazane w szeregu ostrokątnych kadrów z nałożonym czerwonym, symbolizującym niebezpieczeństwo "filtrem" czy fenomenalne, sprawiające niemal animowanych spojrzenia na słynny karnawał - ale to te mniej zauważalne, sprowadzone do odpowiedniego wykrzywienia linii składających się na usta czy brwi, pozwalają odczytywać emocje i współodczuwać je.

Nieco gorzej wypadają te momenty, kiedy Garcia bierze lupę i pokazuje nie miasto, nie ogół jego społeczeństwa, tylko konkretne osoby. Ich motywacje albo nawet cechy charakteru niekiedy wydają się wzajemnie wykluczać i trudno zrozumieć, jakie stoją za nimi pobudki. Początek, kiedy rodzeństwo Rubeus i Nina jest jeszcze młodziutkie, przypomina "Chaotyczne akty bezsensownej przemocy" Jacka Womacka, stopniowe wchłanianie przez ulicę, wcielanie do gangu, niemożliwy do przerwania krąg zła - każdy, kogo spotkało odpłaca tym samym każdemu na swojej drodze życiowej. Z czasem jednak rodzina zostaje rozdzielona i błyskawicznie złożona na powrót, pod skrzydłami amerykańskich bogaczy, którzy raz wydają się skorumpowanymi przedsiębiorcami, kiedy indziej troskliwymi opiekunami. Brakuje w tym konsekwentności, przez długi czas brakuje też wyjaśnienia, dlaczego Rubeus nosi w sobie tak wiele gniewu, a kiedy wreszcie na bankiecie dla elit dopada mikrofonu i wygłasza swoje poglądy, przypomina tekst z punkowego felietonu, którego autor nie zauważył, że 1977 rok minął dawno temu.

 

Czuć w tym brutalnym realizmie niedobór bohaterów i bohaterek z krwi i kości, a w dodatku kiedy już wsiąkniemy w bardzo prawdziwy i okrutny świat, przypominają o sobie "siły ciemności" i jest w tym coś poniekąd nieporadnego, a nawet zabawnego. Wezwania pokroju: Chwała ci, szatanie i ołtarzyki wygląda dość infantylnie, jak pokój nastoletniego Norwega w połowie lat 90., tyle że stawia je Capitula - stereotypowa magical negro, która widzi w Rubeusie wybrańca. Duchy, klątwą, wizje zaczynają przeplatać się z czołgami na ulicy, eksplozjami, powodzią. Jest tego tak wiele i do tego stopnia przytłaczające, że wskaźnik powoli przesuwa się z dramatu gangsterskiego na horror akcji klasy B i chociaż co po niektóre osoby może taki zwrot rozczarować, faktycznie jest idealną ucieczką przed telenowelą z dwuwymiarowymi postaciami.

 

Najważniejszy jest w "Rio" nastrój, zanurzenie się w paskudnym i urokliwym zarazem obliczu miasta wciąga i zmusza do uważnego przyglądania się każdej stronie. Osadzona w tym kontekście fabuła nie jest możne w równym stopniu absorbująca, ale na pewno nie przeszkadza, a kiedy z pełną siłą wchodzi w absurdalny, zaprojektowany z rozmachem finał, przy odpowiednim nastawieniu potrafi na długo zapaść w pamięć.


Rio

Tytuł oryginalny: Rio, Integrale

Polska, 2022

Non Stop Comics

Scenariusz: Louise Garcia

Rysunki: Corentin Rouge



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce