Obraz artykułu Autopsy - "Morbidity Triumphant"

Autopsy - "Morbidity Triumphant"

90%

Autopsy wróciło znienacka, po ponad ośmiu latach od premiery "Torniquets, Hacksaws & Graves". Długi okres nieobecności nic jednak nie zmienił - Reifert i spółka są jak przyjaciele z ogólniaka, których przypadkowo spotykasz na mieście i już po pięciu minutach rozmowy wraca dawna magia beztroskiej znajomości.

Destylat obrzydliwego death metalu Autopsy jest maksymalnie autorski, nie sposób pomylić ich z inną załogą - niedźwiedzi ryk Reiferta, przeskoki od doomu po grindcore czy firmowe melodie brzmiące jak Black Sabbath zagrane przez najgorszych zwyrodnialców to w stu procentach własne pomysły. Dodatkowo autorzy "Mental Funeral" nie padli ofiarą rutyniarstwa. "Morbidity Triumphant" nie przynosi wielkich zaskoczeń, ale zespół ma w rękawie dodatkowe atuty, z którymi trudno walczyć - wyśrubowany poziom energii i zakochanie w pielęgnowanej przez siebie estetyce.

 

Kalifornijczycy nie grają zezwierzęconego death metalu z powodu braku lepszych opcji. Grają go dlatego, bo wciąż pozostają tymi samymi głodnymi ekstremalnych wrażeń dzieciakami, które ponad trzy dekady temu nagrały "Severed Survival". Na papierze trudno w to uwierzyć, w końcu każdy kiedyś łapie zadyszkę, ale kiedy zaczyna się album takim numerem, jak "Stab the Brain" - czyli surowym deathmetalowym ochłapem z obowiązkowym zwolnieniem w środku i najbrzydszą z solówek - trzeba być oddanym temu, co się robi.

 

Można nawet zaryzykować tezę, że tegoroczny krążek amerykańskiej legendy to chyba jej najskuteczniejszy cios po reaktywacji. "Macabre Eternal" czy "The Headless Ritual" są dobrymi materiałami, ale Chris i koledzy wyraźnie zakręcili na nich w kierunku budowanie atmosfery, a skutkiem przekręcenia potencjometru okazał się zbyt gęsto dawkowany patos. "Morbidity Triumphant" sprawia wrażenie właściwie wyciągniętych wniosków - ostatnio Autopsy brzmiało równie intensywnie na "Shitfun" z 1995 roku.

 

Podopieczni Peaceville nie są zmyślnymi oszustami, nie rzucają najlepszego kąska na start, by później schować się za rogiem i dyszeć ze zmęczenia. Kondycja Autopsy wciąż zaskakuje. Może panowie najmłodsi nie są, ale wciąż wiedzą, jak skutecznie dźgać, siekać i zadawać inne okrucieństwa, od których roi się w tekstach ich utworów. Świdrujący riff we wspomnianym "Stab the Brain" to jedno, jeszcze ciekawiej robi się przy dalszych etapach płyty.

W "Final Frost" zespół kontruje wolnym, rozciągniętym riffem przy asyście jazgoczącej wajchy, by szybko porzucić marsz konduktu pogrzebowego na rzecz odrzutowych prędkości deathgrindu. Skojarzenia z "Acts of the Unspeakable" są jak najbardziej na miejscu. Kapela bezproblemowo kompiluje stosowane na przestrzeni lat pomysły, by tłumaczyć je na język współczesnego death metalu i jednocześnie nie stracić ani odrobiny zajadłości. W "Born in Blood" ekipa z Oakland z właściwym sobie hardcore-punkowym sznytem pędzi naprzód z niemal rock'n'rollową melodią przewodnią, a w "Maggots in the Mirror" prezentuje niespełna dwie minuty punkowego death metalu bez ozdobników. Brzmi to tak przekonująco, że aż poleca się pobiec do lustra i sprawdzić, czy faktycznie nie ma tam żadnych larw...

 

Autopsy przyszło, zrobiło swoje i pewnie znowu zaszyje się w gnijącej krypcie na kilka lat. Można narzekać na nieregularność ich działalności, ale "Morbidity Triumphant" zapewnia tyle pozytywnych wrażeń, że trudno chować urazę. Pretendent do najlepszego deathmetalowego albumu roku? Bardzo możliwe.


Peaceville Records/2022



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce