Obraz artykułu Brutus: W pewnym sensie nadal jest w nas trochę naiwności

Brutus: W pewnym sensie nadal jest w nas trochę naiwności

Brutus zachwycił polską publiczność po raz pierwszy na Soundrive Festival 2017, a ostatnio podczas Mystic Festival w czerwcu tego roku. Przepełniony emocjami oraz istotnymi treściami post-hardcore zespołu uderza z ogromną siłą, co wkrótce zostanie udokumentowane na kolejnym albumie. Więcej na jego temat, na temat emocji i trasy z Metalliką dowiecie się z poniżej rozmowy.

Łukasz Brzozowski: Nazwalibyście siebie stabilnymi osobami?

Peter Mulders: Czasami chyba tak [śmiech].

 

Stefanie Mannaerts: Uważam siebie za bardzo stabilną osobę i jest tak właściwie od zawsze. Co prawda zdarza mi się przeżywać mocno kontrastujące ze sobą emocje, ale nikt nie jest przezroczysty czy jednowymiarowy, więc nie widzę w tym żadnego problemu. Najczęściej jestem albo bardzo szczęśliwa, albo bardzo zła.

Rozdźwięk pomiędzy szczęściem a negatywnymi emocjami towarzyszy ci bardzo często?

SM: Na chwilę obecną wszystko znajduje się w optymalnym położeniu, nie mogę narzekać.

 

PM: Ale jesteś szczęśliwa czy nie?

 

SM: Z całą pewnością jestem. Czasami miewam gorsze momenty, co jest chyba nieuniknione, kiedy jest się człowiekiem, ale w szerszym ujęciu uznaję ostatnie miesiące za bardzo udane. Trzymam się naprawdę nieźle, reszta zespołu podobnie, dzięki czemu pracujemy z dużą lekkością, możemy skupiać się na tym, co nas naprawdę interesuje, a emocjonalne rozjazdy nie stanowią wielkiej przeszkody.

 

PM: To trochę jak fale - raz szaleją, innym razem nie dochodzi do niczego gwałtownego. Podobnie jest z nami i uważam to za bardzo stabilną cechę. Nie ma na tej planecie nikogo, kto przeszedł przez całe życie tylko w jednym nastroju. Kiedy dookoła nie zachodzą żadne zmiany, robi się bardzo nudno.

 

Chciałbym się zgodzić, ale żyjemy w niepokojących czasach i czasami - w obliczu tak licznych problemów - człowiek aż chciałby się trochę ponudzić.

PM: Jeżeli patrzysz na to pod kątem wojny w Ukrainie, to w pełni się zgadzam. To straszna sprawa, mocno oddziałująca na psychikę i w tej kwestii faktycznie przydałoby się nam trochę nudy, zamiast kolejnych fatalnych doniesień. Niemniej w ogólnym rozrachunku nie potrzeba mi nudy. Dopiero co wyszliśmy z globalnej pandemii, na skutek której zostaliśmy uwięzieni w domach - nuda zbyt mocno wkradała się do naszych głów w tym okresie. Teraz potrzebujemy ruchu i wielu emocji, przeżywania świata na nowo. Rozumiem jednak twój punkt widzenia - czasami pozornie zwyczajna stabilność potrafi być czymś wysoce pożądanym.

 

Brutus: Soundrive, dziękujemy za podążanie w tym kierunku (wywiad z 2017 roku)

 

Muzyka Brutus to wulkan emocji - są w niej smutek, niepewność, gniew, ale także nadzieja, a nawet pewna forma radości. Czy żonglowanie tak różnymi od siebie emocjami nie bywa wyczerpujące?

SM: W jakiś sposób na pewno bywa, zwłaszcza, jeśli mówimy o stronie kompozycyjnej. Wyzwalamy bardzo wiele emocji, kiedy komponujemy muzykę i teksty, przeżywamy to, nad czym pracujemy. Pojawia się też dużo ekscytacji, duże wzrosty poziomu dopaminy, ale proces twórczy miewa plusy i minusy, dlatego dochodzi do sytuacji w stylu jazdy na rollercoasterze. Jesteś na szczycie, później znów na dole i tak w kółko. Trudno się przy tym nie zmęczyć. Mimo wszystko, energia włożona w komponowanie zawsze przynosi dobre efekty, dlatego opłaca się napocić przy danej sprawie, bo wiemy, że będziemy zadowoleni z tego, co zrobiliśmy. To dwie strony medalu, ale ta jaśniejsza zdecydowanie przeważa.

 

PM: Powiedziałbym, że nasze utwory są prawdziwe. Brzmi jak banał, ale nie potrafię znaleźć dla nich lepszego opisu. Nigdy nie posiłkujemy się wymyślonymi historiami i nie musimy dostrajać się do niczego na siłę. Piszemy na bazie własnych uczuć i przeżyć, sięgamy po bardzo osobiste zagadnienia, dlatego Brutus to w stu procentach my, a nie jakaś forma kreacji artystycznej. Kiedy zaczynamy tworzyć, potrafimy spędzić nad czymś długie godziny. Pracujemy tak długo, póki nie poczujemy, że wszystko brzmi prawdziwie.

Jakie kryteria muszą zostać spełnione, żebyście poczuli autentyczność melodii czy riffu?

PM: To rzecz, która rozgrywa się wewnątrz każdego z nas. Nie umiemy o tym opowiadać ani jakkolwiek zracjonalizować procesu. Gdybyśmy potrafili, pisalibyśmy piosenki w pięć minut i wydawali kilka płyt rocznie, a chyba nie o to chodzi.

 

SM: Podpisuję się pod słowami Petera - nie chcemy w żaden sposób analizować tego, jak pracujemy. Działamy bardzo impulsywnie. Dajemy się ponosić energii, która wytwarza się wokół nas, a reszta jest zupełnie nieważna. Moim zdaniem muzyka opiera się w stu procentach na emocjach, a dosyć trudno jest przekuć pewne emocje w słowa.

 

PM: W czasie maksymalnego lockdownu próbowaliśmy pisać szkice numerów oddzielnie, każdy na własną rękę, i było to tak odmienne od tego, jak pracujemy na co dzień, że właściwie cały czas czułem się zagubiony.

 

SM: Ja podobnie - bardzo nie podobał mi się ten system pracy.

 

PM: Kochamy tworzyć razem. Uwielbiamy zaryglować się w naszej salce prób i we troje pracować nad czymś nowym. Wtedy czujemy, że żyjemy, pomysły przychodzą naturalnie, a wszelkich zmian czy poprawek możemy dokonywać na bieżąco, sugerując się chociażby mową ciała. Przez pierwsze tygodnie po szczycie pandemii, kiedy mogliśmy już opuszczać domy, odbywaliśmy próby w maskach i czuliśmy się strasznie dziwnie. Mówiliśmy mało, widzieliśmy tylko oczy pozostałych osób, bardzo niecodzienna sytuacja.

 

Mówi się, że oczy to zwierciadło duszy.

SM: Niby tak, ale przez maski wszystko wydawało się niedopowiedziane. Kiedy zasłaniasz całą twarz oprócz oczu, trudno dostrzec jakiekolwiek emocje, a co dopiero detale z tym związane. Nie jesteś w stanie dostrzec uśmiechu, grymasu czy nawet mimiki, za sprawą której można czasami powiedzieć więcej niż mówi tysiąc słów. Wyjątkowo trudno komunikuje się z innymi, gdy mają zasłonięte twarze. Rozumiem, że to potrzebne, dlatego nie protestuję, ale często muszę odgadywać intencje, zamiast po prostu widzieć je.

Podczas pandemii czuliście coś w rodzaju emocjonalnej pustki?

SM: Tak bym tego nie określiła, na pewno nie odczuwaliśmy też mniej emocji - w moim przypadku było ich nawet więcej niż wcześniej. Kiedy funkcjonuję według normalnego schematu dnia, nazwijmy go przed-pandemicznym, mam bardzo mało czasu dla siebie. Próba, koncert, praca, codzienne sprawy do załatwienia - w momencie, gdy biorę te rzeczy na swoje barki, nie muszę rozmyślać o własnych emocjach, lubię pracę pod presją czasu i działam w maksymalnym skupieniu. W trakcie lockdownu myślałam na ten temat bardzo często, co w jakiś sposób ukształtowało charakter nowej płyty.

 

PM: Kiedy nie masz wielu zajęć do wykonania, fizycznie faktycznie robisz dosyć mało, ale w głowie rozgrywa się mnóstwo spraw.

 

Na poziomie estetycznym - począwszy od klipów, a skończywszy na muzyce - jesteście bardzo precyzyjni, dopracowujecie każdy detal, ale czy to kwestia perfekcjonizmu, czy przychodzi to wam naturalnie?

SM: Wydaje mi się, że jesteśmy bardzo konkretni w przekazie i w tym, co chcemy osiągnąć danym klipem czy numerem. W tekstach nie używamy eufemizmów, nie uciekamy w metafory. Jeżeli coś jest kiepskie, porzucamy to, nie udajemy, że sprawa wygląda inaczej. Nazywanie nas perfekcjonistami ma w sobie wiele prawdy [śmiech]. Dlaczego mielibyśmy dzielić się ze światem czymś, z czego sami nie bylibyśmy zadowoleni?

 

PM: Lubimy mieć pewność, że to, co wydajemy, jest maksymalnie dopracowane i że włożyliśmy w stworzenie tego odpowiednie zaangażowanie. Mówiąc wyłącznie za siebie, wkładam ogromne ilości czasu w Brutus, podobnie z energią i emocjami, ale wszystko ma konkretny cel. Muszę mieć pewność co do poziomu utworu albo całego albumu. Zawsze działamy tak, by później uznać, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby rezultat okazał się jak najlepszy.

 

Odnoszę jednocześnie wrażenie, że Brutus to zespół, który może kupić każdego. Jesteście zwyczajnymi ludźmi, nie kryjecie się za gąszczem słów - każdy może odnaleźć w was element siebie.

PM: Nie chcemy wypowiadać się za naszych słuchaczy, bo nie siedzimy w ich głowach i nie wiemy, co czują, ale na pewno chcemy być tak bardzo autentyczni, jak tylko potrafimy, co przychodzi nam dosyć łatwo. Nie przekłada się to tylko na muzykę, ale także na prezencję sceniczną, media społecznościowe czy nawet zachowanie po koncercie. Jesteśmy sobą, nie próbujemy udawać nikogo innego. Oczywiście, gdy gramy w klipie, musimy zrobić pewne rzeczy inaczej - w końcu to praca aktorska - ale poza tym stawiamy na szczerość. Jesteśmy w zespole takimi samymi ludźmi jak przy spotkaniach z najbliższymi i niczego na siłę nie forsujemy. Jeżeli mamy opory przed podejmowaniem pewnych działań - na przykład przed udzieleniem wywiadu - unikamy tego, nawet jeśli mamy uzyskać mniejszy rozgłos. Bywa to trudne, ale jest bardzo istotne.

Cały czas powraca wątek autentyczności i szczerości, ale czy z biegiem lat utrzymanie tych wartości nie robi się coraz trudniejsze?

SM: Wydaje mi się, że teraz przychodzi nam to łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej. Im starszy się robisz, tym bardziej jesteś sobą. Nie musisz martwić się drobnostkami, na coraz więcej kwestii masz wywalone, a dzięki temu uwalniasz swoją prawdziwą naturę. Kiedy zakładaliśmy Brutus, miałam obsesję na punkcie wielu rzeczy - od poziomu gry na bębnach przez wokal aż po odpowiedni wygląd podczas sesji zdjęciowych. Teraz przejmuję się innymi sprawami, znacznie istotniejszymi, chociażby ogólnym brzmieniem całego kawałka.

 

PM: Musieliśmy nauczyć się nabierania spokoju. Teraz podchodzimy znacznie luźniej do wielu zagadnień i dzięki temu możemy skupiać się na najistotniejszych aspektach naszej działalności.

 

Zawsze myślałem, że im młodszy człowiek, tym bardziej autentyczny - zwłaszcza ze względu na buzujące emocje i naiwność.

PM: Zgadzam się, naiwność jest jedną z nadrzędnych cech naszego debiutanckiego albumu [RECENZJA]. Stworzyliśmy tę płytę mniej więcej siedem lat temu i gdy wracamy do niej dzisiaj, wiemy, że dziś nie napisalibyśmy części z tych numerów.

 

Dlaczego?

PM: Nie dlatego, że były słabe albo że czujemy teraz wstyd, ale pewna ekspresja emocjonalna jest przypisana do twojego wieku i jeśli jesteś o parę lat starszy, nie będziesz w stanie jej odwzorować. Możesz próbować pozostać taki przez cały czas, ale ludzie zmieniają się z dnia na dzień - trzeba to zaakceptować.

 

SM: W pewnym sensie nadal jest w nas trochę naiwności, bo tworzymy tak, jak chcemy. Nie próbujemy przypodobać się fanom czy mediom muzycznym - chcemy zadowolić wyłącznie siebie samych. To dosyć emocjonalne podejście. Poza tym musimy wierzyć w te numery, bo jeżeli nam zabraknie wiary, to z pewnością zabraknie jej także słuchaczom.

W singlu "Dust" pada zdanie: Jest tak mało przestrzeni, by zrozumieć własne myśli - mam wrażenie, że dziś, zwłaszcza u młodszych osób, to bardzo powszechny problem, a najgorsze jest to, że trudno o dobre metody walki z nim.

SM: Ten numer opowiada o życiu w bliskiej relacji z drugą osobą - może być to przyjaciel, partner albo nawet rodzic. Czasami tacy ludzie, choć bardzo ci bliscy, zajmują całą twoją przestrzeń. Masz ich tak bardzo obok siebie, że zapominasz o własnych myślach i emocjach. Czasami tłumisz pewne rzeczy w sobie do tego stopnia, że aż masz ochotę kazać się wszystkim odjebać, co nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale od czasu do czasu koniecznym [śmiech].

 

Kilka lat temu spotkaliście się z Larsem Ulrichem, który komplementował waszą muzykę - uważacie, że jest szansa na wspólną trasę Brutus z Metalliką? Wcześniej nie raz brali ze sobą młode, ale wyraziste zespoły, chociażby Kvelertak.

PM: Spotkanie, o którym mówisz miało nawet miejsce w trakcie trasy Metalliki z Kvelertakiem, więc cóż... jak tylko Lars do nas zadzwoni, będziemy gotowi na wszystko.

 

fot. Eva Vlonk


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce