Obraz artykułu RIP, tom 1. Ciężko przeżyć własną śmierć

RIP, tom 1. Ciężko przeżyć własną śmierć

90%

Pierwszy tom "RIP" może nie przytłacza objętością, ale z każdą kolejną stroną wydaje się coraz cięższy i to do tego stopnia, że pod koniec przygniata z siłą uniemożliwiającą wykonanie jakikolwiek ruchu, poza skierowaniem wzroku za okno w poszukiwaniu czegokolwiek, co pozwoliłoby wyrwać się z tego ponurego, makabrycznego świata.

Gaet's (Gaëtan Petit) to autor wyspecjalizowany w konstruowaniu komiksowych historii na bazie losów kultowych, już nieistniejących zespołów. Przedstawiał losy The Beatles, Nirvany, The Clash czy The Doors, ale tego rodzaju pozycje zazwyczaj więcej biorą od pierwowzorów niż dają w zamian (choć zdarzają się wyjątki, na przykład "Nick Cave: Mercy on Me" Reinharda Kleista). Jeżeli z tego powodu podejdziecie z rezerwą do jego w pełni autorskiego scenariusza, tym bardziej zaskoczy was sprawność, z jaką konstruuje pełen zwrotów akcji, mroczny thriller, jakiego nie powstydziliby się bracia Coen.

 

Od pierwszych stron nihilistyczny ton uderza z siłą niwelującą każdą ilość dobrego samopoczucia, z jaką zasiada się do lektury. Derrick - główny bohater - przedstawia siebie jako czterdziestolatka o wyglądzie sześćdziesięcioletniego kloszarda, ale nic sobie z tego nie robi, wie, że jest beznadziejny, a do tego retorycznie pyta: Jaki jest sens życia? i odpowiada sobie stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy tylko prochem. Nienawidzi swojej żony; monotonnego życia, przy którym Lester Burnham z "American Beauty" wydaje się bohaterem powieści awanturniczej; brzydzi się kapitalizmem i bogaczami; a wszystkie te frustracje i cały ten gniew przelewa na czytelników w tak skondensowanej formie, że trudno nie poczuć się przypartym do muru.

Jakby osobistych problemów było mu mało, wykonuje w dodatku jeden z najbardziej parszywych zawodów świata - nielegalnie czyści mieszkania zmarłych samotników ze wszystkich kosztowności. Może nieźle by na tym wychodził, gdyby działał w pojedynkę, ale choć nie chroni go kodeks pracy i nie przysługuje mu urlop, ma nad sobą zwierzchników, ma określone miejsce w hierarchii i poza bezwartościowymi produktami pokroju papieru toaletowego, nie może liczyć na żadne łupy, otrzymuje jedynie miesięczne wynagrodzenie.

 

Fabuła z początku drepcze w miejscu, skupia się na ukazaniu dnia z życia Derricka, ale nietrudno się domyślić, jaki obierze kierunek, kiedy zestawi się ze sobą faceta w beznadziejnym położeniu i pokusę podkradnięcia tego jednego, wartościowego skarbu, który może na zawsze odmienić jego życie... I faktycznie odmienia, ale w najkoszmarniejszy sposób, jakie można by sobie wyobrazić (jeżeli zostać przy porównaniu do braci Coen, "Fargo" byłoby idealnym odniesieniem).

Akcja zawiązuje się wraz z kradzieżą pierścionka, a jej skutki to podyktowany rasizmem napad na dom niewinnego człowieka, tortury, gwałt, samobójstwo, morderstwa, ukrywanie zwłok, pełen wachlarz okrucieństw, na jakie stać tylko i wyłącznie człowieka. Gaet's z dużą dokładnością pokazuje, na czym polega praca Derricka i kompanów, nie hamuje się przed szczegółowymi opisami obejmującymi chociażby gnijące ciała, ale nawet robactwo wijące się u stóp rozsadzonego przez gazy gnilne trupa nie jest równie obrzydliwe, co krzywdy, jakie ludzie potrafią wyrządzać sobie nawzajem.

Rysunki Juliena Moniera wzmacniają wprowadzające w dyskomfort wrażenia groteskowym kontrastem. Przewrotnie może łatwiej dałoby się znieść te wszystkie okropieństwa w bardziej realistycznej formie, bo cartoon z nienaturalnymi proporcjami ciał ze względu na skojarzenia z kreskówkami wzbudza zaufanie, jakie zostaje sprzeniewierzone na każdej jednej stronie. "RIP" to jednak ten rodzaj komiksu, w którym im bardziej się ubabrzemy i przez który im gorzej się poczujemy, tym większa czeka satysfakcja po dotarciu do ostatniej strony.

 

Nie tylko głównego bohatera, ale także poboczne postacie francuski autor zarysowuje na tyle szczegółowo, by ich losy nie wydawały się obojętne. Każda ma jakąś cechę dominującą (na przykład choleryk, rasista nienawidzący muzułmanów albo chłopak zakochany w zmarłej po samobójstwie dziewczynie) i każda po zaledwie stu stronach znajduje się w zupełnie innym położeniu niż to, w jakim je poznaliśmy. Nie jest to jednak wyłącznie kwestią pieczołowitego podejścia do detali, ale również zarysowania szerszego kontekstu - w kolejnych pięciu tomach wszyscy dostaną szansę przedstawienia wydarzeń z własnej perspektywy, dzięki czemu finalnie otrzymamy swoisty efekt rashomona, ale obejmujący przeżywanie tego samego koszmaru po wielokroć.


RIP, tom 1. Ciężko przeżyć własną śmierć

Polska, 2022

Non Stop Comics

Scenariusz: Gaet's

Rysunki: Julien Monier



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce