Obraz artykułu Ohyda - "Pan bóg spełni wszystkie pragnienia lewaków... I dojdzie do katastrofy!"

Ohyda - "Pan bóg spełni wszystkie pragnienia lewaków... I dojdzie do katastrofy!"

85%

Tabloidowy tytuł i przesadnie komiksowa okładka mogłyby sugerować, że nowa Ohyda będzie przaśnym punkiem stęsknionym za starymi czasami, ale to tylko pozory. Tegoroczny krążek załogi z Lublina składa się z gniewu i niepokoju o przyszłość opakowanych w jadowite numery najwyższej próby.

Na trzecim wydawnictwie ekipa ze wschodu Polski książkowo portretuje wszelkie bolączki naszego państwa. Dawka pesymizmu bijąca od tekstów nie zapewni ulgi i nie pozwoli zapomnieć o piętrzących się problemach, ale jest zaprezentowana z tak dużą wiarygodnością, że można stwierdzić: Jesteśmy w tym razem.

 

Co najistotniejsze, nie tylko przekaz werbalny działa bezbłędnie - muzyka również, choć nie ma tu wielu zmian w porównaniu do poprzedniczek. Grupa najzwyczajniej w świecie rozwinęła formułę zbudowaną już na debiucie. To wciąż dosadny hardcore punk z gardłowym ujadaniem i sekcją rytmiczną, która w chamski, prosty oraz głośny sposób niesie numery przed siebie. Poprawie uległ natomiast ich poziom. Rozjechane w hałasie partie gitary lepią się do ucha jeszcze bardziej, bo do niestandardowego brzmienia dorzucono najlepsze riffy w historii kapeli, a d-beat czy puls basu oddziałują mocniej niż wcześniej z racji na maksymalną treściwość utworów. Nie żeby w przeszłości były rozwlekłe, ale dopiero teraz lubelski zespół przelał swoje pomysły na muzykę bez spudłowania.

 

Z jednej strony wynika to z talentu i procentującego doświadczenia, z drugiej również z sytuacji w Polsce, która dołuje do tego stopnia, że przekładanie frustracji na piosenki przychodzi znacznie łatwiej. Każdy komunikat rzucony na albumie brzmi jak strzał obuchem między oczy. Rządzi tutaj bezpośredniość, dlatego trudno nie poczuć znajomego ukłucia w sercu, gdy w "Kompführer" zespół oznajmia, że wystraszeni chłopcy chcą strasznych czasów. Podobnie zresztą wygląda to w "Drgawkach", gdzie powtarzana fraza o betonie, który nie oddaje już ciepła, uderza z intensywnością tonpressowych klasyków nagrywanych w głębokiej komunie z nożem na gardle.

 

Wszystko to podlano hałaśliwym hardcore punkiem w wariancie tak bezpośrednim, jak wejście na bębnach do otwierającego "Pasożyta". Dodatkowo materiał jest właściwie pozbawiony kompleksu doraźności - nie tylko dzięki tekstom i wymiarowi czasowemu ledwo przekraczającemu kwadrans, ale też ze względu na szkielety kawałków. Sedno krążka stanowią przebojowe haki zastawione w wielu miejscach, jak choćby melodie rozegrane w punkt. Bez przeglądania się w lustrze i koturnowej formy. Być może najbardziej intensywny na płycie "Jeszcze tańszego człowieka (potrzebujemy)" nie emanowałby takim napięciem, jeśli zostałby podany bez podbitego gitarowym patentem bridge'u po drugim refrenie. Dzięki takim detalom możemy mówić o materiale mocno wykraczającym poza standardowe: Jest okej.

 

Ohyda nie rozpieszcza słuchaczy nadproduktywnością, ale czas działa na jej korzyść. "Pan bóg spełni wszystkie pragnienia lewaków... I dojdzie do katastrofy!" to boleśnie prawdziwa płyta, która dzięki celności spostrzeżeń i przyswajalnemu formatowi utworów ma szansę dotrzeć daleko poza hermetyczny świat punka. Życzę jej tego z całego serca, bo przekaz zaprezentowany w ten sposób należy krzewić jak najintensywniej. Sami Polski nie naprawimy, ale przynajmniej możemy wykrzyczeć, co z nią jest nie tak. Jeśli nowy krążek lublinian powstał z taką myślą, pragnę pogratulować wzorowo wykonanego zadania.


La Vida Es Un Mus Discos/2022



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce