Obraz artykułu 5 płyt: Decadent Fun Club

5 płyt: Decadent Fun Club

Dark pop, post-punk, synthwave - te określenia pojawiają się najczęściej przy próbach opisania muzyki Decadent Fun Club i chociaż żadne nie jest w stu procentach trafne, dają klarowny obraz zespołu o chłodnym, ale przebojowym brzmieniu. Jakie stoją za nim inspiracje? Tego dowiecie się z kolejnej odsłony cyklu 5 płyt.

Madmoizel - "Blue"
Trochę obawiałem się, że na zdjęciu zamiast okładki albumu widać będzie tylko czarną plamę. Ale to właśnie ta "czarna plama" (która czarną plamą bynajmniej nie jest, wystarczy tylko trochę wyostrzyć zmysł) przyciągnęła mnie do Madmoizel.

 

Na początku usłyszałem utwór "Bleu Mélancolie", który od pierwszej sekundy sprawił, że zamarzłem w zachwycie. Okazało się, że było to dokładnie w dniu premiery albumu, więc niezwłocznie postanowiłem zapoznać się z całością. Po kilku sekundach poczułem w brzuchu motyle, a po kilku kolejnych postanowiłem przerwać odsłuch, bo zorientowałem się, że w przeciwnym razie nie będę w stanie zrobić nic więcej, a byłem w trakcie wykonywania pracy. Zamiast tego od razu zamówiłem winyl - dodam, że nie jestem maniakiem zakupów płytowych, zdarza mi się to naprawdę rzadko, a w tym przypadku decyzję podjąłem intuicyjnie. Od tamtej pory muzyka Madmoizel towarzyszyła mi wielokrotnie.

 

Na okładce jest napisane "Blue is the proces" i rzeczywiście zawsze słucham tego albumu tylko w całości. Trwa zaledwie dwadzieścia osiem minut, ale obcowanie z nim jest bardzo intensywnym doznaniem. Madmoizel ma klasyczne wykształcenie - jest to wyczuwalne i według mnie stanowi jej wielki atut. Materiał jest gęsty i spójny, ale zarazem ma w sobie dużo powietrza i zaskakujących zawirowań. Poza tym cudownie operuje dysonansami, czym przyprawia mnie o ekstatyczne reakcje pilomotoryczne. Właśnie się dowiedziałem, że za kilka dni Madmoizel zagra koncert w Warszawie [9 lipca, Pogłos] - podobno na żywo wymiata, więc przy okazji zachęcam [Paweł Ostrowski].

Decadent Fun Club wystąpi podczas Soundrive Festival 2022 (9-13 sierpnia 2022 roku), więcej informacji TUTAJ.

 

Maanam - "Derwisz i anioł"
Zgodnie z nazwą cyklu, mamy zaprezentować "5 płyt". W zespole jest nas czterech, w związku z czym uzurpowałem sobie prawo do pokazania dwóch albumów, argumentując to faktem, że oprócz wokalu jestem także autorem wszystkich tekstów i właśnie w tym kontekście wybór Maanamu jest nieprzypadkowy.

 

Tym, co od początku przyciągało mnie do Kory był przede wszystkim jej głos, niesamowita ekspresja i zmysłowość, ale też teksty. Jako dziecko nie mogłem zrozumieć wielu tajemniczych, nieznanych mi słów i metafor. Anioł, derwisz, róża, tango, kosmos, kot - te słowa, symbole, miały ogromną moc, niesamowicie mnie intrygowały. Później Kora była obecna podczas wszystkich etapów mojego wzrastania jako człowieka i w tym czasie wielokrotnie na nowo odkrywałem i interpretowałem jej twórczość, co dodatkowo zaszczepiło we mnie wielką miłość i fascynację językiem polskim.

 

Aktualnie pracujemy nad pierwszym albumem Decadent Fun Club, który będzie zawierał wyłącznie utwory z polskimi tekstami i choć nie ma to bezpośredniego związku z Korą, to jestem przekonany, że w jakimś stopniu obcowanie z jej twórczością otworzyło mnie na to, aby wyrażać swoje myśli i uczucia właśnie w tym języku. Właściwie mógłbym pokazać tu każdy inny album Maanamu, ale to kaseta "Derwisz i anioł" była pierwszą, którą posiadałem samodzielnie, a nie podkradałem rodzicom [Paweł Ostrowski].

Depeche Mode - "Black Celebration"
"Black Celebration" to płyta, której mogę słuchać w kółko, od lat co jakiś czas do niej wracam. Słucham prawie zawsze w całości i uważam, że ciężko jej słuchać inaczej - ta płyta wciąga od pierwszego numeru, wprowadza w klimat i trzyma już do końca. Uwielbiam na tej płycie genialnie proste riffy na synthach, przestrzenie wokalu, teksty, melodie... coś pominąłem? [Mateusz Gągol].

Editors - "The Weight of Your Love"
Zespół Editors odkryłem w 2009 roku. Trafił w mój gust od razu. Głos wokalisty, Toma Smitha, świetne brzmienie gitar, zimny, przesterowany bas oraz proste, ale dobrze brzmiące bębny, to jest to, co lubię. W Ich aranżacjach, produkcji na tamte czasy, znalazłem dużo inspiracji. W 2011 roku grałem z zespołem Out of Tune podczas Coke Live Music Festival - mieliśmy zaszczyt dzielić scenę z Editors i wtedy po raz pierwszy usłyszałem ich na żywo. Wydarzenie to utwierdziło mnie w przekonaniu, że to jest to, co kocham w muzyce [Kamil Cegiełka].

The Rolling Stones - "Exile on Main St."
Mimo mocnej indoktrynacji Stonesami w domu, odkryłem ten album późno - w wakacje po maturze. Prawdopodobnie wcześniej omijałem go z powodu braku "oczywistych" hitów na miarę "Satisfaction" czy "Wild Horses". Mimo tego, okazał się idealnym soundtrackiem do pierwszych samochodowych wypadów za miasto. Od tamtej pory wracam do niego regularnie i nie wyobrażam sobie bez niego mojej kolekcji płyt. Pasuje nie tylko do auta [Kuba Lipiński].

fot. Kuba Lipiński


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce