Obraz artykułu Lastman, tom 7. Dziesięć lat później...

Lastman, tom 7. Dziesięć lat później...

85%

Parafrazując Forresta Gumpa, "Lastman" jest jako pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, na co trafisz. Raz wypadnie na turniej sztuk walki rodem z "Dragon Balla", kiedy indziej na walkę z androidami przypominająca "Uniwersalnego żołnierza" albo na scenerię zaczerpniętą wprost z "Mad Maxa". Smaku kolejnej "czekoladki" nikt nie mógł się jednak spodziewać...

Początkowe strony ukazują wypadek w kopalni oraz cień tajemniczego stworzenia, które może być za niego odpowiedzialne, co natychmiast wzbudza skojarzenia z pierwszą sceną każdego odcinka przygód Scooby'ego-Doo. Wprowadzenie wydaje się podwójnie zaskakujące po dotarciu do ostatniej strony, kiedy okazuje się, że nie miała niczego wspólnego z resztą tomu, ale to nie jest nawet ta wielgachna "czekoladka", którą trudno zmieścić w buzi - jest nią przeskok o dziesięć lat naprzód i rekonstrukcja całego dotąd znanego świata "Lastman".

 

Fundament pozostał niezmienny - na tej samej planecie bez wiedzy o sobie nawzajem istnieją dwa skrajnie odmienne miejsca. W stosunku do rzeczywistości czytelników/czytelniczek jedno jest osadzone w niedalekiej przyszłości, drugie wzbudza skojarzenia ze średniowieczem. Jedno zainspirowała cyberpunkowa estetyka, drugiemu bliżej do fantasy. Ich wzajemne przenikanie się jest na tyle rzadkim zjawiskiem, że kiedy na przykład do walki toczonej za pomocą magii i miecza włączona zostaje futurystyczna broń palna, wrażenie jest piorunujące. Dziesięcioletnie przesunięcie w czasie nie oznacza jednak wyłącznie zmiany fryzur czy wzrostów głównych bohaterów, czyli tych nielicznych osób, które poznały tajemnicę. Francuscy autorzy zadbali o to, by w całym tym zamieszaniu czas nie utracił swojej najistotniejszej właściwości - mijania.

Na ogół kiedy twórca poświęca wiele sił na ustalenie zasad, jakimi rządzi się świat przedstawiony, obowiązującego w nim stadium rozwoju technologicznego i społecznego, kolejne wysiłki wkłada we wzmacnianie poczucia spójności, utrwalania swoich pomysłów. Nasza rzeczywistość pokazuje jednak, że model telefonu, który jest dzisiejszym hitem, za rok będzie już starociem, a co dopiero po dziesięciu latach. Siódmy tom "Lastmana" uwzględnia tego rodzaju rozwój wewnątrz fikcji. Dawny narkotyk to nowe źródło energii, ludzkie ciała podlegają tak szeroko zakrojonym modyfikacjom, że przeważa w nich element robotyczny, powszechna degrengolada doprowadza do upadku niemal wszystkich obyczajów, a miasta Nillipolis i Paxtown choć wciąż do siebie podobne, wydają się nowe i jeszcze bardziej niebezpieczne. Przemierzanie ich w towarzystwie już dorosłych Elorny i Gregoria jest na tyle nowym doświadczeniem, że równie dobrze dopiero tutaj mogłaby się ta rozległa historia zaczynać.

 

Nowe otoczenie wymagało nowych wątków fabularnych. Główny wynika bezpośrednio z wydarzeń wieńczących poprzedni tom - morderstwa Marianne Velby i poprzysiężonej zemsty - ale są także z jednej strony bardziej intymne (napięcie w związku zaręczonej pary, która służy razem w armii), z drugiej zakrojone na szeroką skalę (bojówki Czerwonych Orłów walczące o wyzwolenie Paxtown). Autorzy rzucają kolejnymi pomysłami z taką lekkością, jakby żonglowanie konwencjami nie wymagało od nich żadnego wysiłku, a to, co innym twórcom może się wydać trudną do pokonania gatunkową barierą, dla nich jest otwartymi na oścież drzwiami.

Stałym elementem komiksu pozostają z kolei spektakularne sceny akcji. Całość powstaje na komputerze, czego twórcy nie próbują maskować, a co niektórym czytelnikom/czytelniczkom może być nie w smak (zwłaszcza w zakresie mało subtelnego cieniowania). Kiedy jednak zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń, zachwyt przychodzi bezwiednie. Rozciągnięta na ponad pięćdziesiąt stron sekwencja walki w trakcie ucieczki z Doliny Królów obejmuje energetyczne wystrzały w stylu kamehameha, parkour, pojedynki wręcz, na broń białą i palną, desperacki pościg, a do tego stale podsycaną dramaturgię, która nie pozwala nawet mrugnąć. Vivès, Sanlaville i Balak na tym etapie mają za sobą tak wiele imponujących scen, że nikomu niczego udowadniać nie muszą, ale środek tego tomu to bezdyskusyjnie jeden z najmocniejszych momentów serii.

 

Po dotarciu do ostatniej strony w głowie wciąż powraca pytanie, jak bardzo kolejny tom będzie odmienny od tego, który właśnie przeczytałem?, co samo w sobie jest ogromnym sukcesem francuskiego tria - w czasach kiedy każdego miesiąca w samej Polsce ukazuje się kilkanaście komiksów, rozbudzenie długofalowej ciekawości nie należy do łatwych zadań. Pudełko "czekoladek" tej produkcji nie tylko pozostaje zagadkowe, ale również silnie uzależniające.


Lastman

Polska, 2022

Non Stop Comics

Scenariusz: Bastien Vivès, Balak

Rysunki: Bastien Vivès, Michaël Sanlaville


Lastman, tom 1. Francuski shounen

Lastman, tomy 2 i 3. Gdzieś pomiędzy Dragon Ballem a Mad Maxem

Lastman, tom 4. Niewinność kontra zepsucie

Lastman, tom 5. Od Goku do Van Damme'a
Lastman, tom 6. Wyspa zła i kolejny zaskakujący zwrot akcji


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce