Soundrive Festival 2022

Obraz artykułu SKY: Tworzę, kiedy wpadam w rozpacz, ale nie chcę umierać w łóżku

SKY: Tworzę, kiedy wpadam w rozpacz, ale nie chcę umierać w łóżku

Warszawska producentka i artystka SKY to bardzo świadoma twórczyni, która na każdym koncercie robi wszystko, co może, by wyrwać słuchaczowi serce z klatki piersiowej. Równie frapujące są jej studyjne wydawnictwa, a przy okazji występu na tegorocznej edycji Soundrive Festival rozmawiamy o zaletach komponowania, otwieraniu się przed innymi i o emocjonalnych rozterkach.

Łukasz Brzozowski: Twórczość artystyczna pomogła ci przezwyciężyć życiowe rozterki?

SKY: Gdybyś zapytał mnie o to dwa lata temu, powiedziałabym, że w pewnym stopniu tak. Od zawsze miałam trudności w radzeniu sobie z emocjami, a proces tworzenia działa na mnie kojąco. Nagrywam w domu, głównie nocami albo w ciągu dnia, kiedy nie mam pomysłu, co ze sobą zrobić, a nie chcę odbijać się od ścian. Albo kiedy wpadam w rozpacz, ale nie chcę umierać w łóżku. Proces tworzenia traktuję jako formę eskapizmu, cały świat przestaje wtedy istnieć. Teksty wychodzą mi bardzo spontanicznie, zazwyczaj szybciej niż o nich pomyślę. Czytam je potem jak fragmenty mojej podświadomości i zaczynam lepiej rozumieć swoje stany. Z kolei granie muzyki na żywo stało się dla mnie bezpieczną formą komunikowania mojej wrażliwości. Bez płaczu i histerii.

 

Czyli muzyka pozwala ci spojrzeć na wszystko chłodnym okiem i zracjonalizować pewne sytuacje?

Zupełnie nie. Nie ma w tym, co robię niczego chłodnego ani racjonalnego. To jest odruch. Sublimuję swoje emocje w muzyce, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Oswajam je sercem, nie głową.

Ten odruch w dłuższej perspektywie przynosi więcej pozytywnych czy negatywnych skutków?

Wszystko ma swoje skutki uboczne. Tworzenie w samotności na pewno pogłębia poczucie izolacji. Często zdarza się, że zostaję w domu po to, żeby nagrywać, zamiast spotkać się z ludźmi. Inny skutek uboczny to frustracja, kiedy proces nie działa. Przez ostatnie dwa lata stałam się znacznie bardziej krytyczna wobec materiału, który nagrywam. Frustruje mnie brak umiejętności i techniczna strona tworzenia w DAW-ie. To nie zawsze jest przyjemne. Pewnie dlatego zajmuje mi tak dużo czasu - tworzę, opierając się w dużej mierze na walce z własnymi wątpliwościami i walce o samoakceptację.

 

Czyli nie tylko muzyka, którą dzielisz się ze światem jest najważniejsza?

Sam proces ma dla mnie teraz większą wagę niż jego efekt, czyli muzyka, którą podzielę się lub nie podzielę się z innymi. Niezależnie od tego, czy skończę i wypuszczę nowe kawałki, praca nad tym materiałem jest dla mnie ważnym elementem na drodze poznawania siebie, granic swoich możliwości, akceptacji straty. Nazwałam ten materiał "Monster" między innymi dlatego, że w procesie jego powstawania walczę z różnymi mniej lub bardziej realnymi potworami, będąc jednocześnie jednym z nich.

 

Walczysz z tymi potworami, ale kończy się na samych próbach czy jesteś w stanie zwalczyć komplikacje?

Żadne z powyższych. Jest to raczej nieustanna walka o akceptację rzeczywistości, w której nic nie jest proste i odnalezienie narzędzi do przetrwania w stanie ciągłego kryzysu.

Prowadzisz audycję Sleep Hell w Radiu Kapitał, ale nigdy nie zauważyłem, żeby towarzyszył jej dookreślony temat, pomijając smutny wydźwięk większości kawałków. Łatwiej dobierać utwory bez ścisłego konceptu?

Wydaje mi się, że moje audycje często mają wątek przewodni, gatunkowy lub nastrojowy. W ramach audycji wypuściłam epizod z neofolkiem do słuchania postapokaliptyczną zimą, piosenki o szatanie, miks z muzyką od ukraińskich artystów, epizod z rosyjskimi producentkami, które nie są Kedr Livanskiy, audycję o deathfolku i gotyckiej americanie, epizod o mikrogatunku babygore, kilka witchhousowych miksów oraz cykl słuchowisk, w których wybrani muzycy dzielą się ze mną swoimi snami. Puszczałam nawet miks z muzyką skomponowaną dla kotów. Łatwiej jest mi stworzyć miks na podstawie wybranego wątku przewodniego, ale zdarzają się epizody z nowościami, w których puszczam skrajnie różne gatunki. Ostatecznie najważniejszy jest dla mnie nastrój.

 

Jakie kryteria trzeba spełnić, by komponować muzykę dla kotów?

Trzeba być naukowcem studiującym mózg kotów, ale można też spróbować nagrać taki utwór w warunkach domowych. Koty podobno lubią muzykę klasyczną, więc najlepiej dać w podkładzie jakieś smyczki, na które nakłada się mruczenie, warkotanie, popiskiwanie małych kotków, odgłosy ssania mleka i przyspieszonego oddechu, bo te zwierzęta szybciej oddychają.

 

Ludzie mogliby docenić tak skomponowana muzykę? Brzmi to jak nadzwyczaj wymagający materiał.

Nie jestem ekspertką. Myślę, że każdy kot ma swoje własne preferencje, ale podejrzewam, że podobnie jak nam, im także dobrze kojarzą się dźwięki, które dawały poczucie bezpieczeństwa w dzieciństwie.

 

Jakie dźwięki dawały tobie poczucie bezpieczeństwa w dzieciństwie?

Lubię słuchać odgłosów krzątania się po mieszkaniu, kiedy usypiam. Mieszkam sama, więc włączam sobie na YouTube filmy o architekturze wnętrz, w których nie ma muzyki, ale są odgłosy kroków, szurania, otwierania i zamykania szafek, ciche rozmowy o lampach i krzesłach.

Rozmawiamy na kilka dni przed koncertem Kælan Mikla, który będziesz otwierać. Te trzy dziewczyny z Islandii szybko doczekały się sporej popularności - liczysz, że od występu z nimi tobie również przybędzie wielbicieli?

Nie mam takich ambicji. Kiedy gram koncert, wystarczy mi poczucie, że jestem w zgodzie ze swoimi emocjami. Poza tym chciałabym dobrze słyszeć się na scenie i żeby realizator nie był niemiły. Mam małe potrzeby.

 

A co jeżeli podczas koncertu nie będziesz w zgodzie ze swoimi emocjami? To kwestia zależna od przebiegu występu czy twojego nastroju danego dnia?

Głównie zależy od tego, czy dobrze słyszę się na scenie. Mój nastrój nie ma znaczenia, chociaż wpływa na poziom ekspresji. Czasami gram spokojniej, czasami agresywniej. Ale to są nadal osobiste emocje, nie walczę z nimi.

 

Łatwiej przychodzi ci tworzenie muzyki czy praca przy koordynowaniu wydarzeń?

Organizacja koncertów jest dla mnie dużo łatwiejsza i mniej wyczerpująca emocjonalnie. Bywa stresująca, ale to nie ten rodzaj tremy, jak przed własnym występem. To są dla mnie dwie zupełnie odmienne aktywności. Tworzenie jest pracą skierowaną do wewnątrz, skupieniem na swojej wrażliwości. Organizowanie koncertów jest pracą dla innych. Moja rola polega na zapewnieniu artystom komfortowych warunków do wyrażenia własnej wrażliwości. Czasami ciężko przychodzi się pomiędzy tymi dwoma światami, ale obydwa są mi potrzebne.

 

Czy organizowanie koncertów to na pewno tylko praca dla innych? Przecież jeśli odpowiadasz za wydarzenie, na które sama chciałabyś pójść, przynosisz radość także sobie.

Rzadko jestem na koncertach, które organizuję. Zazwyczaj stoję wtedy na bramce. A jeśli uda mi się, to trudno wyjść z trybu pracy. Nasłuchuję, czy wszystko dobrze brzmi. Pilnuję czasówki. Załatwiam różne interesy. Schodzi ze mnie stres martwienia się o frekwencję. W takich warunkach trudno odpłynąć przy muzyce. Czas na słuchanie muzyki mam paradoksalnie nie w klubie, ale w samochodzie. Oczywiście sprawia mi radość, kiedy widzę, że publiczność jest zaangażowana, a artyści dobrze czują się na scenie. Nie podejmowałabym się pracy, z której nie czerpię przyjemności.

Wydajesz się być wiecznie zapracowana. Radio, koncerty, praca na etat - to wysysa dużo energii, ale wielu artystów potrzebuje stale zajmować czymś głowę, by efektywnie tworzyć. Zaliczasz się do tej grupy?

Jeśli głowa zajęta pracą pomaga komuś w procesie twórczym, to zazdroszczę. Muszę mieć głowę oderwaną od codzienności, żeby tworzyć. Dlatego nagrywam głównie w nocy, kiedy cały zewnętrzny świat wpada w letarg i mogę przestać myśleć o tym, co mam do zrobienia.

 

Mroczny klimat nocy wzmacnia inspiracje?

Moje pomysły twórcze rodzą się impulsywnie, w emocjach. Jeśli jest w nich mrok, to nie dlatego, że siedzę po ciemku, tylko dlatego, że coś mnie boli. Czasami boli mnie całą dobę, ale tworzę w nocy, kiedy zamiera codzienne życie, bo wtedy mam czas, cieszę i spokój.

 

Miewasz dni, kiedy wolałabyś mieć emocjonalny spokój kosztem tworzenia muzyki?

Wybrałabym emocjonalny spokój kosztem wszystkiego. Niemniej komponowanie muzyki jest jedną z niewielu rzeczy, które mnie uspokajają, więc to wciąż ten sam wybór. Tworzenie bywa oczywiście źródłem udręki, ale łatwe i przyjemne rzeczy mnie nie interesują, nie wydają mi się zgodne z prawdą rzeczywistości. Są powierzchowne. Dobrze obrazuje to scena otwierająca "Blue Velvet" Lyncha.

 

Mam wrażenie, że twoja muzyka ma w sobie coś z Lyncha - niedookreślona atmosfera jest w niej ważniejsza od chwytliwych melodii.

Wydaje mi się, że atmosferyczność muzyki, którą tworzę wynika z formy wrażliwości. Emocje w mojej głowie często są nieokreślone, rozmyte, fragmentaryczne i pomieszane. Nie zawsze potrafię rozpoznać, co konkretnie czuję, popadam w skrajności. Dlatego czuję więź do soundtracków Badalamentiego operujących atmosferą budowaną na skrajnościach. Niepokojące i oniryczne kompozycje przeplatają się w nich z klasycznymi popowymi i rockowymi bangerami. W filmach Lyncha również przez powierzchowną codzienność prześwitują najgorsze potworności. W sennej atmosferze kłębią się koszmary.

 

W jednym z wywiadów wspomniałaś, że przy nagrywaniu pierwszej EP-ki często byłaś nietrzeźwa i rozjechana emocjonalnie. Czy obecnie znajdujesz się w lepszym miejscu?

Nadal jestem rozjechana emocjonalnie, ale przeważnie trzeźwa.

 

SKY wystąpi podczas Soundrive Festival 2022 (9-13 sierpnia 2022 roku), więcej informacji TUTAJ.

 

fot. Agata Hudomięt (1), Paz Bonfil (2), mat. arch. (3)


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce