Soundrive Festival 2022

Obraz artykułu Truchło Strzygi: W tekstach jesteśmy sobą bez cenzury

Truchło Strzygi: W tekstach jesteśmy sobą bez cenzury

Po czterech latach od wydania debiutanckiego albumu, który podzielił polskich metalowców, Truchło Strzygi wraca z "Gwiezdnym demonem". Są dojrzalsi i lepsi technicznie, ale wciąż tak samo obłąkani jak przy krążku "Pora umierać", o czym wkrótce będzie można się przekonać na żywo podczas Mystic Festival 2022. Z gitarzystą grupy, ukrywającym się pod pseudonimem P., omawiamy między innymi losy zespołu oraz poziom sceny metalowej nad Wisłą.

Łukasz Brzozowski: Masz wspomnienia związane z muzyką metalową z czasów nastoletnich?

P.: Zaczynałem słuchać metalu jako nastolatek, ta muzyka towarzyszyła mi przez większość życia z największym naciskiem na okres dojrzewania. Już wtedy pokochałem tę konwencję i do dziś pod tym względem niewiele się zmieniło. Akurat przypomniałem sobie o koncercie Slayera podczas Ursynaliów w 2012 roku - później studiowałem na tej uczelni, a w dodatku przed występem poznałem ludzi, z którymi założyłem pierwszą kapelę metalową. Zupełnie jakby wszystko zatoczyło koło.

 

Jak oceniłbyś kondycję polskiej sceny metalowej na tamtą chwilę?

Pewnie w tamtym czasie miałem odczucia, które niekoniecznie musiały pasować do tego, jak faktycznie wyglądała scena, ale podchodząc do sprawy obiektywnie, muszę przyznać, że nie było źle. Tych kilkanaście lat temu - podobnie jak teraz - wyrastało wiele młodych kapel, głównie thrashmetalowych, które grywały przede wszystkim lokalnie, ale starały się jak mogły i przejawiały spore ambicje. Z drugiej strony mieliśmy też gatunkowych wyjadaczy i nawet jeśli najlepsze lata były już za nimi, to nie zaliczyli bardzo bolesnego spadku formy, wciąż wydawali całkiem przyzwoite albumy i dawali świetne koncerty. Kiedy wspominam występy Kata albo Vader sprzed lat, mam same dobre skojarzenia. Nie było do czego się przyczepić.

Ciągnę ten temat, ponieważ w Polsce od lat nie było zespołu, o którym nastoletni metalowiec mógłby powiedzieć: To jest coś mojego. Wy zapełniacie tę lukę, podobnie jak Gruzja.

Z jednej strony tak, ale z drugiej... trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że Truchło Strzygi jest pierwszym lub jednym z pierwszych tworów na polskiej scenie, które zaczęły posługiwać się bardziej młodzieżowym językiem niż reszta. Oczywiście robimy to w metalowej konwencji, bo ma ona dla nas duże znaczenie, ale wrzucamy do muzyki przebitki zdań, zwrotów czy innych słownych zagrywek, które są bardzo insiderskie i mogą być zakorzenione w tym, że dorośliśmy w kulturze internetu. Ktoś kiedyś określił nas jako kapelę post-ironiczną i mimo że ta definicja brzmi niezbyt zachęcająco, to jednak całkiem trafnie oddaje, czym jesteśmy. Truchło Strzygi i towarzysząca mu nawijka są przesiąknięte nami, umieszczamy w tym siebie bez cenzury, nie musimy tworzyć żadnej udawanej pozy. Jeśli patrzymy na sprawę zapełnienia luki z tej perspektywy, to mogę przyznać, że faktycznie udało nam się coś takiego zrobić.

 

Nie obawialiście się, że mocno memiarskie teksty będą zgrzytały z oldschoolowym metalem, który stanowi esencję Truchła Strzygi?

Nigdy się tym nie przejmowaliśmy. Kiedy zakładaliśmy zespół, nie do końca wiedzieliśmy, w jakim kierunku chcemy iść, dlatego daliśmy wokaliście/tekściarzowi zupełnie wolną rękę na polu lirycznym. Gdy przygotował już kilka kawałków, byliśmy totalnie zajarani efektem i czuliśmy, że to coś bardzo dobrego, zupełnie innego, więc poszliśmy w tym kierunku. Takie rzeczy nie wyszłyby z głowy zupełnie normalnego człowieka, są w jakiś sposób szalone. Gdybym musiał użyć porównania, powiedziałbym, że to sytuacja zbieżna z najstarszymi materiałami Sepultury, ale przetłumaczonymi na dzisiejsze czasy i na język polski.

W Truchle Strzygi sporo spraw wychodzi zupełnie znikąd i czasami nie potrafimy wyjaśnić, dlaczego coś zrobiliśmy tak lub dlaczego coś wygląda inaczej.

Oprócz muzyki i treści dookoła niej w waszym zespole równie ważny jest pierwiastek obłąkania?

Zdecydowanie tak, w naszym zespole bardzo dużo rzeczy można uznać za obłąkane [śmiech]. Chociaż tak naprawdę wolałbym użyć określenia "niezdefiniowane". W Truchle Strzygi sporo spraw wychodzi zupełnie znikąd i czasami nie potrafimy wyjaśnić, dlaczego coś zrobiliśmy tak lub dlaczego coś wygląda inaczej. Pewne procesy zachodzą gdzieś wewnątrz nas i nawet jeśli wyglądają na głupie lub dziwaczne, to wybieramy je trochę podświadomie, wiedząc, że obronią się. Jeśli lubimy coś i czujemy odpowiednią energię, idziemy w dany pomysł, nie martwiąc się o to, że ktoś odbierze go źle albo będzie miał jakieś zastrzeżenia. Zawsze ciśniemy w coś po całości, o ile w to wierzymy.

 

Spójrz na naszego wokalistę, Gambita - to chaotyczny człowiek i dzięki temu kluczowy dla zespołu, pełni rolę frontmana, śpiewa, pisze teksty. Można nazwać go naszą wizytówką. Typ wykłada duszę na talerz, co jest szczere, bo znamy go i wiemy, że na co dzień jest intrygujący, nieposkromiony, a czasami wręcz nieobliczalny. Prawdziwy metalowiec, nie ma w nim ani krzty koniunktury.

Czyli przy natchnieniu, które przychodzi znikąd, nie próbujecie niczego wyjaśniać czy analizować?

Interpretowanie opowieści Gambita jest dla nas bardzo ciekawą sprawą na czysto wewnętrznym poziomie - czasami dorzucamy z drugim gitarzystą parę groszy od siebie, ale trzon stanowią rzeczy Witka. Zagłębianie się w te teksty jest dla nas super, ponieważ znamy ich autora bardzo dobrze i w ten sposób dodatkowo poznajemy jego umysł, a w historiach, które opowiada, czasami przewijają się nasze historie. To daje wyjątkowo intrygującą perspektywę dla kogoś, kto funkcjonuje w świecie Truchła Strzygi i wie, o co chodzi. Układanie poszlak oraz różnych gierek słownych w spójną całość zawsze przynosi mnóstwo dobrej zabawy.

 

Dostrzegasz podobieństwo Truchła Strzygi do Grupą Kormorany? Grają zupełnie inną muzykę, bliską bigbitowi, ale filozofia swobodnego odżywiania minionych epok jest u was bardzo podobna.

Chłopaki z Grupy Kormorany są naszymi dobrymi kumplami. Co prawda już nie są aktywni, ale grali próby w salce obok naszej, a obecnie w zbliżonym składzie tworzą zespół Metallus.

Znamy tych ludzi od czasów nastoletnich, często wspólnie imprezowaliśmy, spędzaliśmy i spędzamy wiele czasu we wspólnym gronie. W tym towarzystwie stawiamy na szczerość - tacy byliśmy i będziemy. Już dawno temu tworzyliśmy ekipę, w której wszyscy znają się i lubią, choć wiadomo, że czasami bywa różnie, dochodzi do pewnych spięć, ale w ogólnym rozrachunku istnieje między nami wręcz braterska atmosfera. To coś na wzór muzycznej rodziny wychowanej na starych klasykach.

 

Zakładam, że tak zażyła znajomość doprowadziła do wysokiego poziomu lojalności w waszej ekipie.

W jakiś sposób tak, ale czasami bywa to zagmatwane. Mam w sobie pewien outsiderski rys, dlatego nie zawsze uczestniczę we wszystkich wydarzeniach. Niemniej to towarzystwo od dawna gwarantuje mi poczucie funkcjonowanie w ramach konkretnej wspólnoty, co oczywiście daje dużo satysfakcji.

Zauważyłeś, że wraz z upływem lat coraz mniej osób przylepia wam łatkę zespołu-żartu?

Chyba tak, choć trudno wypowiedzieć się na ten temat dogłębniej - nie śledzimy wszystkich opinii odnośnie zespołu. Czasami wejdziemy w jakąś sekcję komentarzy, na poprawę humoru czytamy hejty, ale staramy nie przywiązywać do tego uwagi i robić swoje. Niektórzy najzwyczajniej w świecie nie chcą skumać naszego podejścia i trudno, to już ich sprawa. Kiedy obserwuję zachowania ludzi pod sceną podczas koncertów Truchła, japa mi się cieszy. Widać, że oni też są w jakiś sposób szaleni i wchodzą w nasz świat bez żadnych pytań. Podoba im się to, co robimy, traktują nas poważnie.

 

Bycie fanem Truchła Strzygi to nie tylko docenianie walorów muzycznych, ale także zrozumienie waszej otoczki.

Tak, dobrze zrozumiałeś, o co chodzi. Przy czym nikogo nie zmuszamy, by coś analizował czy interpretował. Ludzie najczęściej sami są na tyle zaintrygowani naszym pomysłem na siebie, że chcą go zbadać i odnaleźć w nim coś ciekawego. Nazywamy to truchłomanią lub truchłofazą [śmiech].

 

Przypuśćmy, że dzwoni do was Nergal i proponuję trasę z Behemoth - przyjmujecie ofertę czy jest to o krok za daleko?

Zależy czy polską, czy zagraniczną [śmiech]. Nergal puszczał do nas oko kilkukrotnie, ale nie wiem, czy mogę jakkolwiek odnieść się do tego. Co prawda sporadycznie mamy jakiś kontakt z nim - nawet ostatnio pisał do nas coś na Instagramie - ale nie doszło do sytuacji, w której rozmawialibyśmy o konkretach. Kiedy wydawaliśmy pierwszy album, wspomniał o ewentualnej wspólnej trasie, ale na samych wspominkach skończyło się - normalna sprawa. W związku z tym nie chcę komentować, jakbyśmy na to zareagowali.

 

Czy w przypadku "Gwiezdnego demona" musieliście postarać się, by muzyka nie została przyćmiona przez wyrazistą otoczkę, jak to było przy debiucie?

Debiut brzmi w ten sposób, ponieważ skomponowaliśmy go w dwa miesiące. Nie mówię, że na kolanie, ale docelowo Truchło Strzygi było kapelą, która narodziła się po to, aby zagrać tylko jeden koncert i rozpaść się. Z tego powodu miał to być pierwotny black metal na jednym riffie, bez silenia się na wirtuozerię. Pierwszą demówkę nagraliśmy właściwie tylko w celu posłuchania jej przed wspomnianym debiutanckim występem. Na stworzenie tego materiału mieliśmy tylko miesiąc, później na fali napisaliśmy kilka kolejnych numerów do drugiej demówki i tak powstał materiał na "Pora umierać". Perkusję na potrzeby tego albumu zaczęliśmy nagrywać w dniu, gdy Manilla Road po raz pierwszy zagrała w Polsce. Przy kolejnych materiałach mogliśmy się bardziej skupić, chociaż mini-album powstał jeszcze na świeżo po debiucie. Co więcej, towarzyszyły temu bardzo emocjonalne okoliczności, dlatego doświadczyliśmy nieco innych doznań, pracując nad nim.

Otwieramy się jeszcze bardziej i nie czujemy strachu związanego z własnymi emocjami.

Jakich doznań?

Przy tworzeniu EP-ki przeżywaliśmy dosyć trudny okres, Witek i ja prawie w ogóle nie widywaliśmy się, nie odzywaliśmy do siebie, ani nie graliśmy prób, więc przygotowywaliśmy swoje partie prawie oddzielnie. Mówiąc skrótowo - odpowiadam za większość muzyki, a on za teksty. Takie warunki pracy przełożyły się na nastrój, który trochę wyróżnia "Nad którymi nie czuwa żaden stróż" na tle debiutu. Jeśli słuchałeś "Gwiezdnego demona", pewnie sam zauważyłeś, że teraz otwieramy się jeszcze bardziej i nie czujemy strachu związanego z własnymi emocjami - dotyczy to całego składu. Mówimy o niektórych rzeczach wyjątkowo otwarcie, chociaż i tak ubieramy je w pasującą do nas formę przekazu. Dotyczy to zwłaszcza tekstów Wita, bo nie da się ich pomylić z czymkolwiek innym.

 

Czy wspólne zmierzenie się z trudnymi chwilami spowodowało, że obecnie w zespole nie dochodzi do tarć personalnych?

Raczej tak, w tym zespole rzadko występowały jakiekolwiek większe zgrzyty - podkreślam to z pełną świadomością trudnego momentu, o którym mówiłem wcześniej. Jesteśmy na tyle ogarnięci, że gramy do jednej bramki i mamy w głowie pewne idee, więc robimy, co możemy, by je realizować, zamiast kłócić się bez celu. Zawsze dyskutujemy na różne tematy, czasami zdania wewnątrz grupy różnią się, ale kieruje nami swoiste poczucie jedności. To daje nam motywację, by wciąż działać i opowiadać swoją historię.

Muzyka i teksty sugerują, że to dosyć burzliwa historia.

Zdecydowanie tak. Witek miał pewien liryczny koncept tej płyty spisywany w notesie, chociaż był budowany w zasadzie na bieżąco. Z jednej strony Gambit opowiada o swoim zwichrowanym życiu, z drugiej czasami dorzucaliśmy parę wniosków od siebie jako obserwatorzy. Chcieliśmy uzupełnić te treści i wnieść coś od siebie, a mieszanka tych elementów miała bardzo wyraźny wpływ na ostateczny kształt "Gwiezdnego demona". Sesje wokalne do tej płyty były na tyle emocjonujące, że nazywaliśmy je sesjami terapeutycznymi - wypluliśmy wszystko, co leżało nam na sercach. Sporo tekstów z albumu powstało podczas nagrań, kiedy po wielogodzinnych rozmowach próbowaliśmy zarejestrować to, co siedziało nam wtedy w głowach.

 

Myślisz, że osiągnęliście największy stopień popularności, na jaki was stać, czy dopiero rozkręcacie się?

"Master of Puppets" dopiero przed nami, nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Mówiąc poważniej, mamy swoje ambicje i chcemy rozwijać się, mamy jeszcze wiele do przekazania światu.

 

Nic dziwnego, w końcu jesteście młodymi ludźmi.

Dokładnie. W dodatku niektóre historie z "Gwiezdnego demona" mają już ponad dwa lata, a od tamtego czasu w naszych życiach wydarzyło się bardzo wiele.

 

Upływ czasu nie spowodował, że opowieści z "Gwiezdnego demona" uległy dezaktualizacji?

Nie, te historie są uniwersalne, a dzięki temu inni też mogą się z nimi utożsamić - a w dodatku wyjątkowo odświeżające dla nas. Wciąż stanowią część tego, czym jesteśmy i pokazują, jaką drogę przeszliśmy. Takie rzeczy nie ulegają przeterminowaniu.

 

Z całą pewnością Truchło Strzygi kocha metal, ale czy metal kocha was?

Wydaje mi się, że metal nas kocha, ale również nienawidzi. To dosyć trudna relacja, bo sam jestem kucem, lecz mogę przyznać, że czasami uwielbiam metalowców, ale również czasami szczerze ich nienawidzę.

 

Truchło Strzygi wystąpi podczas Mystic Festival 2022 (1-4 czerwca 2022 roku), więcej informacji TUTAJ.

 

fot. Kamil Staniszek (1), mat. prasowe (2)


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce