Obraz artykułu Sarsa: Buntuję się przeciwko oczekiwaniom, ale sama też niczego nie mogę oczekiwać

Sarsa: Buntuję się przeciwko oczekiwaniom, ale sama też niczego nie mogę oczekiwać

Leśna, symbolizująca wyzwolenie aura Type O Negative, punkrockowa naturalność, krytyka konsumpcjonizmu - to nie są elementy, które dotąd kojarzyły się z muzyką Sarsy, ale na najnowszym albumie Marta Markiewicz udowadnia, że nie zamierza do końca kariery tkwić w tym samym, wygodnym miejscu.

Jarosław Kowal: "Przyspieszam" - pierwszy singiel z nowego albumu - pokazał wyraźny zwrot w innym kierunku w waszej muzyce. Jaka jest geneza tej zmiany? Kiedy poczuliście, że potrzebujecie wyraźnej wolty?

Sarsy: Wielu dziennikarzy postrzega tę zmianę jako bardzo wyraźny zwrot w moim rozwoju artystycznym, ale na naszych koncertach już wcześniej dało się usłyszeć, w jakim kierunku będziemy zmierzać. Dla nas to naturalna kolej rzeczy. Paweł - który aranżuje wszystkie utwory - ma swoją estetykę i przy ostatniej trasie nadał naszej muzyce właśnie taki kształt, a do tego zainspirował mnie do rozwijania się - dzięki niemu zaczęłam uczyć się gry na gitarze. Działamy w bardzo instynktowny sposób, choć faktycznie to, co będzie można usłyszeć na albumie długo w nas dojrzewało - zajęło cały okres pandemii i cały okres ciąży.

 

Paweł Smakulski: Czasami kiedy komponujesz jakiś utwór, zastanawiasz się od razu, w jaki sposób go "ubrać", żeby na przykład miał szansę "pójść" bardziej radiowo albo żeby trafić w określony target i tak dalej. Tym razem postanowiliśmy skomponować taki materiał, gdzie nie będzie żadnego "żeby". Założyliśmy, że jak z nas wypłynie muzyka, tak ją zostawimy. Postawiliśmy na to, co w danej chwili do poszczególnych utworów czuliśmy, na ich energię. Położyliśmy duży nacisk na to, żeby nie było żadnego nacisku.

Pawła znam od dziecka, twoja szafka z kasetami była dla mnie źródłem wielu odkryć od Illusion czy Green Day po Dream Theater, pamiętam jak grałeś w blackmealowym Nocturn, później była Proghma-C - to bardzo szerokie pole inspiracji i doświadczeń. Zdarzyło się wam w poszukiwaniach zagalopować w tak nieoczywiste rejony, bardziej rockowe czy wręcz metalowe?

PS: Zdarzyło się nam zagalopować i tak to zostawiliśmy [śmiech]. Jest na płycie kilka utworów, które są naprawdę nieoczywiste. Wydaje mi się, że trudno będzie wskazać artystę tworzącego muzykę około popową z materiałem, który w tak wielu momentach jest zupełnie niepopowy. Przy kilku utworach stwierdziliśmy: Ej, to jest za grube... no to jedziemy dalej [śmiech]. Przykładem jest "La La Las", w który wjechaliśmy jak koparki w wycinanie lasów... Choć sam utwór o lesie nie jest.

 

S: Jego tematem jest konsumpcja, która dotyczy każdego z nas. Metafora powiązana z wycinaniem lasu spod chaty nie wzięła się jednak znikąd - faktycznie mieszkamy w pobliżu Parku Krajobrazowego i faktycznie widzimy, jak las powoli znika, czego poniekąd czujemy się winni. Chcieliśmy dać temu wyraz, uzewnętrznić te intensywne emocje i frustrację. Mamy to szczęście, że możemy się wykrzyczeć i że dołączył do nas Marcin Bors - wszyscy dmuchaliśmy w ten sam żagiel. To była nie tylko świetna zabawa i wyjątkowe doświadczenie, ale dla mnie też forma osobistego rozwoju, bo odważyłam się wyrazić siebie w bardziej bezkompromisowy sposób. Do tego okres ciąży dodawał mi więcej energii, pozwolił wydobyć większe pokłady odwagi. To był bardzo ważny moment, kiedy poczułam, że nie muszę spełniać niczyich oczekiwań. Nawet kiedy pojawiały się błędy, nie powtarzaliśmy nagrań - zostawaliśmy rzeczywiste odbicie ludzkiej natury, bo przecież każdy z nas popełnia błędy.

Wokalistka Sarsa śpiewa i gra na gitarze.

PS: Ten materiał jest trochę "brudacki", w swojej fakturze niemal punkowy i to zarówno od strony muzycznej, jak i filozoficznej czy lirycznej. Jest w nic coś z buntu i wytykania prawdy, jeżeli chodzi o słowa, a muzycznie celowo został niedoszlifowany w rozumieniu współczesnej produkcji muzycznej. Punk rock stawia na podobną naturalność - jeżeli się pomyliłeś, to tak zostawiasz, bo z tego biorą się energia i przekaz, które później uderzają czystą prawdą. To była super zabawa, ale też walka o to, żeby powstrzymać się od poprawiania.

 

S: Paweł jest totalnym perfekcjonistą, piłuje partie swoje i partie innych do momentu, aż będą idealne.

 

PS: Wszystko zależy od tego, co chcesz zrobić, jaki rodzaj frazy postawić. Z racji na swoje, że tak to nazwę, metalowo-rockowe początki, stawiałem dźwięki w dość energiczny sposób. W muzyce metalowej obowiązuje niepisana zasada, że wszystko musi być w miarę równo zagrane, żeby przepływ energii był szybki, to muszą być szybkie ataki. U nas ataki nie miały być aż tak równe, chcieliśmy, żeby były bardziej niechlujne. Wniosek z tego taki, że człowiek cały czas uczy się czegoś nowego.

Mężczyzna siedzi i gra na gitarze.

W ostatnich latach jest większe przyzwolenie na wychodzenie poza schematy w muzyce pop, przykładami mogą być chociażby album Halsey nagrany wraz z Nine Inch Nails albo Lorde z bardzo subtelną produkcją. Macie poczucie, że dzisiaj można pozwolić sobie na więcej niż na przykład pięć lat temu?
S: Nie siedzę w tym aż tak głęboko, żeby jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć, ale uważam, że prawda obroni się zawsze. W obecnych okolicznościach społecznych - kiedy dochodzi do kulminacji udziału mediów społecznościowych w naszych życiach, które wypaczają rzeczywisty obraz świata - coraz więcej osób wybiera stawanie w kontrze. Szukają w muzyce kogoś, od kogo mogą wyczuć autentyczność, kogoś, kto też popełnia błędy i nie jest doskonały. Nikt przecież nie wygląda tak, jak po nałożeniu filtrów w internecie. Oczywiście istnieją też fani muzyki w każdym stopniu wymuskanej, ale dla mnie produkowanie kolejnej płyty według takiej filozofii byłoby pozostawaniem we własnym cieniu i nie byłoby w tym ani odrobiny autentyczności. Jestem już inną osobą niż na poprzednich albumach, więc musiałam postawić krok w nowym kierunku, w takim, który naprawdę mnie wyraża. Ktoś mógłby powiedzieć, że nagranie płyty mniej mainstreamowej to dla nas ryzykowny ruch i pewnie tak jest, ale dostajemy w zamian poczucie wolności, a to jest dla nas najważniejsze.

 

Widzę nawet po reakcjach na naszym portalu, kiedy wspominaliśmy o zmianie kierunku w waszej muzyce, że wiele osób nie zadaje sobie trudu sprawdzenia, czym są "Runostany". Mają w głowach ściśle określoną wizję Sarsy i będą przy niej obstawać, cokolwiek byście nagrali.

PS: No i okej, nie mamy z tym problemu.

S: Oczekiwania idą w dwie strony - ja buntuję się przeciwko oczekiwaniom słuchaczy, ale skoro chcę, żeby ich nie mieli, to sama też niczego nie mogę oczekiwać. Jeżeli ktoś woli sięgać po mój wcześniejszy album, to wciąż jest dla mnie komplementem. Nie odcinam się od muzycznej przeszłości, każdy jej etap był dla mnie prawdziwy, pokazuję tylko tyle, że się rozwijam. Każdy może znaleźć taki mój utwór, który z nim rezonuje i może też nie znaleźć żadnego takiego. Patrząc na obecną przedsprzedaż "Runostanów", odbieram ją jako sukces. Sukcesem są dla mnie wiadomości pokroju: Ej, jestem tu nowy i zostaję, ale jeśli ktoś chce wracać do Sarsy z przeszłości, to też jest to dla mnie cudowne. Najważniejsze jest mieć dla kogo tworzyć.

Patrzenie na artystę jak na rozwijającą się jednostkę zanika, dzisiaj najczęściej jak ktoś zostanie zaszufladkowany jako mainstream, to już koniec - jest artystą popowym i niczym poza tym nie może być.

PS: Dzisiejsza tendencja do powierzchowności, do braku czasu na zastanowienie się w całym tym morzu informacji i gąszczu milionów utworów wydawanych rocznie, powoduje, że ludzie chyba coraz rzadziej zastanawiają się nad samym artystą i jego rozwojem. Przykładami mogą być zespoły Anathema czy Pink Floyd, które przez lata totalnie zmieniały styl. Anathema zaczynała w okolicach gotyckiego metalu, a skończyła na atmosferycznym art rock-popie i pewnie są osoby, które więcej po nią nie sięgnęły, bo zapamiętały, że to jest gotyk. Może są też fani, którzy lubią takie wolty. Patrzenie na artystę jak na rozwijającą się jednostkę zanika, dzisiaj najczęściej jak ktoś zostanie zaszufladkowany jako mainstream, to już koniec - jest artystą popowym i niczym poza tym nie może być.

S: Ja mam jednak dużo wiary w ludzi. Wierzę, że coraz więcej osób znajduje czas na zatrzymanie się i na chwilę refleksji.

Wspomniałaś, że nie zamierzasz odcinać się od muzycznej przeszłości - jak to pogodzicie podczas koncertów? Planujecie zaktualizować starsze utwory do nowszych aranżacji, żeby lepiej pasowały do materiału z "Runostanów"?
PS: Od jakiegoś czasu popowe czy elektroniczne utwory są skonwertowane w wersjach live do nowszych wersji. Pozamienialiśmy część instrumentów, jest więcej gitary, Marta też zaczęła grać na gitarze i idzie jej bardzo dobrze - awansowała nawet w zespole na drugą gitarę [śmiech]. Możemy sobie więc na to pozwolić, żeby sięgać po typowy dwugitarowy aranż.

S: W radiu utwory zawsze mają dość ugłaskane brzmienie - mam na myśli te z poprzednich płyt, bo teraz nie lecimy w żadnym radiu [śmiech] - ale podczas koncertów od początku bardziej stawialiśmy na gitary. Dla niektórych osób to był szok, ale wychodziło na plus - każda kolejna trasa miała wyższą frekwencję, a my cieszyliśmy się, że możemy pokazywać trochę inne wersje znanych utworów. 9 kwietnia zagramy w Warszawie w Palladium i sama jestem ciekawa, jak to wyjdzie. Zmieniliśmy cały skład, aranżujemy część materiału na trąbkę, jesteśmy w fazie przygotowań i czekamy na sprawdzenie rezultatu na scenie.

 

Zmiana stylistyczna na nowym albumie tak bardzo rzuca się w uszy, że można przeoczyć inne jego elementy, a najbardziej wyrazistym jest las obecny i w teledyskach, i w tytułach czy tekstach utworów. Miał na was duży wpływ w trakcie tworzenia tego materiału?

S: Faktycznie mieszkamy przy lesie, ale należy to traktować bardziej na zasadzie metafory. To nie jest las w wymiarze ekologicznym, bardziej w wymiarze wiedźmińskim - las, do którego wchodzi się w poszukiwaniu samego siebie. Pytania o to, po co istnieję albo czy podążam właściwą drogą nadal są dla mnie ważne i na pewno nie tylko mnie nurtują. Stąd wzięła się ścieżka, która jest symbolem albumu "Runostany" - odnosi się do szyszynki, gruczołu dokrewnego odpowiedzialnego między innymi za produkcję melatoniny, hormony snu, za pomocą którego jesteśmy przenoszeni do onirycznego świata, a dla mnie tym światem jest właśnie las. Lubię posługiwać się symboliką, zachęca do tego, żeby każdy samodzielnie zastanowił się nad otaczającą nas rzeczywistością.

Wokalistka Sarsa stoi, ma uniesioną nogę.

W cyklu 5 płyt na naszym portalu jako pierwszy z albumów wybrałaś "October Rust" Type O Negative, wspominając, że wzbudza w tobie skojarzenia właśnie z lasem. Towarzyszył wam przy tworzeniu "Runostanów"?

S: Podobny na pewno jest klimat - mroczny, zimny las.

PS: Może nie było tak, że słuchaliśmy "October Rust" i robiliśmy jakiś numer, ale to jest jeden z tych albumów, które potrafią przenieść do innego miejsca i subiektywnie oceniam, że na płycie "Runostany" też udało się nam przenieść z rzeczywistości do trochę bardziej onirycznego otoczenia leśnego. Nie jest to jednak las w sensie fizycznym. Z tego, co zrozumiałem z przekazu Sarsy w odniesieniu do albumu, las w sensie dosłownym jest bardzo odległą inspiracją. To raczej kwestia wyzwolenia, poszukiwania, odnajdywania nowych stanów wewnątrz siebie czy oczyszczenia. Podobnie wyglądało to w kwestii muzycznej. Jeśli spojrzeć na las od środka, to panuje tam naturalny chaos, ale jako krajobraz wygląda pięknie i podobnie spojrzeliśmy na muzykę. Jest w niej jakiś naturalny chaos, ale składa się w spójną całość.

 

Towarzyszy wam syndrom pustki po nagraniu albumu? Stan, kiedy po okresie wzmożonej pracy nad muzyką, pełnym inspiracji i twórczego wysiłku, trzeba wrócić do codzienności, a muzyka zaczyna żyć własnym życiem?
S: Poczułam raczej ulgę, że udało się zamknąć coś, co stanowiło pewnego rodzaju autoterapię.

 

PS: Możliwe, że ta pustka jeszcze przede mną. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób się pracuje. Czasami albumy są nagrywane błyskawicznie - nagrywasz, oddajesz materiał do miksu i chwilę później wydajesz go, więc cały ten proces okazuje się bardzo krótki. Jeżeli natomiast zaczynasz się wsłuchiwać w to, co nagrałeś, sprawdzasz każdy utwór wielokrotnie, kiedy powstają różne wersje, to z czasem zaczynasz czuć się zmęczony i pewne rzeczy w ogóle przestajesz słyszeć. Na szczęście nie miałem z tym problemu przy "Runostanach".

S: Praca wygląda u nas tak, że wszystko robimy we dwoje od samego początku. Żyjemy ze sobą prywatnie, więc non stop w tym siedzimy, tworzenie muzyki nieustannie przewija się przez naszą codzienność. To nie jest nawet praca, tylko styl życia. To, co otrzymał od nas Marcin Bors było już w zasadzie drugim etapem, wcześniej przez mniej więcej pół roku szlifowaliśmy te utwory tylko we dwoje. Grałam coś na pianinie, pokazywałam Pawłowi, później coś poprawiał, później się pokłóciliśmy, później musieliśmy się pogodzić, znowu zagraliśmy ten utwór i znowu się pokłóciliśmy [śmiech]. Proces twórczy przeplata się z naszą relacją, która jest cudowna, czasami pomaga, a czasami wypruwa z nas całą energię.

PS: Tam, gdzie są cięższe gitary, tam się kłóciliśmy [śmiech].

 

S: Dlatego też na początku wspomniałam, że poczułam ulgę, bo przy takiej relacji musi się pojawiać przerwa i przynajmniej kilka dni, kiedy możemy porozmawiać o tym, co zjemy na obiad, a nie o tym, czy dodajemy w jakimś miejscu trąbkę.

Proces twórczy przeplata się z naszą relacją, która jest cudowna, czasami pomaga, a czasami wypruwa z nas całą energię.

Czy w takim razie mieszkanie razem ułatwia tworzenie muzyki czy utrudnia? Z jednej strony jesteście cały czas na miejscu, w każdej chwili możecie zacząć komponować; a z drugiej to trochę tak, jakbyście nigdy nie wychodzili z pracy.
PS: Sam nie wiem. Na pewno każda wersja ma plusy i minusy. Cały czas pracujemy razem, cały czas jest między nami energia, ale dochodzi też do spięć czy przesilenia.

S: To może powiedz coś o plusach [śmiech].

PS: Fajnie się pracuje razem... koniec [śmiech].

S: Byłam ciekawa, co powiesz, a ty tak szybko postawiłeś kropkę [śmiech].

 

PS: Kiedy twoja pasja jest twoją pracą, to wypełnia praktycznie cały czas i na pewno rzutuje na życie prywatno-rodzinne. Trudniej jest odkleić się od muzyki. Psychika działa trochę w taki sposób, że kiedy opuszczasz jakieś pomieszczenie, to w pewien sposób pomaga ci to zostawić związane z nim myśli. Zamykasz drzwi, zamykasz jakieś sprawy, do których wrócisz dopiero po ponownym ich otwarciu i możesz zająć się czymś innym. Kiedy pracujesz w tym samym miejscu i z tą samą osobą, z którą tworzysz komórkę rodzinną, to trzeba nad tym bardziej popracować.

S: Z trzeciej strony, chyba nie wyobrażamy sobie związku z partnerem, który nie jest powiązany z branżą muzyczną, bo wspólna pasja jest dla nas tym, co dodatkowo napędza relację.

 

PS: Moje ambicje aktorskie niestety muszą odejść na bok [śmiech].

S: Tak, musisz grać na gitarze i pracować ze mną do końca życia [śmiech].

Sarsa trzyma ręce na głowie.

W kwietniu zagracie premierowy koncert z nowym materiałem, w październiku macie zaplanowane następne. To po prostu pięć kolejnych koncertów czy czujecie się tak, jakbyście ponownie debiutowali?
S: Bardzo się stresuję, dla mnie to jest jak debiut. Przez pandemię dawno nie graliśmy.

PS: W tym czasie życie koncertowe trochę się zmieniło i wciąż nie wróciło do normy. Nadal nie wiadomo, co nas lada moment czeka, a z tym wiąże się ciągły stres. Do tego mamy jeszcze nowy materiał, nowy przekaz, więc naprawdę czujemy jakby to był pierwszy raz.

 

S: Przed chwilą na terapii związkowej, którą z nami przeprowadziłeś, wspominaliśmy, że żyjemy muzyką i naprawdę to przeżywamy. Nie potrafimy podejść do spotkania z publicznością w beznamiętny sposób, a w dodatku wraz z upływem czasu jest coraz gorzej. Myślałam, że wraz z wiekiem będziemy mieć więcej luzu, a okazało się, że zależy nam coraz bardziej.

 

fot. Piotr Porębski (1, 4, 5), Marta Smerecka (2, 3)


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce