Obraz artykułu Sea Saw: Drugi album będzie bardziej szczery i otwarty

Sea Saw: Drugi album będzie bardziej szczery i otwarty

Debiutancki album Sea Saw to muzyka na styku nowoczesnej psychodelii i shoegaze'u, ale to nie wszystko, na co ten gdański kwartet stać. Podczas ostatnich koncertów zespół w całości odgrywał nowy, znacznie bardziej skrajny i rozedrgany materiał, który będziecie mogli w sierpniu usłyszeć podczas Soundrive Festival 2022. Więcej ma jego temat dowiecie się od Dawida Leszczyńskiego i Maksymiliana Mroza.

Łukasz Brzozowski: Nie nudzi was czasami Trójmiasto?

Dawid Leszczyński: Wręcz przeciwnie. U mnie wygląda to tak, że czasami nie wyrabiam na zakrętach. Tutejsza scena zawsze uchodziła w mojej opinii za niezwykle interesujące zjawisko, a muzyka była głównym powodem, dla którego tutaj zamieszkałem.

 

Maksymilian Mróz: Zdecydowanie nie ma tutaj czasu na nudę. W odróżnieniu od Dawida, nie mam żadnego porównania, bo całe życie spędziłem w Trójmieście, więc nie wiem, czy gdzieś indziej jest "ciekawiej".

Trójmiejska scena niezależna jest bardzo wyrazistym punktem na polskiej mapie muzycznej - co świadczy o jej wyjątkowości?

MM: Powody tej wyjątkowości można mnożyć. To w końcu licząca siedemset pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców metropolia, która jest w dodatku chętnie wybieranym kierunkiem wewnętrznych migracji. Trójmiasto daje spore szanse trafienia na ciekawych ludzi, a do tego kryje wiele nieoczywistych miejsc, w których muzykę można tworzyć albo się nią dzielić. Sea Saw nie byłoby - a na pewno nie w takiej postaci, w jakiej obecnie funkcjonujemy - gdyby pewien Amerykanin o polskich korzeniach dziesięć lat temu nie postanowił, że stworzy w Gdańsku miejsce pozbawione jakkolwiek rozumianych twórczych ograniczeń.

 

DL: Odpowiedzią na to pytanie jest także morze. Miasta portowe zawsze były oknem na świat, co z kolei miało bezpośredni wpływ na mentalność żyjących w nich ludzi. Myślę, że istotną kwestią jest również to, że wszyscy sobie kibicujemy, możemy na siebie liczyć i wymieniać doświadczenia. Właściwie wszystkie składy tworzone są przez tych samych ludzi, tylko w różnych konfiguracjach, co daje poczucie zjednoczenia, braterstwa.

 

Ale czy przy ciągłym graniu w pewnym gronie powtarzających się ludzi nie zachodzi ryzyko wystrzelania się z pomysłów i monotonii?

DL: W trakcie grania powstaje coś w rodzaju rozszerzonego systemu poznawczego i każda zmiana w jego obrębie jest odczuwalna. Oczywiście czasami bywa inaczej, jak chociażby wtedy, gdy mamy do czynienia z kompletnie nic nie wnoszącą do niego osobą, ale problem takich indywiduów szczęśliwie nas nie dotyczy, więc się nie martwimy [śmiech].

 

MM: Chemia pomiędzy grającymi zawsze jest unikalna i w każdym projekcie inna. Na pewno Trójmiasto ma swoje ograniczenia, dlatego też przywykliśmy do faktu, że scenę oblega głównie grono tych samych kilkudziesięciu osób, a przed nią na zmianę bawi się kilkaset tych samych znajomych. Ma to swój urok.

Zacząłem rozmowę od wątku trójmiejskiego, ponieważ objechaliście chyba wszystkie kluby muzyczne w Gdańsku i Gdyni, ale poza tymi miastami nie występujecie tak chętnie. Nie boicie się skończyć jako typowy "lokalny zespół", który nie będzie w stanie przebić się dalej?

DL: Niezwykle smutna wizja... Ale mam nadzieję, że nie skończymy, grając w Torpedzie [śmiech].

 

MM: Jesteśmy w trakcie procesu, którego początek jest żmudny. Wszystko wskazuje na to, że nasza ekspansja dopiero się zaczyna. Twojego scenariusza nie bierzemy pod uwagę, aczkolwiek jeżeli takowy się ziści, to chyba zaczniemy pakować nasze graty i poszukamy innych zajęć.

 

Jaki to dokładnie proces?

DL: Bardzo złożony. W grę nie wchodzi jedynie nasza ewolucja muzyczna, istotne są także aspekty związane z promocją i zrozumieniem tej całej machiny - to w sumie z tym mamy największy problem. Zrobienie jakiegoś nowego kawałka jest dla nas bardzo proste, operacyjnie niestety stoimy z tym wszystkim dużo gorzej [śmiech].

 

MM: Śmiejemy się, że więcej czasu zajmuje nam napisanie posta na Facebooku niż nowego utworu. Co do procesu, to na pewno w grę wchodzi też kwestia pewności, że mamy porządny materiał eksportowy. Mowa o naszej drugiej płycie, którą właśnie dopinamy. To dalej muzyka dla zapaleńców, ale mająca szanse zahaczyć o dużo szersze grono.

 

Uważacie, że muzyka Sea Saw ma potencjał komercyjny?

MM: Teraz już tak. Przestaliśmy się bać piosenek. Wydaję mi się, że znaleźliśmy złoty środek pomiędzy tym, co przebojowe a tym, co jest w odbiorze zdecydowanie trudniejsze.

Skąd strach przed piosenkami? Przecież na debiutanckim albumie mieliście takie numery, jak "Disco in Kenosha", które aż prowokowały do gibania bioderkami.

DL: Masz rację, ale na przestrzeni lat nabraliśmy też dużo pewności siebie. Przestaliśmy grać bezpiecznie, otworzyliśmy się, a nasze utwory są dużo bardziej "nagie".

 

MM: Pierwszy album to był efekt kilkuletnich prób, zmian, poszukiwań, kompromisów. Do drugiego podeszliśmy zupełnie inaczej. Pozwoliliśmy naszym pomysłom wybrzmieć z marszu, na dużej spontaniczności, dzięki czemu całość ma w sobie coś wyraźnie nerwowego, ale też bardziej szczerego i otwartego.

 

Zauważyłem, że wasz nowy materiał ma w sobie znacznie więcej kontrastów niż debiut, brzmi bezkompromisowo - albo wpadacie w trans, albo eksplorujecie rejony hałasu.

DL: Chyba po prostu przestaliśmy pierdolić się w tańcu.

 

Na ostatnich występach odgrywaliście już przyszły album w całości, jak dużym przeobrażeniom w stosunku do wersji pierwotnych ulegają te kawałki w interpretacjach koncertowych?

MM: Są jasno ustalone struktury, ale te numery za każdym razem brzmią inaczej.

 

DL: Zawsze staramy się pozostawić przestrzeń na pomysły, które podsuwają nam najróżniejsze okoliczności, czyli stan rzeczy, miejsce i nawet dany dzień tygodnia [śmiech].

 

Nie sądzicie, że odgrywanie na żywo całego materiału przed jego premierą jest ryzykowne? Jeśli ludzie przyzwyczają się do tych piosenek, wersje studyjne mogą niektórych rozczarować.

MM: Jak wcześniej zauważyłeś, do tej pory graliśmy głównie w Trójmieście, które stało się czymś na wzór naszego muzycznego poligonu działań. Pozwalamy sobie tutaj testować i rozwijać wszelkie nasze pomysły.

 

Czyli w innym mieście nie podjęlibyście się takiego rozwiązania?

DL: To raczej tymczasowe rozwiązanie podyktowane obecną sytuacją. Strategię dopasowujemy do okoliczności.

Zdjęcie zespołu Sea Saw.

W jednej z recenzji wasza muzyka została określona jako przemyślana, ale czy na pewno taka jest? Odnoszę wrażenie, że działacie bardziej intuicyjnie, a nawet trochę po omacku.

MM: Intuicyjnie jak najbardziej, ale czy po omacku? To zostawiamy już tobie.

 

DL: Nasza muzyka to odzwierciedlenie tego, co dzieje się, wokół i wewnątrz nas. Nie myślimy o niej w kontekście odbioru innych osób, chcemy w to jak najmniej ingerować.

 

Co w takim razie dzieje się wokół i wewnątrz was? Jakie stany ducha odzwierciedla muzyka Sea Saw?

DL: Nie mamy naprawdę żadnej potrzeby opowiadania o tym zagadnieniu na forum publicznym, niech wszelkie stany nagłaśnia nasza muzyka i tyle.

 

MM: To, co robimy nazwałbym zlepkiem osobistych emocji i chcielibyśmy, żeby każdy na swój sposób mógł się w ich gąszczu odnaleźć.

 

Sea Saw wystąpi podczas Soundrive Festival 2022 (9-13 sierpnia 2022 roku), więcej informacji TUTAJ.

 

fot. Aleksandra Miłek


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce