Köhnen Pándi Duo - "Darkness Comes In Two's" (Svart)

Jason Köhnen tworzy tła, szumy, gwizdy i okazjonalnie przedziera je eksplozjami pojedynczych nut wygrywanych na syntezatorze; Balázs Pándi czasami sięga po sonorystyczne dźwięki, a jeszcze częściej korzysta z perkusji dla dodania szczątkowych rytmów, które sprawia, że "Darkness Comes In Two's" nawet dla przypadkowego słuchacza będzie miało charakter czysto muzyczny. Wspólny materiał wydany pod nazwą Köhnen Pándi Duo został sztucznie podzielony na trzy utwory, ale najlepiej słucha się go za jednym razem, jako imponującego, ponurego monumentu.

Kweku Collins - "Grey" (wydanie własne)

Raz jeszcze jeden z bohaterów Soundrive Festival 2017, który do Chicago powrócił z potężną bazą fanek z Polski. Zazwyczaj nazywa się go raperem, choć równie często śpiewa, a w jego twórczości wyraźnie czuć wpływy reggae. Głos to zresztą jego największy atut i wiele wskazuje na to, że w tym roku będzie można usłyszeć go częściej.

L'Orange - "The Ordinary Man" (Mello Music)

Czy sample wyciągnięte z jazzu oraz soulu sprzed lat 50., a także fascynacja Billie Holiday mogą przełożyć się na udany album hip-hopowy? Oczywiście tak, co pochodzący z Nashville L'Orange od kilku lat udowadnia. Jego najnowszy krążek to ponownie przede wszystkim utwory instrumentalne, choć nie zabrakło kilku gości, tym razem są to między innymi Del the Funkee Homosapien i The Koreatown Oddity. "The Ordinary Man" to doskonały dowód na to, że czasami aby pójść na przód, najpierw trzeba zrobić kilka kroków wstecz i zaczerpnąć u samego źródła muzyki rozrywkowej.

Lali Puna - "Two Windows" (Morr Music)

Siedem lat - tyle trzeba było czekać na nowy album Lali Puny, ale rekompensata jest więcej niż zadowalająca, to zdecydowanie najlepsze wydawnictwo monachijskiego zespołu. Dużo tu refleksyjnych tematów dotyczących ludzkości i zgubnego kierunku, jaki zdaje się obierać, a całość opatrzono nie punk rockowym gniewem, a delikatnym, wyciszającym kołysaniem.

Lambert - "Sweet Apocalypse" (Mercury KX)

Mogę się pochwalić tym, że jestem jedną z nielicznych osób, które widziały Lamberta bez maski i dementuję plotki - to nie jest drugie wcielenie Nilsa Frahma, choć obydwaj parają się solową, fortepianową muzyką o zbliżonym brzmieniu. "Słodka apokalipsa" to tytuł idealny dla tego romantycznego, ale także niepokojącego neoklasycyzmu, a przy okazji jest to najbardziej udany jak dotąd album hamburskiego muzyka.

Lustmord - "In Dub" (Ant-Zen)

Formalnie album ukazał się pod szyldem Dread, ale na Spotify czy na Bandcampie znajdziecie go także pod nazwą Lustmord, a to dlatego, że za jednym i za drugim stoi żywa legenda ponurej, ambientowej muzyki - Brian Williams. Różnica jest natomiast taka, że - jak nazwa wskazuje - tym razem na pierwszy plan wysuwają się inspiracje dubowe i muszę przyznać, że nie podejrzewałem tej stylistyki o tak ogromny potencjał do przygnębiania słuchaczy. W dodatku w dwóch utworach gościnnie zagrał Wes Borland, czyli ten jeden członek Limp Bizkit, którego wszyscy lubią.

Michael Idehall - "Machine Spirit Transmission" (Raubbau)

Rok temu zachwalałem Idehalla jako autora jednego z najlepszych power noise'owych wydawnictw z ostatnich latach, tym razem bliżej mu jednak do dźwięków wyciszających, nastrojowych i niepokojących. Potencjał taneczny został niemal całkowicie wyrugowany, pozostał świetny zmysł kompozytorski.

Monophona - "Girls on Bikes, Boys Who Sing" (Kapitän Platte)

Jeden z licznych ubiegłorocznych przykładów muzyki politycznie zaangażowanej, której brzmienie jest łagodne, a przesłanie w stu procentach pacyfistyczne. To nie są butelki z benzyną i kamienie, ale namawianie do autorefleksji i porzucenia społecznych waśni, jakie w minionym roku wyraźnie nasilały się. Luksemburskie trio umiejętnie czerpie z klasyki trip-hopu i pisze nowy, bardzo interesujący rozdział gatunku.

Nobody - "Turn" (The Minimal Beat Limited)

Nobody nie jest nikim, to Willis Earl Beal, którego wielu obwieściło zjawiskiem Off Festivalu w 2016 roku. Zresztą to zbyteczne objaśnienie, tak charakterystyczny głos nie może pozostać anonimowy. Niezależnie od ideologii, jaka przyświecała przybraniu pseudonimu, "Turn" to po prostu piękny, skromny, przepełniony emocjami materiał, który pierwotnie ukazał się niskim nakładem wyłącznie na kasetach magnetofonowych i nawet w wersji udostępnionej w serwisach streamingowych zachowuje wszelkie niedoskonałości charakterystyczne dla tego nośnika.

 

Nova Twins - "Thelma and Louise" i "Mood Swings" (wydanie własne)

W marcu zachwalałem ich wcześniejszą EPkę, a po dwóch kolejnych i zakończeniu 2017 roku, mogę już z pełnym przekonaniem napisać, że Nova Twins to jedno z najciekawszych młodych zjawisk, jakie można było usłyszeć w ostatnich dwunastu miesiącach. Ich styl (zwany "grunkiem" - połączeniem punk rocka i grime'u) to czyste szaleństwo i nic dziwnego, że nawet Tom Morello został fanem tego brytyjskiego duetu.

Okada ‎- "Floating Away From The World" (n5MD)

Gregory Pappas wie jak poruszyć słuchacza. Wie i wykorzystuje to bez skrupułów, wtłaczając nam przez ponad godzinę (i tylko cztery utwory) tak potężną dawkę melancholii, że pierwszym, co chciałoby się zrobić po odstawieniu płyty jest sięgnięcie po Deprim. Mimo wszystko warto zaryzykować, w końcu smutek też jest ważną częścią człowieczeństwa.

 

Tym kończymy drugą część listy stu najlepszych albumów opublikowanych w 2017 roku. Wkrótce część trzecia, gdzie znajdziecie między innymi trzech uczestników Soundrive Festivalu, sporo niebanalnego hip-hopu i japońskie techno.

 

100 Najlepszych Albumów 2017 roku (świat), cz. I

100 Najlepszych Albumów 2017 roku (świat), cz. III

 

fot. Oskar Szramka [IAMDDB]

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive