100 Najlepszych Albumów 2017 roku (świat), cz. I

 

Na Soundrive zawsze podsumowujemy w styczniu i zawsze pod prąd. Na niniejszej liście nie ma Kendricka Lamara, nie ma Lorde, Keleli, Converge, nie ma nawet Power Trip, Oxbow czy King Gizzard & the Lizard Wizard, którzy dotrzymali słowa i wydali aż pięć wyśmienitych krążków w ostatnich dwunastu miesiącach. Każdy z tych zespołów, artystów i artystek nagrał znakomite albumy, ale przecież wszyscy je znacie i widzieliście w dziesiątkach innych podsumowań.

Proponujemy listę alternatywną, dopasowaną do profilu naszego portalu oraz festiwalu Soundrive. Listę stu wyśmienitych wydawnictw, które być może przegapiliście w minionym roku. Wbrew pozorom zadanie nie było łatwe, bo pierwotnie znalazło się tutaj aż sto osiemdziesiąt tytułów. W pierwszej kolejności wymazałem te, które mają najwięcej wyświetleń, odsłuchań i polubień, by zostawić miejsce wyłącznie dla muzyki z niszy wszelakich gatunków, do jazzu przez hip-hop po EBM. Kolejność alfabetyczna, część druga i trzecia oraz podsumowanie polskie pojawią się do końca stycznia.

 

2nd Face - "Nemesis" (Dependent)

Świat muzyki dark independent rządzi się własnymi prawami, zgodnie z którymi słowo "komercyjny" ma zupełnie inne znaczenie, niż to, w jaki sposób pojmują je osoby niezaznajomione z takimi gatunkami, jak EBM, futurepop albo darkwave. Kolejny kopie Combichrist i VNV Nation znudziły się już chyba wszystkim, co dało Vincentowi Uhligowi duże pole do popisu. Ma zaledwie dwadzieścia jeden lat, a w dodatku poza pasją, może pochwalić się edukacją w kierunku inżynierii dźwięku. Zresztą po co ma się chwalić, na jego debiutanckim albumie wyraźnie słychać, że nie zamierza powielać oklepanych bitów, to nowa świeżość, na którą warto zwrócić uwagę.

A/T/O/S - "Outboxed" (Deep Medi Musik)

Prawie udało się zobaczyć ich na tegorocznym Soundrive Festival, niestety w ostatniej chwili śmierć członka rodziny zmusiła belgijski duet do zmiany planów. Na pierwszym albumie z dużą klasą ożywili brzmienie bristolskiego trip-hopu, ale powtórzenie tego przy kolejnym krążku mogłoby okazać się pułapką. Na szczęście A/T/O/S nie wpadli w nią i choć nadal nie oprze się im żaden fan Tricky'ego czy Portished, wachlarz inspiracji na "Outboxed" jest zauważalnie szerszy.

Alex Cameron - "Forced Witness" (Secretly Canadian)

Prawdopodobnie najbardziej "rozpoznawalna" postać na tej liście, a przy okazji naturalny dziwak, którego trudno nie lubić. "Forced Witness" to niezwykła podróż przez brzmienia przywodzące na myśli Bruce'a Springsteena, Toma Petty'ego czy rodaków Camerona z Midnight Oil, ale w bardzo uwspółcześnionym i ekstremalnie przebojowym wydaniu, a w dodatku opatrzone najdziwniejszymi tekstami, jakie w 2017 roku można było przeczytać.

Alförjs - "Demons I" (Shhpuma)

"Miejski szamanizm" - tym hasłem portugalskie trio określa swoją twórczość i faktycznie w ich wyjątkowym, nastrojowym połączeniu muzyki plemiennej z jazzem, neofolkiem czy krautrockiem wyraźnie czuć uwspółcześnioną magię obyczajów dawnych kultur. Recenzenci porównują ich do Can, Hawkwind czy nawet Johna Coltrane'a, ale porównania w stu procentach oddającego brzmienie Alförjs nie sposób odnaleźć.

 

Andrea Belfi - "Ore" (Float)

Był taki czas, kiedy solowe albumy perkusistów trąciły prog rockową przaśnością i właściwie nikt, poza gatunkowymi ekstremistami nie był w stanie poświęcić im większej uwagi. Dzisiaj wielu perkusistów ma ciekawsze pomysły na siebie, na przykład Greg Fox z Ex Eye oraz Liturgy czy nasza rodzima reprezentacja - Hubert Zemler albo Jacek Prościński występujący pod pseudonimem wh0wh0. Andrea Belfi jest jedną z takich postaci, nagrywa od 2001 roku, ale to właśnie ubiegłoroczne "Ore" pokazało, na co go stać.

Android Lust - "Berlin // Crater V2" (Synthellec Music)

Shikhee to kolejna postać sceny dark independent, której przejadły się taneczne, agresywne bity. W ramach cyklu "Crater" sięga po bardziej ambientowe, choć przepuszczone przez charakterystyczne brzmienie Android Lust, środki wyrazu, a pretekstem do powstania nowego albumu było miasto Berlin z całym jego dziedzictwem muzyki elektronicznej. Materiał zarejestrowano jakiś czas temu, ale dopiero teraz, dzięki kampanii przeprowadzonej w serwisie kickstarter, udało się sfinansować jego wydanie.

 

Angles 9 - "Disappeared Behind The Sun" (Clean Feed)

Na czele szwedzkiego nonetu stoi Martin Küchen, lepiej znany ze współpracy z Fire! Orchestra, niemniej to właśnie "Disappeared Behind The Sun" jest jego najwybitniejszym jak do tej pory dokonaniem. To album pełen buntu i sprzeciwu, rozpaczy i cierpienia, a także głos wszystkich tych, którzy czują się pokrzywdzeni przez polityków rządzących światem. Jest to o tyle ciekawsze, że w tym jazzowym proteście brak słów, a jednak instrumenty doskonale oddają intencje muzyków.

Antibalas - "Where the Gods Are In Peace" (Daptone)

Afrobeat wciąż żyje, nie tylko za sprawą Seauna Kutiego kontynuującego dzieło swojego ojca. Oczywiście także tutaj mamy do czynienia z muzyką silnie zaangażowaną politycznie, ale przez pięć lat dzielących "Where the Gods Are In Peace" od poprzedniego wydawnictwa członkowie kolektywu zbierali coraz rozleglejsze doświadczenia, występując w składach między innymi Arcade Fire, The Roots czy The Black Keys. Nauka nie poszła w las, Antibalas są dzisiaj jednym z nielicznych zespołów hołdujących tradycji gatunku, ale także nadających mu nowy kształt.

As A New Revolt - "Speechless" (Atypeek Music)

Kolejność albumów na niniejszej liście jest alfabetyczna/przypadkowa, a jednak mamy do czynienia z trzecim wydawnictwem z rzędu, którego tematem są aktualne wydarzenia społeczne i polityczne, co dobitnie pokazuje, jak ważnym komentatorem rzeczywistości ponownie stała się muzyka. Duet As A New Revolt to jeden z najgłośniejszych głosów w tej dziedzinie. Ich wściekłość połączona z wpływami industrialnymi, punkowymi i rapcore'owymi są wszystkim tym, czym Prophets of Rage chciało być na tegorocznym debiucie, ale niestety zabrakło im wiarygodności. Tutaj dostajemy jej wystarczająco dużo , by obdarzyć kilkanaście innych grup.

Astrothrone - "Summoner" (Sapien)

Oliver Barrett (znany lepiej jako Petrels) i Wayne Adams (muzyk oraz producent Death Pedals) współpracują od wielu lat, ale dopiero niedawno przekuli tę współpracę we wspólne wydawnictwo. Niewątpliwie mamy do czynienia z popem, jednak nie takim, przy którym można by tańczyć i radować się, to pop apokaliptyczny, przepełniony emocjonalnymi uniesieniami.

Atonalist feat. Gavin Friday - "Atonalism" (Audiotrauma)

Jedno z najbardziej zaskakujących połączeń minionego roku. Z jednej strony mamy duet Atonalist tworzony przez obracających się we free jazzowych rewirach Renaud-Gabriela Piona i Arnauda Fournie'a, z drugiej Gavina Fridaya - wokalistę i założyciela post-punkowego, w niektórych kręgach kultowego, Virgin Prunes. Efektem nie jest ani zespolenie dwóch światów, ani ich zmagania, lecz trzeci świat, nieporównywalny do niczego, co dotąd słyszeliście.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive