Nie masz wrażenie, że mimo wszystko nastały najlepsze czasu dla polskiej muzyki? Chyba nigdy nie wychodziło w Polsce aż tak dużo dobrych płyt.

Zgadzam się, mamy bardzo dobre czasy i mam takie przeświadczenie, że w Polsce dzieje się to, co działo się na Islandii jakieś dziesięć-piętnaście lat temu. Mamy bardzo dużo dobrej, różnorodnej muzyki i coraz mniej zakleszczenia mentalnego z nią związanego, ale jednocześnie jesteśmy totalnie nieobecni w szerszej świadomości. Tak jak muzyka islandzka w pewnym momencie była rozpoznawalna przez wszystkich, tak o muzyce polskiej trudno przeczytać w niepolskich mediach. Instytut Adama Mickiewicza robi co może, wspiera polskie zespoły za granicą - my byliśmy dzięki niemu na Primaverze w Barcelonie i zagraliśmy dwa bardzo dobre koncerty. Wszystkie polskie składy zostały tam świetnie przyjęte, ale z realnej perspektywy są to minimalne ruchy. Bez wypracowanej infrastruktury trudno jest działać na szerszą skalę. Bez wypracowanej kultury w branży muzycznej trudno jest zrobić na kimś wrażenie w rozumieniu globalnym. To wymaga ciężkiej pracy, odwagi i pomysłu, a poziom w tych wymiarach możesz ocenić sam, słuchając, co ma do zaoferowania muzyka komercyjna. Mam nadzieję, że to się zmieni, ale boję się, że w międzyczasie świeżość młodej, niezależnej polskiej muzyki straci swój potencjał. Róbmy wszystko, żeby tak się nie stało.

Nie wiem, czy śledzisz wszelakie roczne podsumowania płytowe, ale w ubiegłym roku na najlepszy polski album wielu typowało "Elite Feline" Lotto, który nie jest ani łatwy, ani przystępny. Pytanie tylko, czy daje to jakieś wymierne efekty, czy dziennikarstwo muzyczne ma jakąkolwiek siłę, czy może jest to bardziej nawracanie nawróconych?

Dobre pytanie. Na pewno środowiskowo to działa, ale niestety trzeba by przyjrzeć się liczbom. Trzeba by sprawdzić ile odsłuchów miała płyta Lotto przed ogłoszeniem i po, dowiedzieć się, czy sprzedaż płyty zauważalnie wzrosła, czy ich zasięgi w jakikolwiek sposób poprawiły się. Tak powinno być i byłaby to jasna odpowiedź na to, czy dziennikarstwo muzyczne ma siłę opiniotwórczą, czy tylko koteryjno-środowiskową. Nie wiem, ale na pewno w niektórych przypadkach chodzi wyłącznie o kwestie środowiskowe. Druga strona jest taka, że rzadko można przeczytać recenzje, w których ktoś ciekawie podchodzi do muzyki. Może dlatego, że wszyscy sobie zdają sprawę, że mało kto je czyta.

 

To jaki był dla ciebie ten 2017 rok?

Podsumowania nie są moją mocną stroną, zazwyczaj należy się do nich przygotować. Dzieje się tak dużo przez cały czas, że trudno wyciągnąć z tego najważniejsze wydarzenia. Na pewno był to jeden z gęstszych okresów w moim życiu artystycznym, udało mi się zrobić sporo fajnych rzeczy, ale to też niestety wpłynęło momentami na mojego wewnętrznego ignoranta - nie do końca śledziłem to, co się działo, często wracałem do starszych, znanych mi rzeczy dla zachowania równowagi. Na pewno jestem bardzo dumny z tego, co robił Mateusz Franczak. Śledziłem jego koncerty, rozwój jego minimalistycznego grania, które jest w pewnym sensie przeciwieństwem mojego podejścia. Mateusz wychodzi na scenę z gitarą, minimalizuje liczbę efektów, kompozycje też sprowadza do minimum i gra super surowo. Świetny jest Pink Park i ich płyta "Kraut", szczęka mi opadła, kiedy usłyszałem ich na żywo. Ich brzmienie jest unikalne i tak rzadko spotykane, że porwali mnie w niesamowitą podróż. Dawid Gąsiorek wydał wciągający album - "Sequenced Locations", a właściwie film eksperymentalny ze swoją muzyką. Te rzeczy przychodzą mi na szybko do głowy, kiedy myślę o 2017 roku.

 

Album "ULSSS" ukaże się 18 stycznia nakładem Sadki Rec. Będzie dostępny na nośnikach fizycznych, a także w platformach streamingowych.

 

fot. Mikołaj Starzyński

kolaże: Anna Kamecka

 

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive