D-G

Deathfromoverdose - "The Catboy Awakening"

O Deathfromoverdose napisaliśmy w 2020 roku, że jest jednym z najciekawszych rodzimych producentów, o którym prawdopodobnie jeszcze nie słyszeliście i niewiele się od tego czasu zmieniło - nadal tworzy fascynującą muzykę i niestety wciąż nie jest tak rozchwytywany, jak Atutowy czy Magiera. Na "The Catboy Awakening" można odnaleźć elementy muzyki elektronicznej w jej najbardziej nastrojowym wydaniu, trapu czy nawet hyperpopu. Pasjonujące połączenie, które lada moment doczeka się ciągu dalszego - na 15 stycznia zaplanowano premierę albumu "Livin' on da Boat".

Demagulonpakt - "Defolk"

Producenckie trio Bartosza Haładusa (Metatyp, wcześniej Fonogon), Pawła Sodzawicznego i Łukasza Skonecznego (Unknowl) potrafi poderwać do tańca wyrazistym beatem, ale byłby to taniec muchy w smole, spowolniony, dyktowany pojedynczymi impulsami, a jednak nie melancholijny czy ponury. Tytułowy "Defolk" czy też "cyberfolk" powstawał przy użyciu gitar elektrycznych i basowych, harmonijki, kalimby, zepsutego akordeonu, sampli z katalogu Sounds from the Polish Radio Experimental Studio czy klasycznych hiphopowych skreczów i najbardziej zaskakuje tym, że przy tak dużym bogactwie nie przytłacza przepychem. Zagrać mniej, kiedy można zagrać bardzo wiele to sztuka niełatwa do opanowania.

Dola - "Czasy"

"Czasy" potwierdzają, że trzyosobowa Dola wciąż unosi się na fali wznoszącej. Ich drugi krążek to przede wszystkim rozwinięcie i udoskonalenie wątków z debiutu - brzmieniowy brud współgra tutaj z riffami w granicach black oraz sludge metalu. Dodatkowo sąsiadujące z tą surowizną ambientowe rozlewiska dźwięku albo swingowo-jazzowe wstawki brzmią w wykonaniu tego składu jeszcze lepiej niż dotychczas i w niczym nie ustępują tym momentom, gdy zespół ciska w słuchacza głazami.

Dom Zły - "Śnisz bory tak gęste"

Najnowsza EP-ka puławskiego składu to wyraźny krok naprzód w porównaniu z "Rytuałem" z 2019 roku. Na "Śnisz bory tak gęste" od emocji aż kipi, wokale Ani Tru brzmią jak nagrywane w najboleśniejszym stadium rozpaczy, a piosenki, w których przeplatają się post-black metal i crust z domieszką emo czy nawet wpływami Amenry uderzają w samo serce. W Domu Złym nie ma miejsca na zastanawianie się, czy ekspozycja uczuć będzie przesadzona - zamiast zbędnych rozważań, zespół po prostu daje nura w świat mroku i bólu.

Dopelord - "Reality Dagger"

Stoner jest łatwym obiektem żartów, bo trudno o gatunek równie wypłowiały i kuriozalny w swojej wtórności. Aż chciałoby się posłuchać dobrych współczesnych grup z tej szuflady, ale kapele z przedrostkami "weed-" czy "goat-" w nazwach zwyczajnie nie dostarczają należycie napisanych utworów. Z pomocą przychodzi jednak Dopelord, który mimo tendencyjnej estetyki, stawia na siłę przebojowego rockowego numeru, a nie marihuanowej otoczki. Chcecie riffów mocy, które w komplecie z garażową produkcją spajają się w stonerowy ochłap rodem z pustyni? Sięgnijcie po "Reality Dagger".

Dziarma - "Dziarma"

Jeżeli komuś się wydawało, że Dziarma to tylko kontrowersyjne nagłówki i śmiałe sesje zdjęciowe, podczas Soundrive Festival 2021 musiał ten pogląd zweryfikować. Energetyczna bomba rozniosła główną scenę naszego festiwalu, a w dodatku okazało się, że zapas jest na tyle duży, by wypełnić cały debiutancki album. Odważne teksty o związkach czy toksycznych facetach na trapowym beacie mogą się kojarzyć ze Stunną Girl czy Nitty Scott, ale Dziarma nikogo nie naśladuje - pewnie podąża obraną kilka lat temu ścieżką.

Erith - "Miasto snów"

Ekranizacja "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona czy "Avatar" Jamesa Cameron pokazały, że baśniowe, fantastyczne, barwne światy da się ukazać na ekranach z przepychem, na jaki niegdyś pozwalała wyłącznie własna wyobraźnia w trakcie lektury. Erith zdołała dokonać czegoś bardzo podobnego, ale wyłącznie za pomocą dźwięków, co jest sztuka bez porównania trudniejszą. Jej utwory to niemal gotowe przeboje, ale zawsze opatrzone dodatkowym dziwacznym smaczkiem, który nie pozwala im w pełni podpaść po kategorię "pop".

Feral Atom - "I Dream in Blue"

Gdyby smutne piosenki o miłości mogły przybierać fizyczne oblicze, istniałoby ich tak wiele, że przysłoniłyby niebo nad całą Ziemią, ale twórczość Feral Atom byłaby najczarniejszym z obłoków, tym, w którym coś iskrzy i grzmi, ponurym, ale nie odstraszającym, tylko mamiący tajemniczością. Jest tutaj coś z dream popu i z folku, ale konieczne trzeba dopisać przed nimi "dark" i najlepiej wysłuchiwać właśnie w skąpanym w półmroku pokoju.

Fertile Hump - "The Break Up Club"

Rock robiony według standardów nadwiślańskich często jest obarczony poetyckimi potokami rodem z domu kultury i piosenkami pozbawionymi ikry - mętnymi i smętnymi. Fertile Hump na szczęście ratuje sytuację, bo "The Break Up Club" to zestaw rock'n'rollowych przebojów, z którymi można by podbijać główną scenę Glastonbury albo Pinkpopu. Te kawałki buchają od energii i bezkompromisowej zadziorności świadczących o charyzmie duetu, której nie kupicie na aukcji internetowej - z tym trzeba się urodzić.

Gaijin Blues - "Gaijin Blues III"

Ninja w nazwie wytwórni Ninja Tune i japońskie gry wideo wreszcie mają wyraźny punkt wspólny - muzykę polskiego duetu, który na trzecim albumie brzmi jak połączenie tych dwóch odległych światów. Gaijin Blues wykazuje się tą rzadką zdolnością, która pozwala słuchać go w tle, jako niezobowiązująco dodatku do dowolnej innej czynności, ale kiedy się poświęcić mu pełną uwagę, odkrywa obszerny świat niezliczonych dźwięków.

Gimnastyka Artystyczna - "Gimnastyka Artystyczna"

Nowy szyld, nowa stylówka, stary Afrojax, choć subtelniejszy niż zwykle - tak można podsumować debiut gimnastycznych popisów jego i producenta, Dicky'ego Bushmana. Wpływy drugiego z tych dżentelmenów słychać przede wszystkim w gęstej od sampli i beatów warstwie muzycznej, która dobrze uzupełnia opowieści Syzyfa HGW. Ze zmian to w zasadzie tyle. Poza tym dostajemy tutaj ekstrakt z klasycznego Afro, w którym aż gotuje się od czarnego humoru, makabrycznych opowiastek i fekaliów fruwających we wszystkie strony.

Giorgio Fazer - "Gdy rozum śpi"

Czasami przy okazji nagrywania albumu niechcący stworzy się nowy świat i właśnie takim przypadkiem jest "Gdy rozum śpi". To alternatywne uniwersum dźwięków, spójne od pierwszej do czterdziestej dziewiątej minuty, niemożliwe do opuszczenia przed upływem tego czasu i dowodzące, że chociaż dzisiaj rządzą playlisty, nagrywanie dłuższych materiałów o jednolitej wizji nadal ma sens. Jak przystało na podróż w odległe rejony, najlepiej w trakcie odsłuchiwania usiąść, odprężyć się i zamknąć oczy.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki