Morly: Dzisiejszy świat przypomina bezmyślne zawody w przekrzykiwaniu się

Na pierwszych nagraniach Katy Morley można odnaleźć przede wszystkim trip-hop i ambient o nieregularnych strukturach kompozycyjnych, podszyty niemal szepczącym na odległym planie wokalem. Ta eteryczna, intymna estetyka pozostała z nią na dłużej, ale na tegorocznym debiucie ("'Til I Start Speaking") elektroniczne narzędzia zostały zmienione na akustyczne.

Pochodząca z Minneapolis, rezydująca w Londynie artystka przypomina, że ambient można tworzyć nie tylko za pomocą laptopa i mikserów, równie dobrze sprawdzają się fortepian czy subtelne uderzenia w zestaw perkusyjny. Morly nie tworzy jednak w ściśle dookreślonym stylu, w odróżnieniu od wcześniejszych singli, na debiutanckim albumie zahacza o indie pop i przede wszystkim o jazz - od skromnego piano solo przez wpadający w ucho smooth po obszerne aranżacje z użyciem chóru.

Rozmowa z Soundrive

Nie zajmowałabym się muzyką, gdyby nie Bob Dylan. Tak głęboko zakochałam się w jego muzyce, kiedy byłam na studiach, że pomogła mi dostrzec, jak bardzo niewłaściwe życie wiodłam.

 

Zanim zajmowałam się muzyką, byłam malarką i studentką.

 

Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to Cat Stevens. Dostałam od mamy "Tea for the Tillerman" na dwunaste urodziny i nadal uważam, że to jeden z najlepszych albumów wszech czasów.

 

Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to "The Incompatible Okay Kaya" - uwielbiam to, jak przekształca cichą prawdę w siłę.

 

Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to Sylvia Plath - potrafi poprzestawiać i dźwignąć moje myśli pojedynczym zdaniem; Pina Bausch - jej taniec łączy życie i sztukę w tak bardzo instynktowny, transcendentalny sposób, jakiego w żadnym innym rodzaju sztuki nigdy nie widziałam; Paul Cézanne, Egon Schiele i Jenny Saville - to niektórzy z moich ulubionych malarzy, zawsza staram się wydobyć życie z obrazów w podobny sposób, kiedy sama maluję.

 

We współczesnej muzyce najbardziej lubię melodie i znaczenie.

 

We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię oziębłości.

Najbardziej w koncertach lubię wspólnotę, zwłaszcza za pośrednictwem mojego głosu. Dobry koncert sprawia, że bardziej czuję się sobą i bardziej czuję się zrozumiała.

 

Moja muzyka jest porównywana do zamglonego okna pokazującego wnętrze mojego serca.

 

Gdybym mogła sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to "A Case of You" Joni Mitchell. Próbuję napisać ten utwór za każdym razem, kiedy biorę się za komponowanie.

 

W wolnym czasie lubię przebywać w otoczeniu drzew.

 

Mój ulubiony cytat z filmu to: Jeśli jest ból, pielęgnuj go, a jeśli jest płomień, nie zdmuchuj go, nie obchodź się z nim brutalnie. Ból rozstania potrafi być straszny, a patrzenie, jak druga strona zapomina, jeszcze go pogłębia. Chcąc jak najszybciej zapomnieć, wyrywamy z siebie mnóstwo uczuć i każdej następnej osobie mamy mniej do zaoferowania, a w wieku trzydziestu lat jesteśmy bankrutami. Ale nic nie czuć, żeby nie musieć czuć - co za marnotrawstwo! Z przemowy profesora Perlmana w "Tamtych dniach, tamtych nocach".

 

Gdybym w dorosłym życiu wciąż mogła robić coś, co robiłam w dzieciństwie, nie musiałabym sprawdzać maili! A z bardziej pozytywnej strony - grałabym w sztukach.

 

W dzisiejszym świecie najgorsze jest to, że przypomina bezmyślne zawody w przekrzykiwaniu się, podczas których nikt nie słucha siebie nawzajem. Oczywiście poza nadchodzącą, niemożliwą do powstrzymania katastrofą klimatyczną napędzaną przez nierówności i chciwych facetów.

 

Polska kojarzy mi się z moją przyjaciółką Giną, której rodzina pochodzi z Polski.

 

fot. Megan Kellythorn


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki