Ashnikko: Mamy do internetu sentyment, ale staramy się trzymać od niego z daleka

Popularność Ashnikko nieustannie rośnie, a tegoroczny długogrający debiut pokazał, jak wszechstronnymi są twórcami. Czy pomiędzy ich scenicznym a codziennym obliczem istnieje wyraźna różnica? Jak radzą sobie z trollami? Co powiedzieliby sobie sprzed dziesięciu lat? Czy nakręcą kiedyś anime? Między innymi na te pytania znajdziecie odpowiedzi poniżej.

Jarosław Kowal: Niedawno wróciliście z trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych, więc zacznę od pytania o świeże doświadczenia - trudniejszy był pierwszy czy ostatni dzień?

Ashnikko: Zazwyczaj pierwszy dzień trasy jest trudniejszy, ale tym razem pod koniec złapaliśmy zapalenie oskrzeli i zapalenie krtani, więc zdecydowanie ostatni dzień był najgorszy [śmiech].

 

Mijający rok możecie chyba jednak zaliczyć do wyjątkowo udanych. Jakie są negatywne strony coraz większej popularności? Domyślam się, że przy waszym wyrazistym wizerunku trudno zachować anonimowość w tłumie.
Tak, utrata anonimowości jest dość dziwna, ale staramy się to wszystko przyjmować takim, jakie jest. Jesteśmy bardzo wdzięczni za ostatnie dwa lata. Oczywiście musimy się mierzyć z trollami i dupkami w internecie, ale tak to już jest, to część tej pracy.

Istnieje duży rozdźwięk pomiędzy waszą sceniczną czy internetową osobowością, a tym, kim jesteście na co dzień?
Nasza sceniczna osobowość ma zdecydowanie więcej wigoru niż my. Jest totalnie naładowana energią przez całą dobę i cały tydzień, co dla normalnego człowieka byłoby trudne do utrzymania. Na co dzień jesteśmy znacznie bardziej wyluzowani [śmiech]. Mamy wrażenie, że naszą sceniczną personę czasami można sprowadzić do postaci, którą zdarza się nam bywać, a kiedy indziej okazuje się przydatnym narzędziem do przepracowywania problemów. W pewnym sensie pozwala nam traktować muzykę jak pamiętnik.

 

Trudno jest przystosować ten wizualnie bogaty świat, który stworzyliście w internecie do warunków scenicznych?

Występy na żywo są dla nas super ekscytujące, pozwalają bawić się muzyką w bardzo szerokim zakresie. Podczas ostatniej trasy chcieliśmy być otoczeni przez macki z gałkami ocznymi, które pasują zresztą do naszych paznokci [Ashnikko prezentują przed kamerą fioletowe paznokcie, na każdym widnieje para niebieskich oczu], miały być umieszczone na całej scenie. Do tego mieliśmy za sobą ekran, zmienialiśmy stroje, zmienialiśmy choreografię - to była nowa, fascynująca okazja, by wyciągnąć te dziwaczne, maleńkie stworzonka z naszej głowy i przenieść je do rzeczywistości. Te ostatnie koncerty okazały się świetną zabawą, którą sprawiła nam bardzo dużo przyjemności.

Macie jakiegoś rodzaju "przełącznik", za który musicie pociągnąć przed wejściem na scenę, żeby znaleźć się we właściwym stanie umysłu?

Zanim wyjdziemy na scenę, zazwyczaj musimy trochę pogadać sami ze sobą. Mówimy sobie: Będzie zajebiście, to będzie najlepszy koncert naszego życia... Trzeba jakoś siebie nakręcić, zrobić sobie małe przemówienie motywujące.

 

Gdybyście mieli wszystkie pieniądze świata, jakby wyglądał wasz wymarzony koncert?
O rany, gdybyśmy mieli wszystkie pieniądze świata... Cholera... Pewnie wszędzie byłoby pełno hologramów z naszą postacią - wielkich hologramów, stłoczonych na całej przestrzeni klubu, dzięki czemu każdy mógłby z bliska obserwować nasz występ na scenie. Co jeszcze... Pewnie skorzystalibyśmy z animatroniki, byłoby jej mnóstwo, macki tańczące jak szalone w każdym zakątku, a do tego wszędzie unosiłaby się woń gumy balonowej. Niewykluczone, że część z tych pomysłów wykorzystamy w przyszłości.

Internet często bywa demonizowany jako sztuczne zastępstwo prawdziwego życia i chociaż faktycznie ma wiele wad, może być też ratunkiem, kiedy świat okazuje się koszmarnym miejscem. Jakie jest wasze spojrzenie na jego charakter i jak bardzo wasza obecna perspektywa różni się od tej sprzed dziesięciu lat?

Masz piękne spojrzenie na to, czym jest internet. W naszym odczuciu kiedy jest się uwięzionym w jakiejś sytuacji - na przykład w małym miasteczku zamieszkiwanym przez ludzi o dość wąskich horyzontach, a identyfikujesz siebie jako osobę homoseksualną - to internet może być nie tyle niesamowitym miejscem, co pomocą w odnalezieniu społeczności, w której dobrze się poczujesz i w zrozumieniu czegoś więcej na własny temat. Dzięki niemu mogliśmy odkryć, co się dzieje poza naszym małym miastem i w tym sensie internet to wspaniała przestrzeń, pozwala nawiązać przyjaźnie, jakich w innej sytuacji w miejscu, w którym się mieszka nie można byłoby zawrzeć. To naprawdę piękne. Okres Tumblra mniej więcej od 2010 do 2015 roku był dla nas bardzo dobry, ale teraz internet zmienił się - przynajmniej dla nas - w demona, mamy wrażenie, że to okropne marnowanie czasu i psychicznie czujemy się przez niego niezdrowi. Mamy do internetu sentyment, czujemy nostalgię do tego, czym kiedyś dla nas był - świetnym narzędziem do odkrywania siebie i świata - ale teraz staramy się trzymać od niego z daleka.

 

Ashnikko - "Demidevil" (recenzja)

 

Myślicie, że to kwestia zmian w funkcjonowaniu samego internetu czy kwestia tego, że staliście się popularną osobą?
Chyba po trochu obydwa. Zostanie w miarę rozpoznawalną osobą w internecie jest jak umieszczenie tarczy strzeleckiej na własnej piersi. Staramy się nie czytać komentarzy, nie angażować w dyskusje z małymi gremlinami z sieci, ale to nie jest kwestia tylko naszej osoby. Mamy wrażenie, że internet sam w sobie również się zmienił. Stał się czymś dość ponurym, a w rezultacie przemieniamy się w cyborgi. Stoją za tym jakieś plusy i jakieś minusy, ale dla nas tych drugich jest zbyt wiele.

Jak Ashnikko z 2021 roku potraktowaliby Ashton z 2011 roku? Byliby bardziej wzorem do naśladowania czy krytykami?
Oscylowalibyśmy pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. Pewnie byśmy ich przytulili i powiedzieli, że wszystko będzie dobrze [śmiech]. Powiedzielibyśmy też, żeby przestali zachowywać się jak skończeni idioci, choć mamy świadomość, że bycie idiotą w wieku nastoletnim jest ważnym elementem dorastania. Trzeba być idiotą za młodu, żeby nie być nim w późniejszym wieku. Wydaje się nam, że z biegiem czasu znajdujemy w sobie coraz więcej dobroci w stosunku do młodszej wersji nas.

 

Czy jest możliwe wskazanie dokładnego momentu, kiedy powstali Ashnikko, czy była to raczej powolna ewolucja?

To na pewno był powolny proces. Mówimy na siebie Ashnikko mniej więcej od piętnastego roku życia, minęła już dekada, ale muzykę, która naprawdę wyraża to, kim są Ashnikko tworzymy mniej więcej od dwudziestego drugiego, może dwudziestego trzeciego roku życia, więc tak naprawdę od niedawna.

Jesteście bardzo krytycznie nastawieni do starszych utworów? Zdarza się, że zmieniacie w myślach coś, co przestało się wam podobać?
Bardzo często. Nie jesteśmy dużymi fanami naszych starszych nagrań, ale co możemy z tym zrobić... Dorastamy, uczymy się na błędach. Trzeba napisać kilka złych kawałków, żeby zacząć pisać te dobre.

A z "Demidevil" po dziesięciu miesiącach od premiery nadal jesteście zadowoleni?
Są tam kawałki, które chętnie byśmy zmienili, ale z bardziej ogólnej perspektywy jesteśmy bardzo zadowoleni z rezultatu.

 

Wzrost waszej popularności przełożył się na zmianę relacji z mężczyznami z branży muzycznej, a przynajmniej z niektórymi z nich? W utworze "Toxic" jasno daliście do zrozumienia, że nie pozwolicie, by ktoś przypisywał sobie wasze zasługi.

Nie tolerujemy żadnego wpierdalania się w nasze sprawy zawodowe ani w nasze życie i na pewno kilku mężczyzn miało okazję przekonać się o tym, mieli do czynienia z naszą postawą. Mamy nadzieję, że potraktowali to jako nauczkę [śmiech].

 

Można znaleźć w internecie komentarze sugerująca, że nienawidzicie mężczyzn, ale wydaje mi się, że w "Clitoris! The Musical"daliście im całkiem sporo użytecznych wskazówek, może to tak naprawdę kwestia kruchej męskiej dumy?

Na pewno to prędzej kwestia urażonej dumy, nie czujemy do mężczyzn nienawiści, chcemy tylko, żeby byli lepsi. Chcemy żyć w troskliwym społeczeństwie, gdzie wszystkie płcie są akceptowane i kochane, mają dostęp do opieki zdrowotnej, czują się pewne siebie w swojej seksualności i nie są z tego powodu demonizowane. Dla mężczyzn chcę tylko tego, żeby stali się lepsi.

Często jesteście porównywani do postaci z anime albo z gry wideo, ale gdybyście faktycznie mieli stworzyć anime albo grę wideo, o czym by opowiadały?
[Po chwili zastanowienia] Czujemy, że musimy zachować odpowiedź na to pytanie w głowie, bo w przyszłości naprawdę możemy zająć się tworzeniem anime albo gry wideo.

 

Na koniec pozwolę sobie na bardzo ogólne pytanie - jak to jest być wami?

To wyjątkowo obszerne pytanie... Całkiem fajnie. Możemy jeździć w trasy i grać koncerty, możemy jeść deser przed obiadem, mamy uroczego psa... Jest naprawdę przyjemnie. Zdarzają się gorsze dni, ale staramy się zachować optymizm.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki