Duchy: Chcieliśmy stworzyć w jakimś sensie swój język, swój świat

Duchy to relatywnie nowy projekt - 29 października opublikował EP-kę "Nocą widać lepiej", która z pewnością trafi do każdego, kto lubi nienachalny pop z echami wczesnego house'u czy ambientu. O debiutanckim wydawnictwie i kilku innych sprawach rozmawiam z Joanną i Michałem.

Łukasz Brzozowski: Co odczuwacie w momencie, gdy ktoś wybudza was z głębokiego snu w środku nocy?

Joanna Komorowska: Lubię ten stan, gdy jeszcze nie wiadomo, co się dzieje, nie wiem, gdzie jestem, czy to jest prawdziwe, czy znajduję się w zupełnie innym miejscu.

 

Michał Szturomski: Odczuwam mimo wszystko spory dyskomfort. Jeśli budzę się w okolicach godziny wilka, czyli około czwartej w nocy, to wiem, że już nie zasnę, a myśli będą mnie dręczyć do świtu. Takie nocne pobudki zdarzają się najczęściej wtedy, kiedy mam w życiu jakiś intensywny okres.

 

Moment, w którym powstała debiutancka EP-ka Duchów, był dla ciebie takim intensywnym okresem?

MS: Okres, w którym powstawała EP-ka Duchów zapamiętałem jako bardzo szczególny, był to czas początku pandemii. Miałem dzięki temu więcej przestrzeni na to, żeby skupić się na muzyce - paradoksalnie więc ten ciężki moment - w kontekście społecznym - dobrze służył mojej kreatywności.

 

JK: Myślę też, że był to okres intensywnych przemyśleń, a to daje dobry klimat do robienia naszej muzyki i do robienia muzyki w ogóle.

O wybudzenie z głębokiego snu zapytałem dlatego, ponieważ "Nocą widać lepiej" brzmi jak dźwiękowy portret tego, co dzieje się w głowie człowieka po nagłej pobudce - rozmyte myśli, zagubienienie, świadomość znajdująca się pomiędzy jawą a snem.

JK: Myślę, że to jest dobry kontekst obrazujący naszą muzykę - w warstwie tekstowej cenię w tym projekcie wieloznaczność i właśnie "senność" przekazu. Mam na myśli pewną przestrzeń rozmytą z wieloma możliwymi interpretacjami.

 

MS: Masz dużo racji, ta muzyka jest poświęcona nocy. W kontekście muzycznym dużo myślałem o mieście po zmroku i o tym, jak funkcjonuje. Na przykład, kto nie śpi? A jak nie śpi, to co robi? W dużych skupiskach ludzkich, ta atmosfera ma dla mnie określona estetykę dźwiękową, przekłada się na konkretne melodie i brzmienia. To jest oczywiście super subiektywne, ale jednocześnie mam świadomość, że taka aura miasta nocą to też doświadczenia kulturowe - obraz wytwarza się na podstawie dzieł kultury, które znamy i które kochamy.

 

Co masz na myśli przez określoną estetykę dźwiękową? W innej nie dałoby się zawrzeć tych emocji?

MS: Na pewno by się dało, ale muzyka elektroniczna trochę wynika z miasta, wynika z industrializacji i postępu technicznego. Wynika po prostu z technologii.

 

Mam wrażenie, że musieliście się mocno hamować przy tworzeniu tej muzyki. W żadnym utworze nie ma punktu kulminacyjnego, wszystko wydaje się wycofane, podane bez gwałtowności.

JK: Niekoniecznie musieliśmy się hamować, ale dobrze wyczuwasz, że w naszej muzyce nie ma gwałtowności. Nocne przemyślenia kojarzą mi się z ciągnącymi się godzinami, lampką zapaloną przy biurku, spojrzeniem z ulicy na setki zapalonych świateł w oknach budynków i z zastanawianiem się, do czego dochodzi w życiu innych ludzi - tu nie ma miejsca na gwałtowność.

 

MS: W sensie formalnym masz jak najbardziej dużo racji. Ta muzyka jest mocno repetytywna. Jestem fanem wczesnej elektroniki, ale też tak zwanego nurtu minimal music, gdzie doświadczenie - w sensie odbioru - buduje się małymi krokami, a repetycja stanowi środek wyrazu. Jedną z najważniejszych płyt mojego życia jest pierwsza płyta Steve'a Reicha - "Early Works".

Trudno kogoś czymś zainteresować, zaciekawić - otacza nas masa dźwięków, słuchamy mnóstwo nowości. Dlatego postawiliśmy na pewien rodzaj kontemplacji.

Nie obawiacie się, że w perspektywie przyszłych wydawnictw trudno będzie nie skręcić w kierunku nudy?

MS: Tak, masz rację. Trzeba być bardzo uważnym, kiedy robi się taką muzykę. Duże kontrasty są bardzo efektowne, a jeśli stawiamy na powtarzalność, łatwo się zagubić i znudzić słuchacza. Być może dlatego pracowaliśmy nad tą EP-ką dosyć długo, szukaliśmy równowagi pomiędzy tym, żeby nasza muzyka wciągała i przyciągała a tym, żeby po kilkudziesięciu sekundach nie odrzucała. To też kwestia tego, jak się dziś słucha nowych wydawnictw i jak dużo jest tego wszystkiego. Trudno kogoś czymś zainteresować, zaciekawić - otacza nas masa dźwięków, słuchamy mnóstwo nowości. Dlatego postawiliśmy na pewien rodzaj kontemplacji. Chcieliśmy stworzyć w jakimś sensie swój język, swój świat. W tej chwili nie wiemy, w jakim kierunku będzie szła nasza twórczość, ale na pewno chcemy stawiać na komunikatywność.

 

JK: To zależy od człowieka - ja potrafię patrzeć w okno przez cały dzień i nie nudzę się ani na moment... A tak na serio, to odbieram naszą muzykę jako przestrzeń do zagłębienia się w niuanse - dźwiękowe oraz tekstowe - do pewnego rodzaju kontemplacji. Dlatego nie boję się nudy.

 

Zdecydowaliście się zadebiutować mini-albumem z powodu, o którym wspomniał Michał - bo trudno dzisiaj zaciekawić nową muzyką?

MS: Dla mnie EP-ka to jest najbardziej naturalny format i dla debiutu, i ogólnie dla muzyki - nazwijmy to - klubowej. Jestem wielkim fanem Buriala, on od kilku lat wydaje tylko mini-albumy w limitowanej winylowej wersji. Taka forma ma bardzo dużo zalet, a podstawowym atutem jest brak wypełniaczy. Robienie muzyki na siłę tylko po to, żeby "dociągnąć" czasowo do materiału długogrającego to najgorsze, co może spotkać twórcę. Nie stoi za nami żadne duże wydawnictwo, które by wymuszało coś podobnego, korzystamy z wolności i robimy tak, jak uważamy, że będzie najlepiej na dany moment.

W "Jestem tylko ja" zaciekawił mnie wers: Czas już spać/zamknij oczy na mój znak/przecież nie masz nic do stracenia. Można go interpretować jako metaforę tego, że nawet w obliczu największych życiowych niepokojów sen okazuje się formą wybawienia?

JK: Dla mnie największą radością w kontekście pisania piosenek jest to, że słuchacz analizuje je na swój sposób [śmiech]. Sama mam co najmniej dwie interpretacje tego tekstu. Jedną z nich jest obraz wielu z nas, rozproszonych sprawami dnia i drobnostkami, które odbierają nam pokój czy skupienie - wtedy przychodzi noc, czyli czas, w którym nic się nie dzieje. Daje to pole do refleksji.

 

Jaka jest druga interpretacja?

JK: Druga jest bardzo osobista i zachowam ten sekret dla siebie [śmiech].

 

Fraza nocą widać lepiej pada kilkukrotnie w numerze tytułowym, uzupełniona o nocą lepiej zabrzmi - czy to pokrętna metoda wyjaśnienia, że nocą, gdy świat cichnie, a wszystko staje się spokojniejsze, mamy szersze pole do interpretacji pewnych spraw i myśli?

JK: Dokładnie tak, świetnie mnie zrozumiałeś. Dla mnie noc to czas bez rozproszeń. Wtedy lepiej widać wszystko, co ginie w zgiełku "dziennych myśli".

 

W tym samym kawałku jak mantra powraca potrzebuję prawdy. Jakiej prawdy? Takiej, którą możemy odkryć dopiero wtedy, gdy obcujemy z nocnym światem?

MS: Prawda jest jednym z najbardziej pojemnych haseł, jakie możemy sobie uzmysłowić, pisał o tym Mariusz Szczygieł. Powiedzieć że każdy ma swoją to nic nie powiedzieć.

 

JK: Ten kawałek kończy się słowami: Potrzebuję prawdy jak powietrza, bo nie żyje ten, kto siebie nie zna. Tak rozumiem tę prawdę, której łaknę - prawdę o mnie, a przynajmniej jakiś jej drobny fragment, dostępny do odkrycia jedynie w nocy. Można ją rozumieć na wiele sposobów - jako czas spokoju od dziennego zgiełku albo czas zmagania z rzeczywistością, każdy ma inaczej.

EP-ka została wydana tuż przed świętem zmarłych, co było waszym zamierzonym działaniem, ale nie powiedziałbym, że funduje doznania eschatologiczne. Skąd pomysł zaprezentowania jej akurat w tym momencie, skoro całość niespecjalnie wiąże się z tematyką śmierci i przemijania?

MS: Nie było to zaplanowane z premedytacją działanie marketingowe, ale pomyśleliśmy, że jeśli już wydajemy naszą mini-płytę w tym okresie, to warto zwrócić uwagę na ten szczególny moment w kalendarzu. Po prostu doszło do ciekawego zbiegu okoliczności.

 

JK: Może nie było to naszym celem, aby poruszać takie tematy, ale twoje pytanie przypomniało mi, że tekst do "Nocą widać lepiej" napisałam po otrzymaniu informacji o nagłej śmierci dawnej koleżanki ze szkoły. Myślę, że coś w tym jest, że ta muzyka sprzyja rozmyślaniu o sprawach "głębszych".

 

Czyli Duchy to coś więcej niż jedynie muzyka tła?

MS: Zdecydowanie tak. Nigdy nie myślałem o tych numerach w kategorii muzyki tła. Jednocześnie, jeśli ktoś by ich w ten sposób "używał", to nie obrazimy się. Cieszy nas każda forma obcowania z naszymi utworami.

 

Rozmawiamy dużo o nocy i sprawach z nią związanych, ale tak naprawdę należycie do nocnych marków czy do rannych ptaszków?

JK: Chciałabym być ptaszkiem, ale wychodzi różnie [śmiech].

 

MS: Jestem stuprocentową sową, najlepiej funkcjonuję po godzinie dwudziestej trzeciej, a wstawanie rano odbieram jako karę. Muzykę - szczególnie autorską - najlepiej tworzy się w nocy, kiedy jest ciemno, dookoła panuje kompletna cisza, nic nas nie rozprasza i możemy trwać w skupieniu nad tym, co w danej chwili jest najważniejsze.

 

fot. Karolina Szturomska


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki