Dr. Stone, tomy 9-11. Wojna bez ofiar

90%

Osiem tomów konstruowania fabuły niemal bez konieczności sięgania po najłatwiejszy sposób rozpalania pod nią ognia - wywoływania konfliktów - i nagle zapowiedź wojny? Na szczęście "Dr. Stone" nie zwraca się ku schematycznemu battle shounen, zamiast przewidywalnej walki dobra ze złem, serwuje ciekawsze rozwiązanie konfliktu Królestwa Nauki z Imperium Tsukasy, a chwilę później zapowiada kolejną zmianę tonu.

Wojna toczy się na dwóch płaszczyznach - terytorialnej oraz ideologicznej. Pierwsza - wbrew nazwie przyjętej przez wojowniczego Tsukasę - nie dotyczy imperialnych zakusów, a jedynie niewielkiej jaskini o kluczowym znaczeniu w kamiennym świecie, bo stanowiącej źródło kwasu azotowego umożliwiającego cofnięcie efektów petryfikacji. Druga ma związek z zastosowaniem pożądanej substancji - według Tsukasy to szansa na pozbycie się "boomerów", którzy dekadami niszczyli planetę, według Senku pomoc należy się wszystkim.

 

W moralnym odruchu właściwym stanowiskiem wydaje się to, które pozwala na przetrwanie wszystkich, ale im dłużej się nad tym zastanawiać, tym coraz trudniej nie uznać przynajmniej części argumentów drugiej strony, podobnie jak w przypadku Thanosa w "Avengers", który wyeliminował połowę życia we wszechświecie po to, by ratować drugą połowę albo Arishema w "Eternals", dla którego zniszczenie Ziemi oznacza narodziny dziesiątek innych światów. Riichiro Inagaki zajęcie stanowiska utrudnia dodatkowo poprzez usunięcie prostego antagonizmu, jakim dotąd się posługiwał.

Autor odczynił powszechne również w naszej codzienności przekonanie, że nauka i siła są przeciwnościami, że osiłek musi być nierozgarnięty, a kujon samodzielnie nie otworzy nawet słoika z piklami. Ambitne założenia, ekstremalnie trudne do zrealizowania, ale zwieńczone sukcesem i dowodem na to, że da się napisać od początku do końca pacyfistyczny scenariusz, który nie zanudzi publiczności. Najlepszy dowód to rozdział siedemdziesiąty piąty, gdzie jedna strona odpowiada jednej sekundzie, a akcja i tempo wzmacniają napięcie do stopnia przypominającego hollywoodzki thriller, ale bez użycia przemocy.

 

"Wojna" do tego stopnia zdominowała dziewiąty tom, że zabrakło w nim miejsca na nowe (dla ludzi narodzonych w tych czasach) odkrycia, ale chwilę później tubylcy poznają lodówkę, balon (którego działanie zostaje opisane ze szczegółami godnymi szkolnego podręcznika), lustro, aparat fotograficzny, kineskop, radar czy twór póki co traktowany jako element humorystyczny, ale w odleglejszej perspektywie grożący kolejnym dylematem moralnym - walutę. Niedawno przebudzony, zarozumiały i merkantylny Ryusui niepostrzeżenie przyczynia się do powstania pierwszej poważnej rysy na "nowym świecie" - wywołana przez niego mania gromadzenia pieniędzy nie została jeszcze opatrzona krytycznym komentarzem, ale trudno nie odnieść wrażenia, że to ścieżka prowadząca do doskonale znanego nam chaosu, podziału na klasy społeczne i wyzysku.

Nowym centralnym wątkiem zostało jednak odraczane od pierwszego tomu odkrycie prawdy na temat zielonego światła, które kilka stuleci temu przemieniło ludzkość w kamienne posągi. Inagaki nie stracił zimnej krwi, nie rzucił się w wir wydarzeń, a raczej z charakterystyczną dla siebie powściągliwością podsuwa kolejne wskazówki oraz potencjalnego nowego przeciwnika - sportretowanego jako postać wyciągnięta wprost z horroru Whymana, który w pierwszym radiowym kontakcie zadaje w kółko tylko jedno pytanie: Dlaczego? Rozwiązanie zagadki wymaga podróży na drugą stronę globu, konwencja zmierza ku historii przygodowej, a autor niespiesznie, z cierpliwością godną buddyjskiego mnicha stopniuje zainteresowanie, dokłada kolejne postacie i nie pozwala już wprowadzonym zastygnąć w rutynie. Znakomicie rozwinięty został na przykład Chrome - z irytującego pomocnika Senku wyrósł na odważnego herosa i pomaga podkreślić, że nauka jest dla każdego. Senku to geniusz, jeden na kilkanaście milionów, a Chromem może być każdy z nas, jeżeli tylko włoży w to wystarczająco dużo wysiłku.

 

W parze z doskonale skonstruowaną historią idą imponujące rysunki Boichiego, czyli pochodzącego z Korei Południowej, mieszkającego w Japonii Mu-jika Parka. Niewątpliwie jego największą bolączką są postacie kobiece, których anatomia sprawia, że nie wyglądają na odmienną od mężczyzn płeć, tylko na odmienną, pozaziemską rasę, ale mimika czy płynne przechodzenie od realizmu do niemal cartoonowych oblicz pozwalają sprawnie żonglować nastrojem od komediowego po dramat. Najciekawiej prezentują się jednak krajobrazy postapokaliptycznej, przekształconej przez siły natury Japonii, w których trudno doszukać się śladów dawnej cywilizacji.

W trzech tomach "Dr. Stone" znalazło się więcej treści niż niektóre mangi potrafią wykrzesać z trzy razy większej objętości, a w dodatku nie ma tutaj powtórzeń, zapętlonych schematów czy "zapychaczy" w postaci na przykład "rozdziału plażowego". To niezmiennie jeden z najbardziej oryginalnych shounenów ostatnich lat, który wbrew zakładanej docelowej grupy wiekowej może zachwycić zarówno dziesięciolatka, jak i pięćdziesięciolatka.


Dr. Stone

Polska, 2021

Waneko

Scenariusz: Riichiro Inagaki

Rysunki: Boichi


Dr. Stone, tomy 1-2. W obliczu nauki wszyscy ludzie są równi

Dr. Stone, tomy 3-4. Królestwo Nauki nie odrzuca nikogo

Dr. Stone, tomy 5-6. Całkiem zabawna postapokalipsa
Dr. Stone, tomy 7-8. Siłą ludzkości jest różnorodność


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki