Desalmado - "Mass Mental Devolution"

65%

Określanie ram gatunkowych muzyki to smutna konieczność. Tak już mamy, często szukamy odniesień, punktów wspólnych i szufladek, co często prowadzi do sytuacji kuriozalnej, w której wykonawcy są na siłę upychani do kategorii niekoniecznie do nich pasujących (na przykład Slipknot i nu metal). Dużo dziwniejszym przypadkiem jest Desalmado - kwartet z Sao Paulo, który bardzo chce być zespołem grindcore'owym.

Desalmado nigdy nie wykonywało upragnionego grindu w czystym tego określenia rozumieniu, a z czasem odchodzili od elementów składowych tej muzyki coraz bardziej. Nie było to nawet stopniowe przesuwanie granic i eksperymentowanie przy jednoczesnym trzymaniu się rdzenia, jak miało to miejsce chociażby u Nasum. Desalmado poszło zupełnie inną drogą.

 

"Mass Mental Devolution" nie jest płytą idealną. Ma mocne momenty, ale przez znaczną część jest dość sztampową (co nie znaczy, że nieprzyjemną) mieszanką death metalu i hardcore'u ze słabością do d-beatów (zwłaszcza w otwierającym album utworze tytułowym). Później jednak zaczyna robić się dziwnie - Brazylijczycy zwalniają, odbijają w kierunku wszystkich gatunków o nazwach poprzedzonych słowem post. Muzyka staje się duszna, mroczna i przytłaczająca, ale nie jest to typowy dla współczesnego black metalu klimat, z którego leją się nihilizm i smutek. U Desalmado czuć przede wszystkim złość, ale tę, której się nie wykrzykuje, a jedynie zaciska się pod jej wpływem zęby.

 

W nowych utworach czuć dużo bezsilnego gniewu czy sprzeciwu i dokładnie temu dają upust teksty - można to usłyszeć chociażby w promującym materiał "Across The Land". Zabawy formą jest tutaj dużo i nawet jeżeli kwartet czasami wraca na moment do upragnionego grindcore'u, są to często zagrywki krótkie, nie do końca grindowe (samo przyspieszenie na d-beacie to trochę za mało). Dużo lepiej wypada Desalmado eksperymentujące, poszukujące, potrafiące niespodziewanie wpleść wokal kobiety czy roztoczyć ponury nastrój.

 

Paradoksalnie coś, co wydawałoby się najbardziej oczywistym zarzutem - czyli brak spójności - do "Mass Mental Devolution" nie pasuje - materiał zaskakująco dobrze trzyma się kupy. Momenty nudy i przeplatanie świetnych zagrywek dłuższymi, nie aż tak interesującymi partiami zdarzają się za to dosyć często. Desalmado nie umie utworzyć hipnotycznego, transowego nastroju, a jednak usilnie próbuje się z tym zmierzyć. Co gorsze, zdarza się wpleść te próby w okolicy rozpędzonego d-beatu, przez co ponure zwolnienia potrafią wypaść znacznie gorzej.

 

Mimo niespełna pół godziny, album szybko zaczyna męczyć. Monotonne wokale Caio Augusttusa wcale temu nie pomagają, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, że na debiutanckim "Hereditas" były ciekawsze i znacznie bardziej urozmaicone. Taka, a nie inna stylistyka stawia pewnego rodzaju ograniczenia, ale jednostajna forma krzyku przez cały materiał jest po prostu pójściem na łatwiznę, zwłaszcza, że inni muzycy kombinują z dużą determinacją.

 

"Mass Mental Devolution" jest jak to słynne pudełko czekoladek Forresta Gumpa - nie do końca wiadomo, na co się natrafi. To album niesamowicie nierówny - wypełniony ciekawym klimatem, ponurymi zwolnieniami, umiejętnie zgranymi międzygatunkowymi wpływami i brakiem oczywistości, a jednocześnie przebija się tu i ówdzie monotonia. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Desalmado rozwinie skrzydła i nagra za jakiś czas coś, co zredefiniuje scenę, czy zniknie w gąszczu nijakości.


Gruesome Records/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki