Shadows House, tomy 1-2. Emocje ukryte w światłocieniu

93%

Wystarczy zdjąć obwolutę, by nabrać podejrzeń, że "Shadows House" nie będzie zwyczajną mangą. Brązowy, ekologiczny papier, elegancka ramka na awersie, herb na rewersie i przede wszystkim odciski maleńkich, brudnych palców intrygują jeszcze zanim uchyli się okładkę. Kolejne strony na szczęście nie rozczarowują, tajemnicze losy rodu Shadow i sposób, w jaki zostały zobrazowane pozwalają na chwilę przenieść się do alternatywnej rzeczywistości.

Niektóre osoby jeszcze szybciej dostrzegą zapowiedź wyjątkowych doznań, bo duet Somato dał się poznać polskiej publiczności jako ponadprzeciętnie pomysłowy już cztery lata temu, przy okazji premiery trzytomowego "Kuro". Historia dziewczynki i opętanego kota z jednej strony miała urok baśni dla najmłodszych, z drugiej wyróżniał ją nastrój niepokoju zaczerpnięty wprost z arthouse'owych horrorów i to samo można napisać o "Shadows House", gdzie pierwsze zdanie zaczyna się od słów: Za górami, za lasami..., ale spowita cieniem rezydencja i pozbawieni twarzy mieszkańcy nie pozwalają wierzyć, że na końcu padnie: I żyli długu i szczęśliwie.

 

Nie byłoby nawet zaskoczeniem, gdyby z czasem okazało się, że wydarzenia z obydwu mang rozgrywają się w tym samym świecie - ukazywanym fragmentarycznie z perspektyw trochę naiwnych, ale wyjątkowo odważnych dziewczynek, na tyle subiektywnym w narracji, że trudno odróżnić, co faktycznie w nim istnieje, a co jedynie wydaje się głównym bohaterkom. Spójność uniwersum wymaga jednak zbieżności cech obiektywnych, a te można odnaleźć przede wszystkim w rysunkach tak charakterystycznych, że nie sposób pomylić ich z dziełami jakiegokolwiek innego twórcy.

"Kuro" jest jednym z najbardziej spektakularnych przykładów wykorzystania formy do prowadzenia narracji w historii mangi. Manipulowanie proporcjami stron kolorowych do czarno-białych (a nawet czerni do bieli) służyło budowaniu napięcia, ukazywaniu upływu czasu czy przedstawianiu stanów emocjonalnych i chociaż "Shadows House" nie przykuwa uwagi równie szybko (chociażby dlatego, że nie operuje pełną paletą barw), dokonuje tego z porównywalną intensywnością.

 

Kluczowym elementem okazuje się "sadza", tajemnicza substancja pokrywająca ciała członków i członkiń rodu Shadow do tego stopnia, że wyobrażenie o ich twarzach dają jedynie okazjonalne ujęcia z profilu. Mimikę zastąpiła zmienna ilość ulatniającego się pyłu z głów arystokratów, pozwalająca na grę sprzecznościami, kontrastowanie słów z ekspresją wykraczającą poza ludzkie możliwości, a w dodatku osmalająca pokoje każdego ranka z takim rozmachem, jakby tornado wpadło do kominka (po lekturze można wręcz odczuć chęć umycia dłoni). Tak skonstruowany świat otwiera nieskończenie wiele możliwości pracy ze światłocieniem, tenebryzmem, niezliczonymi teksturami cieni, uwydatnianiem postaci czy przedmiotów na jego tle lub chowaniem ich za nim, a w dodatku Somato nierzadko zestawia ze sobą realistyczne tła czy drugoplanowe postacie z niemal cartoonową, uroczą do przerysowanego stopnia główną bohaterką, Emilico.

Brak mimiki nie jest dla Shadowów błahostką, żeby funkcjonować w ludzkim świecie, potrzebują awatarów, lalek wyposażonych w twarze, które reprezentują ich w świecie zewnętrznym i wiernie odzwierciedlają każdy gest, każdą cechę charakteru, każdą myśl. Emilico jest kimś takim dla Kate, a w początkowych rozdziałach cały świat przedstawiony to jedynie dwa zamieszkałe przez duet pokoje. Pierwsza z nich dopiero odkrywa, kim jest, druga wciela się w rolę mentorki, a relacja pomiędzy nimi jest na tyle ciekawa, że nie trzeba niczego więcej, by zainteresować kilkoma wprowadzającymi w zasady tego miejsca, luźno ze sobą powiązanymi epizodami.

 

Fabuła do połowy pierwszego tomu drepcze w miejscu, ale kiedy Emilico wchodzi na wyższy stopień wtajemniczenia i zaczyna współpracować z innymi lalkami przy porządkowaniu całego domu, kameralny nastrój pryska w kilka kadrów i nagle poznajemy znacznie bujniejszą rzeczywistość, gdzie istnieją także wrogowie (istoty stworzone ze zlepków "sadzy") i przede wszystkim wyłania się pierwszy cel - zaliczenie debiutu, czyli komisyjne udowodnienie, że lalka i jej pierwowzór stają się jednością. Wyciągnięcie Kate z bezpiecznej przestrzeni czterech ścian przypomina, że sama jest dzieckiem i również dopiero poznaje świat, ale dopiero pod koniec drugiego tomu jej dążenia zostają jasno wyartykułowane - nie chce awatara, chce przyjaciółki i wierzy, że Emilico może być kimś więcej.

 

Wyłania się z tego klasyczny koncept cyberpunkowy (czy sztuczna inteligencja może uzyskać świadomość?), ale zilustrowany w bardzo odmiennej codzienności, pełnej luksusu, rywalizacji i samotności, dodatkowo podszyty tajemnicą, elementami horroru i pomieszaniem niewinności z naiwnością wieku młodzieńczego. O tym, czy Emilico faktycznie ma odrębną tożsamość będziemy mogli przekonać się dopiero za kilka tomów, ale co do tego, że ma ją "Shadows House" nie ma najmniejszych wątpliwości.


Shadows House

Polska, 2021

Waneko

Scenariusz: Somato

Rysunki: Somato



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki