Isola, tom 2. Niespieszne fantasy o artystycznym sznycie

81%

Połączenie obrazu i tekstu to cecha szczególna komiksu, ale często - zwłaszcza w komiksach superbohaterskich Marvela i DC Comics - tempo akcji jest do tego stopnia zawrotne, że poddana mu publiczność przemyka przez kolejne stron, koncentrując się przede wszystkim na tekście, bez zgłębiania graficznych detali. "Isola" stoi w opozycji do takiego podejścia, to historia opowiedziana przede wszystkim znakomitymi ilustracjami.

Zarówno rysownik Karl Kerschl, jak i scenarzysta Brenden Fletcher w każdym wywiadzie (a nawet na końcu pierwszego tomu) bez wstydu wchodzą w tryb fanów i wskazują na produkcje studia Ghibli (ze szczególnym wyróżnieniem "Księżniczki Mononoke") jako główne inspiracje stojące za "Isolą". Można pójść nawet o krok dalej i doszukiwać się w ich sposobie działania charakterystycznej dla wielu mang niespieszności, ale niepopartej zwiększoną przestrzenią na prezentację pomysłów, co skutkuje osobliwym pomieszaniem rozwlekłości ze zwięzłością.

 

Dobrym przykładem jest już pierwsza strona - znalazło się na niej sześć kadrów, ale jedynie w dwóch momentach następuje przesunięcie czasowe. Pozostałe ukazują tę samą chwilę złożoną z kilku fragmentów, co ma na celu dokładniejsze przedstawienie malowniczej lokacji i przede wszystkim oddanie jej nastroju. Na kolejnych stronach przejścia pomiędzy kadrami są płynniejsze, ale gdyby miały służyć wyłącznie narracji, dałoby się je zredukować przynajmniej o połowę, a fabuła nic by na tym nie straciła. Kerschlowi i Fletcherowi przyświecają jednak odmienne ideały, wychodzą z założenia, że "mniej znaczy więcej" i zamiast konstruować zawiłą historię osadzoną w nurcie dark fantasy na wzór "Monstressy" czy "Die", gdzie od politycznych rozgrywek i nazw własnych aż kręci się w głowie, celują w poruszenie na poziomie emocjonalnym.

Przeszkodą, z jaką duet musi się mierzyć jest natomiast kompletnie inny tryb wydawniczy od znanego z japońskiego rynku komiksowego. Tom mangi ma zazwyczaj około dwustu stron, popularne serie liczą ich dwadzieścia i więcej, a premiery kolejnych dzielą dwa-trzy miesiące. "Isola" publikowana jest od 2018 roku, pierwszy tom liczył sto sześćdziesiąt osiem stron, drugi ma o dwadzieścia cztery mniej, a kolejne nie ukazały się jeszcze nawet w Stanach Zjednoczonych (co wiąże się przede wszystkim z na tyle trudną przeprawą Fletchera przez zakażenie koronawirusem, że nie mógł skoncentrować się na pracy). Japończycy mogą sobie pozwolić na pauzy, dreptanie w miejscu i ukazywanie przyrody z rozmachem, jakiego pozazdrościłaby Eliza Orzeszkowa bez ponoszenia kosztów fabularnych, w "Isoli" konieczne jest odnalezienie kompromisu, a najnowszy tom potwierdza, że nie jest to niewykonalne.

 

Piękne rysunki Kerschla nie robiłyby aż tak dużego wrażenia, gdyby nie dobór kolorów Michele Assarasakorn, która każdą scenę skąpała w spójnie dobranych odcieniach kilku pokrewnych barw. Nawet liternictwo czy kształty dymków mają znaczenie, ale bez ciekawej historii te wszystkie wysiłki spełzłyby na niczym, a gdyby spróbować streścić wydarzenia z drugiego tomu, nie wydawałyby się szczególnie interesujące. Treść i forma tworzą w tym przypadku nierozerwalny splot, dopełniają się nawzajem i podnoszą swoją rangę. Najlepszy przykład to umieszczona w środku niemalże odrębna opowieść o omamiającej umysły Miluše, która przypomina stopniowo oswajającą swoje ofiary Babę Jagę. Bardziej niż z baśnią spisaną przez braci Grimm, może się jednak kojarzyć z "Małgosia i Jaś" Oza Perkinsa, który praktykuje bardzo podobne metody działania w swoich powolnych, artystycznych, nastrojowych filmach.

Głównym wątkiem pozostaje podróż Rook i Olwyn, z jednej strony bliskich przyjaciółek, z drugiej po przemianie drugiej z nich w tygrysa, pozbawionych możliwości komunikacji. Fletcher nie uległ w dodatku pokusie prowadzenia narracji z perspektywy Olwyn, dla publiczności jej intencje są równie niejednoznaczne, sygnalizowane wyłącznie przez mowę ciała. Mimo oczywistej przewagi Rook w zakresie możliwości komunikacyjnych, to ona jako osoba o niższym statusie częściej wydaje się jednak przytłoczona, boi się artykułować myśli, co w parze z niejasną przeszłością nadaje jej jeszcze ciekawszego charakteru. Relacja głównych bohaterek, cichych protagonistek otoczonych przez florę i faunę, to serce Isoli, które bije w wolnym, miarowym, hipnotycznym tempie niepozwalającym oderwać się lektury. Oby Fletcher jak najszybciej odnalazł siły do dalszej pracy i nie kazał zbyt długo czekać na trzeci tom.


Isola

Polska, 2021

Non Stop Comics

Scenariusz: Brenden Fletcher

Rysunki: Karl Kerschl


Isola, tom 1. Mroczna baśń zainspirowana Księżniczką Mononoke


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki