Leap: Muzyka jest życiową siłą, to lekarstwo i błogosławieństwo

Leap rozpoczęło działalność jako nowy solowy projekt Jacka Balfour Scotta, ale w ostatnim czasie rozrosło się do pięcioosobowego zespołu. Szybko okazało się, że nowi członkowie grupy czują ze sobą więź i dogadują się na gruncie muzycznym. Efektów ich zaledwie kilkutygodniowej współpracy można było posłuchać w ramach Off Sceny zorganizowanej podczas festiwalu Off Camera, a rezultat? Nie ma wątpliwości, że niebawem będą grali na największych festiwalowych scenach.

Barbara Skrodzka: Leap jest świeżym projektem, w sieci można znaleźć zaledwie kilka utworów, ale niektórzy mogą kojarzyć was - Jacka i Jordana - z wcześniejszych zespołów, The Mispers czy Junior Empire. Myślicie, że Leap przetrwa dłużej niż poprzednie grupy?

Jack Balfour Scott: Leap przetrwa zdecydowanie dłużej, bo odkryliśmy idealną recepturę, na którą składają się przystojność, talent i o wiele lepszy materiał.

 

Declan Brown: Lubimy grać i tworzyć muzykę, a to kluczem do tego, by rozwijać ten zespół. To też unikalny sposób na to, by połączyć osoby z odrobinę różnych środowisk. Nasze brzmienie bazuje na kierunkach muzycznych i tematach wskazanych przez Jacka, dlatego to, co powstaje jest tak bardzo wyjątkowe.

 

JBS: Ze względu na rodzinne sprawy ten rok był dla mnie wyjątkowo trudny... Jestem bardzo dumny z tego, że do zespołu dołączyli Adam [Mason], Hugo [Cottu], Jordan [Grispino] i Declan, pomogli mi przetrwać prawdopodobnie najtrudniejszy okres w moim życiu. Zazwyczaj piszę bardzo depresyjną, mroczną muzykę, dlatego fajnie jest mieć wokół siebie wesołych chłopaków, którzy wnoszą do tego projektu nieco światła i sprawiają, że czuję się lepiej.

Dlaczego piszesz tak depresyjną muzykę?

JBS: Noszę w sobie wiele smutku i innych uczuć, którym chcę poświęcić więcej uwagi. W tym roku zmarł mój tata... Nie byłem pewien, czy będę w stanie wrócić na scenę. Przebywanie pośród tych niesamowitych ludzi sprawiło, że czuję się świetnie i nie wymieniłbym tego na nic innego na świecie. Myślę, że coś się ze mną stało, ale nie jestem pewien co. Z tymi chłopakami uczę się, jak być szczęśliwym.

 

Hugo Cottu: Duża część muzyki, którą tworzy Jack płynie z głębi jego duszy. Kiedy jest smutny, dzięki dźwiękom łatwiej wyraża siebie i to jest droga, jaką podąża. My jesteśmy z kolei w stanie spojrzeć na to, co komponuje z innej perspektywy, coś zmienić, żeby nie było aż tak bardzo depresyjne.

 

Muzyka okazała się dla ciebie ratunkiem. Wiele osób odczuwa dokładnie to samo niezależnie od tego, czy tylko słuchają muzyki, czy ją tworzą.

JBS: Muzyka jest dla mnie życiową siłą, to lekarstwo, błogosławieństwo prosto z nieba. Jordan też może coś o tym powiedzieć, ma za sobą ciężkie chwile. Przed Leap graliśmy razem w zespole The Mispers, mieliśmy podpisany kontrakt płytowy, ale koniec końców to nie jest najważniejsze. Liczy się wspólne granie dobrej muzyki, bo to sprawia, że czujemy się świetnie.

Na Off Scenie zagraliście bardzo energetyczny koncert, dało się odczuć, że zarówno wy, jak i publiczność czerpie z tego radość. Po tym występie na pewno zyskaliście wielu fanów w Polsce.

JBS: To był nasz pierwszy koncert w ogóle! Gramy razem od niedawna, od nieco ponad miesiąca, dlatego jestem bardzo podekscytowany tym, co przyniesie przyszłość.

 

DB: Dzisiejszy wieczór był jednym z najpiękniejszych wieczorów w moim życiu. Spoglądając ze sceny na publiczność, widziałem ludzi, którzy dzielili to samo uczucie, co my. Przeżycie tych emocji ponownie, po osiemnastu miesiącach przerwy, jest wyjątkowo znaczące dla każdego, kto chce rozwijać swoją karierę muzyczną. Znamy się od niedawna, ale jest między nami chemia. Jordan zna Jacka najdłużej, Adama poznaliśmy nie dawno, a gdy potrzebowaliśmy gitarzysty, zapoznał nas z Hugo. Wszystko nagle zaczęło składać się w zespół.

 

JBS: Głównym wymogiem dotyczącym Hugo było to, że nie może być brzydki. Musiał być zajebiście przystojny i jest [śmiech].

 

Podobno wasz debiutancki album jest już w drodze. Możecie coś zdradzić?

JBS: 29 września ukazał się nasz trzeci singiel, "Energies", który mam nadzieję przeniknie serca i dusze wszystkich słuchaczy, a może nawet ich ciała... Śledźcie nas na Instagramie, a będziecie na bieżąco. Wiem, że na razie jesteśmy małym zespołem, ale pewnego dnia zobaczycie nas na dużych scenach.

Jack, oprócz tworzenia muzyki na potrzeby zespołu, piszesz również muzykę do reklam. Pracowałeś między innymi dla Dolce&Gabbana, Hermesa czy Maxx Royal. Lubisz robić muzykę na zamówienie?

JBS: Lubię pisać do briefu, sprawia mi to dużą przyjemność. Mam nadzieję, że klientom i odbiorcom także podoba się to, co tworzę.

 

DB: Jack jest bardzo uzdolniony. To, co niektórzy ludzie potrafią wyrazić słowami on umie wyrazić poprzez muzykę. Oddać pewne uczucia i nastrój w taki sposób, który się podoba. Jest bardzo dobry w pisaniu muzyki pod presją. Jeśli ma deadline i temat, to go dotrzyma. Mieliśmy osiem tygodni, by przygotować się do koncertu na Off Scenie, w tym czasie powstał zespół, przygotowaliśmy piosenki, wszystko za jednym zamachem. Jack jest dobrze zorganizowany, potrafi wszystko rozplanować i złożyć w całość.

 

JBS: Kiedy trzeba, potrafię być władczy i stawiam na swoim, ale bez dobrej ekipy muzyków byłoby ciężko pójść dalej.

Co jest esencją Leap, co was spaja?

JBS: Po tym koncercie uważam, że w Leap chodzi o poczucie więzi i jedności na scenie. Na początku nie wiedziałem, czy w ogóle stworzymy zespół, ale teraz jestem tego pewien.

 

DB: Mamy takie samo poczucie muzyki, utożsamiamy się z nią i możemy się do niej odnieść, wiemy, co chcemy razem tworzyć. Kiedy wszystkich łączy to samo uczucie, wtedy znacznie szybciej pojawiają się dźwięki i melodie, nie musimy szukać innych żadnych ścieżek dojścia do miejsca, w którym chcemy się znaleźć. Często muzyka jest wynikiem wcześniejszej przyjaźni między członkami zespołu, my staliśmy się przyjaciółmi dzięki muzyce, ale czujemy się tak, jakbyśmy byli przyjaciółmi zanim pojawił się zespół.

 

Na scenie dajecie z siebie sto procent, zarażacie ludzi pozytywną energią i sprawiacie, że cała sala tańczy razem z wami. Jesteście spontaniczni i prawdziwi, to chyba przyciąga do was ludzi?

DB: Jack, Jordan i ja przyjaźnimy się i znamy się od dawna, Adam i Hugo też dobrze się znają, ale jako grupa dopiero się docieramy. Natomiast kiedy jesteśmy na scenie, pojawia się między nami znacznie więcej intymności niż w jakiejkolwiek innej sytuacji. Jest to coś, co sprawia, że patrząc w czyjeś oczy i grając na gitarze, czujesz się dobrze. Wydaje mi się, że na scenie wszyscy jesteśmy sobą.

 

JBS: Może część tego jest w pewnym sensie grą aktorską - zwłaszcza moja pewność siebie - ale wydaje mi się, że im częściej wychodzę na scenę, tym moje zachowanie staje się bardziej szczere.

fot. główne mat. zespołu; fot. koncertowe Magda Jurasz


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki