Venom 2: Carnage. Zabójczy Obrońca

60%

"Lethal Protector" to komiks z 1993 roku, pierwszy z Venomem w roli głównej, a jednocześnie początek jego przemiany ze złoczyńcy w antybohatera. Tytułowy Zabójczy Obrońca stał się również powracającym żartem w drugiej części filmowych przygód Eddiego Brocka oraz symbiontu i chociaż w jednym z tych dowcipów nazwa zostaje zdyskredytowana jako budząca skojarzenia z latami 80., trudno nie odnieść wrażenia, że Andy Serkis nakręcił coś, co faktycznie mogłoby nosić tytuł "Zabójczy Obrońca".

Pierwszy film wyraźnie nakreślił rolę, jaką Venom ma odgrywać w tym świecie. To nie była jego najmroczniejsza wersja, nie była żądna mordu z jakiejkolwiek innej przyczyny niż tylko instynkt zmuszający do zaspokojenia głodu, a do tego miała sowizdrzalską naturę, która pozwoliłaby na utworzenie doskonałego tria z DeadpoolemHarley Quinn. W przewrotny sposób można było odebrać tę historię nawet jako pochwałę na cześć miłości do siebie samego, a rezultat okazał się zjadliwy, bo nie aspirował do niczego więcej.

 

Nad "Venomem" Rubena Fleischera unosiła się aura udanego kina superbohaterskiego z przełomu wieków, przywodząca na myśl pierwszych "X-Men" Bryana Singera, pierwszego "Spider-Mana" Sama Raimiego, pierwszego "Hellboya" Guillermo del Toro albo drugiego "Blade'a" tego samego reżysera. Prosta historia o przyjaźni, miłości, pokonywaniu przeszkód i ratowaniu świata podszyta żartami bawiącymi nawet nie treścią, a osadzeniem w sytuacji, czasami bardziej pozaekranowej, kiedy z uśmiechem na twarzy trudno było się nadziwić, że ktoś dał zgodę na umieszczenie któregoś z dialogów w finalnej wersji scenariusza. Prostota pozwala wybaczyć wiele, ale nie wyrachowanie.

To, co poprzednio wyszło naturalnie i miało moc urzekania archaicznością czy wręcz nieporadnością w dzisiaj zaawansowanym, pieczołowicie dopracowanym świecie zdominowanym przez produkcje Marvela, tym razem trąci autoplagiatem. To jak nakręcenie "samoświadomego" komedio-horroru nawiązującego do klasyków z lat 80. - nigdy nie będzie równie udany, co pierwowzory, bo powstaje z intencji wyolbrzymienia i wzmocnienia atmosfery, który w oryginale powstała spontanicznie.

 

Dzieciaki doświadczone przez personel fatalnie zorganizowanych placówek, które miały służyć ocaleniu ich przed patologią dokonują zemsty po latach; skazaniec przemawiający wierszem, którego wyrok śmierci ani przez sekundę nie wydaje się realnym zagrożeniem; romantyczna ucieczka przed prawem w stylu Bonnie i Clyde'a; kłótnia głównych bohaterów uświadamiająca im, że w pojedynkę nie mogą pokonać wyrastającej przed nimi przeszkody i triumfalne pojednanie - "Carnage" to kompilacja niezliczonych schematów. Solidnie wykonanych, umiarkowanie angażujących, ale niepozostawiających złudzeń co do tego, jaki czeka nas widok za kolejnym zakrętem fabularnym.

Jedyną niespodzianką mogą być dwie sceny z dopiero co przebudzonym Carnagem, który prezentuje się jak monstrum wyciągnięte prosto z filmu grozy, coś pomiędzy ksenomorfem a nekromorfem. Szkoda, że twórcy nie poszli tym tropem i nie postawili na mroczną, przypominającą horror konfrontację w oczywisty sposób predysponowanych do tego postaci, a zamiast tego zmuszają obwieszonego świetlikami Venoma do wtargnięcia na scenę podczas występu Little Simz i wygłoszenia łzawej mowy o tym, jak to Eddie rani jego uczucia...

 

Sceny akcji są nieco bardziej czytelne niż poprzednio (widać przynajmniej czyja kończyna do kogo należy), a finałowy pojedynek należy uznać za główną atrakcję filmu, ale nawet tym momentem nie można się długo nacieszyć, bo kiedy tylko kurz opada, zostajemy uraczeni jednym z najpaskudniej zmontowanych przejść pomiędzy scenami ostatnich lat - po przygaszeniu ekranu przypominającym wstęp do bloku reklamowego nagle zostajemy zabrani w okolice pomnika Dona Kichota i Sanczo Pansy, do którego Eddie próbuje przyrównać siebie i swojego towarzystwa... Ale nie ma to absolutnie żadnego sensu i nie wiadomo, czemu właściwie służy. Przed premierą "Venom 2" dało się natrafić na opinie, że film superbohaterski trwający niespełna sto minut to jak na dzisiejsze standardy wyjątkowo krótko, ale decyzja Serkisa jest zrozumiała - gdyby próbował sztucznie napompować metraż, zakończyłoby się klęską, a dzięki zwięzłości nie można uznać seansu za zmarnowany czas. To mimo wszystko odpowiednio rozrywkowy obraz, rozwijający się w tempie podtrzymującym uwagę, a w dodatku odznaczający się interesującym czarnym charakterem, z czym chociażby filmy Marvel Studios często mają problem (ale zdecydowanie nie w przypadku "Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni").

Podobnych sequeli można by nakręcić jeszcze z pięć, może nawet dziesięć. Do schematu pełnej napięć relacji człowieka i symbionta wrzucić kilka dobrze znanych złoczyńców pokroju grupy The Jury pragnącej wymierzyć Venomowi karę za szkody, jakich dopuścił się w trakcie niszczących miasto potyczek; Anti-Venoma powstałego po chorobie Eddiego Brocka; Toxina, którym stał się obecny także w tym filmie funkcjonariusz Patrick Mulligan czy wreszcie Knulla - boga symbiontów i powielać historię o tym, jak to miasto/państwo/planeta prawie zostały zniszczone, ale dwóch (złączonych w jedno) bohaterskich wyrzutków zdołało powstrzymać zagładę. Na tego rodzaju przyzwoite średniaki zawsze znajdzie się miejsce i zawsze pozwolą na chwilę odprężenia, ale z drugiej strony trudno nie poczuć rozczarowania, jeżeli zna się niektóre ze znakomitych poczynań Venoma z komiksów (chociażby niedawno wydanego w Polsce, autorstwa Donny'ego Catesa) - w tej postaci kryje się znacznie większy potencjał, niż dotąd udało się uchwycić na ekranie i nawet charyzmatyczny Tom Hardy z ostentacyjnym luzem, którego trudno nie polubić sam niczego więcej nie wskóra.


Venom 2: Carnage

Tytuł oryginalny: Venom: Let There Be Carnage

USA/Wielka Brytania/Kanada, 2021

Sony Pictures Entertainment

Reżyseria: Andy Serkis

Obsada: Tom Hardy, Woody Harrelson, Michelle Williams




Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki