Radio Supernova: Zawsze dostrzegaliśmy w shoegazie coś magicznego

Dzisiejsza scena shoegaze'owa jest szeroka i rozległa, ale w zalewie podobnych do siebie, zakochanych w eksploracji zbyt dużej liczby gitarowych efektów zespołów trudno o zapadające w pamięć nazwy. Jedną z nich jest pochodzące z Finlandii Radio Supernova, które łączy ze sobą melancholię shoegaze'u, chwytliwość rocka alternatywnego i hałaśliwy pop spod znaku The Jesus and Mary Chain.

Łukasz Brzozowski: Nie jesteście przywiązani do gatunkowych klisz, wasza muzyka jest bardziej urozmaicona niż w przypadku niektórych innych zespołów pielęgnujących shoegaze'ową estetykę.

Bardzo miło słyszeć takie słowa, ale muszę zaznaczyć, że nie jest i nigdy nie było to naszym celem. Może wynika to z tego, że bez większego skrępowania mieszamy ze sobą masę różnych wpływów? Każdy z nas słucha odmiennych rzeczy, co przynosi ciekawe efekty, kiedy przelejemy te inspiracje na muzykę. No i do tego język fiński, którego używamy w naszych numerach, na pewno dodaje temu wszystkiemu pewną egzotyczną nutę.

Tylko czy mieszanie tych wszystkich wpływów nie staje się z czasem chaotyczne przy komponowaniu nowej muzyki?

Nie, bo staramy się zachować zdrowy rozsądek i wyznaczać sobie granice, których wolelibyśmy nie przekraczać, żeby nie zabrzmieć nieintencjonalnie śmiesznie. Przykład? Wszyscy w zespole lubimy funk, a nawet reggae, ale w życiu nie przyszłoby nam do głowy, by próbować wtłoczyć elementy tych nurtów do tego, co robimy. Pozostajemy w stałym rozchwianiu pomiędzy shoegazem, post-punkiem, elektroniką i innymi rzeczami tego typu. Wyciągamy z nich najciekawsze - naszym zdaniem - perełki, a następnie na bazie tego piszemy utwory.

 

Mówisz, że skala waszych inspiracji jest bardzo szeroka, wymieniasz różne gatunki, dlaczego więc zdecydowaliście się na granie akurat shoegaze'u?

To jest akurat bardzo proste - ten gatunek darzymy największą estymą. Każde z nas pokochało go wyjątkowo mocno na którymś etapie swojego życia, głównie tym licealnym. Na przykład Slowdive znamy od lat, ale w dalszym ciągu nasze serca biją bardzo mocno, gdy słuchamy którejkolwiek z ich płyt. Poza tym zawsze dostrzegaliśmy w shoegazie i dreampopie - w końcu to bliźniacze szufladki - coś magicznego, trochę surrealistycznego. Określiłbym to trudnym do sklasyfikowania rodzajem bajkowej melancholii.

 

Radio Supernova: Dzisiejsza muzyka jest tak samo dobra, jak ta z lat 70. (Q&A)

 

Po tak długim czasie shoegaze nadal dostarcza wam melancholii i wywołuje duże wrażenie czy może z biegiem lat coś się zmieniło?

Nie powiedziałbym, że doszło do jakichś specjalnych zmian w tej materii. Nie jesteśmy zajarani tą muzyką aż tak mocno jak w wieku nastoletnim, ale wciąż ma ona specjalne miejsce w naszych sercach i uwielbiamy jej słuchać. Nie ma niczego lepszego niż odpowiedni nastrój, odpowiednie warunki, a do tego zarzucenie sobie jakiejś klasycznej płyty z tego światka.

Shoegaze nie staje się dla was nużący? W dzisiejszych czasach jest to dosyć ograniczony gatunek.

Wiem, o czym mówisz i po części mogę się z tym zgodzić. Kiedyś słuchałem tej muzyki na okrągło, nie mogłem wytrzymać bez niej nawet dnia, ale dziś niekoniecznie mam na nią aż takie parcie. Jeśli chodzi o nowsze zespoły shoegaze'owe... Właściwie ich nie sprawdzam. Faktycznie można powiedzieć, że gatunek stanął w miejscu i niespecjalnie zamierza się z niego gdziekolwiek ruszać, ale kiedyś też brzmiał dosyć jednorodnie. Może te świeższe kapele nie potrafią odwzorować niemożliwej do podrobienia jakości pionierów nurtu? A może po prostu mamy dziś zbyt dużo muzyki pod ręką i nie tak łatwo docenić stale ukazujące się nowości?

 

Czy to oznacza, że skoro gatunek także w przeszłości brzmiał jednorodnie, nawet jego szczytowe lata stały pod znakiem podobnych do siebie zespołów?

Trochę tak, a trochę nie. Wiele zespołów z przeszłości nie grało stuprocentowego shoegaze'u, ale przemycały jego wyraźne wpływy do innych gatunków - Seefeel albo Aphex Twin to najlepsze przykłady takiego podejścia. Przy czym muszę przyznać, że wiele zespołów uprawiających typowy shoegaze z lat 90. brzmiało wręcz identycznie.

Język fiński nie pełni w waszej muzyce roli egzotycznej ciekawostki dla słuchaczy spoza Finlandii, powiedziałbym wręcz, że wznosi melodie Radio Supernova na zupełnie inny poziom.

Nie masz nawet pojęcia, jak mnie cieszy, że tak uważasz. Nasi odbiorcy niepochodzący z Finlandii faktycznie odbierają Radio Supernova zupełnie inaczej. Kiedy ty skupiasz się na specyficznym dla ciebie brzmieniu wokali, typowy słuchacz z Finlandii przyłoży większą wagę do tekstów. Nie ma co tego ukrywać - język, którym się posługujemy, jest bardzo melodyjny, pomaga w tworzeniu piosenek.

 

Odnoszę wrażenie, że wiele fińskich zespołów stawia na śpiewanie w języku ojczystym, podobnie jest zresztą w Polsce, aczkolwiek u nas te próby często uchodzą za kiczowate i trącące pretensjonalnością. Jak to wygląda w Finlandii?

Cóż, na pewno inaczej niż u was, to mogę zagwarantować [śmiech]. Muszę jednocześnie zaznaczyć, że dominacja języka fińskiego wśród zespołów z naszego kraju wzrosła znacząco dopiero w ciągu ostatniej dekady. Wcześniej nie było to aż takie oczywiste, jeśli wyłączymy popowe szlagiery, które zna absolutnie każdy Fin. Lwia część kapel z okolic indie rocka i tego typu rzeczy stawiała głównie na angielski. Fajnie, że to się zmieniło. Śpiewanie w ojczystym języku jest znacznie bardziej interesujące.

 

Dlaczego?

Ponieważ tylko śpiewając w tym samym języku, który masz w sercu i w myślach, możesz w pełni wyrazić siebie i swoje emocje. Kiedy robisz to na przykład po angielsku, a nie jesteś Anglikiem, zawsze zabraknie ci pewnej finezji i swobody w zwerbalizowaniu tego, co masz akurat w głowie, niezależnie od tego, jak dobrze byś się nim posługiwał.

 

Tylko śpiewając w tym samym języku, który masz w sercu i w myślach, możesz w pełni wyrazić siebie i swoje emocje

Jak wygląda scena shoegaze'owa w Skandynawii? Nie jest chyba bardzo okazała?

Tak, scena shoegaze'owa na północy Europy jest naprawdę mała i zawsze taka była. Jeśli o samą Finlandię chodzi, największa liczba zespołów działa w Helsinkach, w końcu to stolica kraju. Ale wiele kapel wplata patenty kojarzone z shoegazem do gatunków niemających z nim absolutnie niczego wspólnego... Próbuję sobie przypomnieć, czy pojawiły się w Skandynawii jakieś ciekawe kapele z tych okolic stylistycznych i nic nie przychodzi mi do głowy... A nie, czekaj, Westkust to bardzo w porządku ekipa. Ich album z 2019 roku nieźle mnie poskładał, ale nic poza nimi nie przychodzi mi do głowy. Obecnie to nie jest najbardziej rozchwytywany gatunek do uprawiania w tej części świata.

 

A kiedykolwiek taki był?

Nie, raczej nigdy, przynajmniej w Finlandii. Właściwie w ogóle nie słyszy się o muzyce shoegaze'owej ze Szwecji czy z Norwegii, co tylko potwierdza, że ta stylistyka nigdy się nie przyjęła w nordyckich państwach.

Tampere - miasto, z którego pochodzicie - znane jest z głównie z odbywającego się co roku festiwalu filmowego, co prowadzi do pytania, czy inspirujecie się w jakikolwiek sposób kinematografią? Wasza muzyka ma w sobie coś filmowego.

Tak, inspirujemy się filmami, chociaż muszę z przykrością przyznać, że nigdy nie miałem przyjemności pojawić się na tym festiwalu i trochę mi z tego powodu głupio [śmiech]. W naszej okolicy znajduje się bardzo przyjemne, wyjątkowo klimatyczne kino działające pod nazwą Niagara, w którym grają dosyć podziemne, często osobliwe projekcje, więc staramy się tam uczęszczać, gdy pozwala nam na to czas.

 

Co konkretnie inspiruje was w filmach?

Różne rodzaje atmosfery w każdym z nich. Mimo że to nie film, wszyscy w zespole uwielbiamy "Twin Peaks", jego klimat jest jednym z głównych motywów napędzających nas do tworzenia.

 

Jakie rodzaje atmosfer masz na myśli?

Przede wszystkim nostalgię i melancholię, to moje dwa koniki. Jeśli jakieś filmy opierają się o eksplorację tych nastrojów, z reguły jestem kupiony już na starcie.

 

A co oznacza termin mansegaze, którym opisujecie swoją twórczość?

"Manse" to takie potoczne określenie na Tampere. Mówimy o pierwszym uprzemysłowionym mieście w tym państwie, więc ta nazwa wzięła się z często używanego niegdyś hasła fiński Manchester. A co do pierwiastka "gaze" w nazwie... Chyba nie muszę go tłumaczyć. Dodatkowo, powodem do nadania sobie takiej łatki było określenie sceny rockowej z tego miasta w latach 70., czyli "manserock". To taka nasza mała forma hołdu złożonego tamtym czasom.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive