Batman/Fortnite: Punkt zerowy. Zwycięstwo bez cheatowania

75%

Sędzie Dredd, Predator, Spawn, Hellboy, Scooby-Doo, The Darkness, Dylan Dog, Tarzan, Wojownicze Żółwie Ninja, nawet Elmer Fudd i cały świat klocków Lego - ścieżki Batmana krzyżowały się z wieloma postaciami spoza uniwersum (czy nawet multiwersum), którego strzeże, więc umieszczenie go w scenerii jednej z najpopularniejszych gier wideo ostatnich lat nie mogło być zaskoczeniem. Pytanie tylko, czy "Punkt zerowy" to coś więcej niż stworzony z czysto finansowych pobudek crossover?

Fabuły tego rodzaju tytułów niemal zawsze mają charakter pretekstowy (choć wyjątków nie brakuje, chociażby "Batman/Daredevil: King of New York" Eduardo Barreto), są podporządkowane jednemu celowi - zwiększeniu grona fanów/fanek dwóch popularnych marek poprzez jednorazowe zderzenie ich ze sobą. Próba podjęta w "Punkcie zerowym" może być jednak uznana za jedną z najbardziej ryzykownych i trudnych do pogodzenia, bo punktów wspólnych tym razme jest niewiele.

 

Dredd, Spawn czy Daredevil to postacie o cechach bardzo podobnych do Mrocznego Rycerza; Żółwie Ninja z perspektywy pierwszych komiksów Kevina Eastmana i Petera Lairda albo "Bodycount" Eastmana i Simona Bisleya również da się ustawić z nim w jednym szeregu; w przygodach Scooby'ego-Doo pojawiają się z kolei nawiązania do Adama Westa; a fetyszyzacja broni przez myśliwego ze "Zwariowanych Melodii" i niechęć do niej u Bruce'a Wayne'a w naturalny sposób sytuują tę parę na kolizyjnym kursie. Ale co z "Fortnite"? Grą przez jednych uwielbianą, przez innych znienawidzoną, znaną z toksycznego środowiska graczy, nieustannych (a tym samym irytujących bardziej zachowawczych odbiorców) aktualizacji i przepychu kolorów? Jak skutecznie scalić choćby część tak odmiennych publik? Christos Gage (w Polsce znany głównie z przygód Spider-Mana) znalazł całkiem skuteczny sposób.

Jego wizja jest prosta - Batman zostaje wepchnięty do portalu, trafia na Wyspę nadzorowaną przez znany z gry Imagined Order i nawet pod koniec, kiedy okazuje się, kto za tym wszystkim stoi, trudno odpowiedzieć na pytanie, czemu to wszystko służyło. Dotarcie od punktu A do punktu B nie ma jednak aż tak istotnego znaczenia, jak wszystko to, do czego dochodzi pomiędzy nimi, a największą zaletą Gage'a jest dobra znajomość wszystkich składników, z jakich przygotowuje swój popkulturowy koktajl. "Fortnite" to przede wszystkim miejsce, Batman to przede wszystkim "największy detektyw na świecie" oraz człowiek o głęboko skrywanych emocjach i każdy z tych elementów stanowi fundament "Punktu zerowego".

 

Pierwsze trzy rozdziały mają największe szanse, by przekonać do siebie sceptyków. Gracze docenią wierność mechanizmowi "Fortnite'a" (postacie z komiksu tracą pamięć przy każdym respawnie i nie mają możliwości prowadzenia dialogów, ich działania napędza wyłącznie potrzeba wchodzenia w nieustanne konfrontacje), czytelnikom powinno przypaść do gustu nastawienie na rozwiązanie problemu, charakterystyczny upór Batmana, który potrafi opracować plan na każdą sytuację. W rezultacie powstało coś pomiędzy "Dniem Świstaka" a "Memento" Christophera Nolana, a w dodatku na chwilę w wydarzenia zostaje wplątany Snake Eyes z "G.I. Joe" (jako swoiste DLC), którego relacja z obrońcą Gotham ma podobną dynamikę do Goku i Vegety w "Dragon Ball" - od niechęci przez szacunek po przyjaźń.

Opuszczenie tej konwencji jest konieczne, bo chociaż pojedynki prezentują się znakomicie, w końcu musiałyby się znudzić. Późniejszy wątek z odgadywaniem, kto doprowadził do tej sytuacji i kto w szeregach nowo uformowanej drużyny zdradził nie jest może równie intrygujący, ale Gage ma jeszcze jednego asa w rękawie - związek Batmana z Catwoman. Zawsze byli jedną z najciekawszych komiksowych par, romantyczną i tragiczną zarazem, co jakiś czas grawitującą ku sobie, ale ostatecznie zawsze skazaną na samotność, a w "Punkcie zerowym" ta rozciągnięta na kilka dekad i dziesiątki zeszytów zależność została umiejętnie skondensowana, przedstawiona w sposób, który na początku służy dodaniu jakiejkolwiek treści do pojedynków, a finalnie potrafi chwycić za serce.

 

Wiele osób (raczej tych, którym bliski jest Batman, a nie "Fortnite") za nic nie podejmie próby wyjścia poza uprzedzenia i sięgnięcia po ten tytuł, a kartkowanie pełnych kolorów stron z niewiele ponad poprawnymi ilustracjami nie może być dodatkową zachętą. Nic nie wskazywało na to, że "Punkt zerowy" mógłby zostać czymś więcej, niż co najwyżej kiczowatą i rozrywkową próbą dokonania karkołomnego mariażu, a jednak udało się wyjść z niej obronną ręką. To pełnowartościowy komiks z interesującymi wątkami fabularnymi i postaciami z krwi i kości, dla ponad osiemdziesięcioletniego kanonu Batmana stanowi pomniejszy apokryf, o którym za dekadę czy dwie mało kto będzie pamiętać, ale z roli ciekawostki wywiązuje się zaskakująco dobrze.


Batman/Fortnite: Punkt zerowy
Tytuł oryginalny: Batman/Fortnite: Zero Point
Polska, 2021
Egmont
Scenariusz: Christos Gage
Rysunki: Reilly Brown, Christian Duce



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive