Infernal War: Można nas nie lubić, ale z propagowaniem nazizmu nie mamy nic wspólnego

Jedna z najbardziej cenionych polskich załóg z pogranicza black i death metalu - Infernal War - zagra niedługo kilka koncertów w Polsce, które są rozgrzewką przed powoli nadciągającą premierą nowego materiału, pierwszego od czasu "Axiom" z 2015 roku. Z okazji zbliżających się występów, planów wydawniczych i kolejnego mini "skandalu" rozmawiam z wokalistą, Warcrimerem.

Łukasz Brzozowski: Nazwałbyś siebie zapracowanym muzykiem?

Warcrimer: Nie, niespecjalnie. Wprawdzie na brak zajęć nie narzekam, ale udzielanie się w zespołach nie zabiera mi aż tak dużo czasu. Wymaga trochę poświęcenia, ale wciąż mogę to bez problemu pogodzić z codziennym życiem. Teraz akurat mam sporo na głowie, ale są to rzeczy związane bardziej z pisaniem o muzyce niż z jej graniem.

 

Z czego to wynika? Zmęczenie materiału? Jesteś członkiem aż trzech kapel, a jednak ostatni pełnoprawny materiał, na którym można usłyszeć twój głos ukazał się ponad trzy lata temu.

Nic z tych rzeczy. Większość z nas ma rodziny i regularną pracę. Gramy przede wszystkim dla własnej satysfakcji, a grywamy na żywo i nagrywamy wtedy, gdy wszyscy jesteśmy przygotowani i mamy wolne terminy. Tak naprawdę nowy materiał Infernal War usłyszałbyś już jakiś czas temu, ale nasze plany logistyczno-nagraniowe trochę pokrzyżowały covidowe obostrzenia. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze i myślę, że względnie niedługo ujawnimy na ten temat trochę więcej informacji. Iperyt też coś tam szykuje po długim okresie hibernacji.

Często zastanawiam się nad obecnością Infernal War albo Voidhanger na różnego rodzaju wydarzeniach - w końcu nie reklamujecie żadnej płyty, bo wasze ostatnie materiały już wypromowano dawno temu, i póki co nie zapowiadacie oficjalnie nic nowego.

Nie zapowiadamy, bo za wcześnie na szczegóły. Wszystko w swoim czasie. Żaden z zespołów, w których się udzielam nie działa też jak typowy profesjonalny twór, który cały czas musi coś wydawać, przypominać o sobie i promować swoje kolejne wydawnictwa. Koncertów nie gramy zbyt wiele i wynikają one nie tyle z potrzeby promocji kolejnych materiałów, co faktu, że najwidoczniej ktoś chce nas oglądać na żywo.

 

A gdzie w tym wasza potrzeba prezentowania się na żywo? Gracie, bo "tak trzeba"?

Większość z nas czerpie satysfakcję z energii wynikającej z grania na żywo, przy okazji traktując koncerty jako odpoczynek od codziennych obowiązków i możliwość spotkania się ze starymi znajomymi. Pewnie jest to też w miarę bezbolesny wentyl bezpieczeństwa dla całego szaleństwa, które w nas gdzieś siedzi, choć muszę przyznać, że mnie bardziej interesuje wyrzucanie z siebie pewnych emocji niż interakcja z ludźmi ze sceny. "Bo tak trzeba" zdecydowanie do nas nie pasuje.

 

O jakim rodzaju szaleństwa mówisz? Czym jest ono wywołane?

Ciemnością, która w nas siedzi i którą w sobie pielęgnujemy, gapieniem się w otchłań, szarpankami z nicością, niechęcią do bliźniego, a czasem i do życia w ogóle. Niezależnie od tego jak bezpośrednią muzykę gramy, wciąż jest to jakaś forma sztuki, przez którą się wyrażamy.

Te hasła bardzo ładnie brzmią, ale mają w sobie coś z szablonu bardzo powszechnie używanego w metalu ekstremalnym. Skąd to gapienie się w otchłań, skąd ciemność? Robicie to, by pielęgnować swoje wnętrze czy takie emocje wzbudza w was mroczna polska rzeczywistość?

Celowo ująłem to w trochę ironiczny sposób, ale taka jest prawda i każdy z nas mógłby się odnieść przynajmniej do jednej z wyżej wymienionych opcji. Mógłbym tu użyć poetyckich przenośni, blackmetalowej nowomowy lub nawiązać do różnych koncepcji duchowych bądź okultyzmu, ale uważam, że odrobina sarkazmu nie zaszkodzi. Poza tym chyba jestem już za stary na pełne patosu komunały, mimo że całą tę duchową otoczkę związaną z ciemną stroną traktuję bardzo poważnie. Dla jednych bliższa będzie koncepcja freudowskiego instynktu śmierci, dla innych po prostu diabeł, ale chyba mógłbym napisać kolektywnie, że to właśnie ta ciemna strona daje nam poczucie życia. Polska rzeczywistość nie jest dla nas wcale taka znowu mroczna. Kiedy graliśmy koncert w Turcji, przyjechali na niego ludzie z Iraku czy Syrii - ich rzeczywistość jest o wiele trudniejsza niż to, co my, Polacy, widzimy na co dzień.

 

Oczywiście, że rzeczywistość ludzi pochodzących z Iraku czy Syrii jest znacznie mroczniejsza, ale czy Polacy, którzy co najwyżej mogą sobie czasem ponarzekać na różne drobnostki, są w stanie się w nią wczuć?

Nie wiem, na ile jest to możliwe, bo pochodzimy z innego kręgu kulturowego, choć akurat ludzie, których tam poznaliśmy to byli maniacy metalu nadający na podobnych falach. Nie czuję też potrzeby ani obowiązku wczuwania się na siłę w tę rzeczywistość, mam swoją codzienność. Na pewno jednak metalowcy - i nie tylko - mają tam gorzej niż u nas. U nas nie ma już chyba nawet dresów biegających za długowłosymi.

Nasza codzienność też potrafi zaskoczyć - kilka dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł na temat Infernal War, w którym dosyć szeroko omawiano wasze - rzekomo - skrajnie prawicowe poglądy i przeszłość związaną ze sceną NSBM. Zdziwiłeś się, kiedy to przeczytałeś? Chyba mało kto przypuszczał, że akurat w 2021 roku ktoś będzie grzebał w tak dalekich odmętach historii zespołu.

Nie zadali sobie nawet najmniejszego trudu, żeby zrobić jakikolwiek research, ignorując masę materiałów i prawie dwie dekady naszej działalności. Jest afera i źli naziści? Są. Reszta gówno tam kogokolwiek obchodziła, bo chodziło tylko o tanią sensację i szukanie "nazioli". Pomijając kilka zwykłych baboli, jakie tam wypisali, wszystko opiera się o epizod ze skręcającym wtedy w stricte antychrześcijańskie rejony Honorem i jedną rozmowę sprzed dwudziestu lat, w której chciałem przedstawić Infernal War jako najbardziej ekstremalny zespół, którego świat ma nienawidzić. Rozumiesz, pełne kontrowersji odpowiedzi rodem z blackmetalowych zinów z lat 90. Nawet mój pseudonim ukradłem z tamtych czasów, choć akurat z czystej przekory. Oczywiście potem działo się u nas wiele i było sporo wywiadów, ale tego akurat już się nikomu sprawdzić nie chciało. Jeszcze by odkryli, że mamy na koncie dość egzotyczne koncerty, a nasz gitarzysta od lat gra w zespole Breathing Hell, który współtworzy z gościem z Singapuru, ale to już nie pasowałoby do artykułu o nazistach. Można nas nie lubić za wiele rzeczy, bo na pewno daleko nam do wrażliwych chłopców umartwiających się światem. Black metal zawsze był dla mnie muzyką antyhumanistyczną, amoralną i w taki czy inny sposób niebezpieczną. Jeśli to ma oznaczać wykluczenie ze świata grzecznego, poprawnego metalu, nie mam z tym problemu. Dlatego wcale nie zamierzam przedstawiać Infernal War jako biednego niewiniątka, aczkolwiek z propagowaniem tego mitycznego nazizmu albo jakieś rasowej supremacji nie mamy nic wspólnego.

Black metal zawsze był dla mnie muzyką antyhumanistyczną, amoralną i w taki czy inny sposób niebezpieczną

Mówisz, że nie macie nic wspólnego z nazizmem, ale duża grupa słuchaczy czy dziennikarzy uważa inaczej. Bardzo cię ten fakt irytuje czy może z biegiem lat nauczyłeś się to ignorować?

Dotyczy to raczej konkretnego środowiska idiotów, którzy bardzo chcą być aktywistami, ale tak, żeby było bezpiecznie, więc z ONR walczyć nie pójdą, bo przecież to koncert Infernal War jest krynicą prawicowego ekstremizmu. Logiczne, nie? Pierdolić ich. Pomijam już fakt, że teraz banda oszołomów wszędzie znajduje różne "-izmy" i "-fobie". Paradoksalnie, kilka razy to właśnie starsi właściciele klubów o punkowym/lewicowym rodowodzie sprzeciwiali się nagonce na nasze koncerty, mówiąc wprost, że wiedzą, jak to z nami jest i nie dadzą się zastraszyć. Czasem nawet kończyło się to długimi, ciekawymi dyskusjami, które bardzo miło wspominam. Wracając do tematu - czasem pokrzyżuje nam to wszystko jakieś drobne plany, ale generalnie niespecjalnie mnie to rusza. Nie jesteśmy uzależnieni od grania koncertów i jeśli jakieś odwołają, to nasz świat się nie zawali. Czasem nawet nieco ironicznie mówię, że mogliby w końcu coś odwołać, kiedy mamy zaplanowanych więcej występów w krótkim przedziale czasowym. Poza tym na brak zainteresowania naszą muzyką w różnych częściach świata narzekać nie możemy, od lat jesteśmy w kontakcie z wieloma "egzotycznymi" zespołami, więc to tylko grupkę smutnych białasków wiecznie boli dupa.

Sądzisz, że przez takie sytuacje toksyczny prawicowy ekstremizm może zataczać coraz szersze kręgi? Wspomniane przez ciebie marsze ONR-u odbywają się w piknikowej atmosferze, a najgłośniejsi krzykacze niewiele z nimi robią, za cel wolą obierać koncerty takich grup jak wasza.

Ja generalnie uważam, że i ONR, i ich totalni przeciwnicy mają prawo do legalnych marszy w jakichś tam ramach, bo zakazywanie wszystkiego, co stoi po drugiej stronie barykady kończy się jeszcze większą polaryzacją, a do tego karmi wszelakie ekstremizmy. Ja sam, mimo że bliżej mi do jakiegoś tam swojskiego tradycjonalizmu, patrzę na to wszystko raczej z boku i nigdy nie byłem szalikowcem żadnej partii politycznej. Tak samo brzydzę się debilizmami skrajnej lewicy, jak i wyczynami ich lustrzanego odbicia, ale jednocześnie mam zbyt nihilistyczne nastawienie, żebym nie mógł z ich powodu spać spokojnie [śmiech]. Prędzej czy później i tak wszystko to runie.

 

Jest jeszcze jedna rzecz, o którą muszę dopytać, by domknąć wątek waszych domniemanych powiązań ze sceną NSBM. We wcześniejszych wypowiedziach się od niej odcinasz, ale jednak Infernal War grał na wydarzeniach typu Hot Shower - jak to można wyjaśnić?

Tak, graliśmy na Hot Shower, który gościł wiele kontrowersyjnych zespołów, a jego humorystyczno-totalitarna otoczka raczej nie przysporzy mu zwolenników w wiadomych kręgach. A dlaczego tam występowaliśmy? Ano dlatego, bo wpadła okazja dzielenia scenicznych desek z brazylijską legendą war metalu czyli Goatpenis i absolutnie tego nie żałuję. Był to morderczy black/deathmetalowy wieczór, a Brazylijczyków już w tym składzie nie zobaczę.

Wcześniej wspomniałeś, że ostatnimi czasy mocno zaktywizowałeś się w pisaniu o muzyce, ale robisz to już ładnych parę lat. Bycie członkiem kilku zespołów nie przeszkadza w zachowaniu dystansu? W przypadku słabszych płyt nie włącza ci się podświadoma litość i usprawiedliwianie artystów, którzy nagrali niespecjalnie zajmujące materiały?

Nie powiedziałbym, że aż tak mocno się zaktywizowałem. Czasy, kiedy miałem czas na tony recenzji i osiem wywiadów na numer już minęły, ale staram się dołożyć swoje pięć groszy. Przeważnie są to dwa/trzy wywiady, często z mniej popularnymi wykonawcami, których darzę szacunkiem plus recenzje - głównie głębokie blackmetalowe podziemie i muzyka z okolic industrial/ambient/drone. Szybkie promocyjne wywiady z artystycznymi has-beenami mnie nie interesują. Staram się pisać w bardzo prosty, trochę zinowy sposób, z perspektywy fana muzyki, bo nim w końcu jestem, zamiast się mądrzyć i pozować na kogoś, kto wszystko zna i patrzy na wszystko z góry. Zdaję sobie sprawę z tego, że kolejna "tylko" fajna płyta z retro-post-punkiem lub siarczysty death/thrash z Ameryki Południowej nie zmieni już mojego postrzegania muzyki ani nic do niej samej nie wnosi, ale jeśli potrafi sprawić, że morda mi się cieszy, to chcę o tym napisać w taki sposób, żeby fan takiej stylistyki wiedział, że warto po dany album sięgnąć.

 

Czy możemy na nadchodzących koncertach spodziewać się nowych numerów Infernal War?

Właściwie to gramy jeden nowy numer od kilku koncertów. Być możemy włączymy do setlisty kolejny. W ogóle myślimy nad jakąś organizacją całego seta - wrzuceniu czegoś nowego, ale też bardzo starego. Czas pokaże.

 

fot. Maciej Mutwil


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive