Jesteś moją matką? Publiczna psychoanaliza

86%

Osoby zainteresowane komiksem można podzielić na te, które są jeszcze przed lekturą "Fun Home" Alison Bechdel i na te, którym autorka z Pensylwanii poprzestawiała swoim debiutem sposób myślenia o tym wyjątkowym medium. Pierwsza grupa zdecydowanie nie powinna sięgać po "Jesteś moją matką?" przed nadrobienie zaległości, druga... może poczuć się rozczarowana, jeżeli liczy na równie emocjonalną, literacką i zwartą historię.

Oczekiwanie kontynuacji nie jest bezzasadne - po krótkiej, otwierającej komiks sekwencji ukazującej sen autorki/głównej bohaterki, jesteśmy świadkami na pozór niewiele znaczącej sceny, w której ciężarówka piekarni Sunbeam Bread zajeżdża drogę zamyślonej Bechdel. Znaczenie wydarzenia zostaje pogłębione w narracji przypominającej o tym, że pod kołami właśnie takiego pojazdu zginął jej ojciec, ale bez emocjonalnego bagażu, z jakim pozostawia publiczność "Fun Home" można po prostu przerzucić stronę i niewiele sobie z tego robić. Da się potraktować "Jesteś moją matką?" jako odrębne dzieło, ale od pierwszego kadru zyskuje dodatkową głębię, jeżeli potraficie je odnieść do poprzedniego.

 

Wrażenie obcowania z sequelem potęguje specyficzny styl rysunków i powtarzanie nietypowych, ale już wcześniej wykorzystywanych przez autorkę zabiegów. Ponownie stawia wyraźne granice pomiędzy obrazem a słowem, co służy wzmacnianiu osobistych przemyśleń odniesieniami do literatury i nauki w postaci dosłownych cytatów zaczerpniętych wprost z książkowych akapitów, zmodyfikowanych jedynie w zakresie podświetlenie kluczowych zdań. Ponownie dominuje cartoonowe portretowanie postaci, z okazjonalnymi skrętami w bardziej realistyczne rewiry na przykład przy prezentowaniu fotografii. Ponownie rysunki podporządkowane są obszernej treści i prędzej ona mogłaby egzystować bez nich niż na odwrót.

Jest też kilka nowych rozwiązań - rozpoczynanie rozdziałów od sennych wizji zaznaczonych czarnymi odstępami pomiędzy kadrami albo świetna seria minimalnie przesuniętych w czasie kadrów rozpoczętych objaśnieniem osobistej kosmologii w zaledwie trzech ikonach (ciekawe, że tak złożony temat w tak bogatym w tekst komiksie udało się sprawnie zobrazować w ekstremalnie minimalistyczny sposób) - ale pierwsze wrażenie jednoznacznie sugeruje, że nie wkraczamy do nowego świata, wracamy do dobrze nam znanego. To może z kolei rozbudzić oczekiwania, bo przecież lubimy to, co znamy, ale Bechdel ma ambicje, by zabrać nas w nieznane i dopiero, kiedy uda się wyzwolić od ciągłego porównywania "Jesteś moją matką?" z "Fun Home", można dostrzec jego odrębną tożsamość... Co pokrywa się zresztą z pointą komiksu - matka oryginał i córka jej kopia to niezdrowy układ, w którym żadna ze stron nie może w pełni poznać drugiej. Dopiero wyzwolenie się z "fabrycznych ustawień" pozwala zapoczątkować szczerą relację.

 

Koncepcja wprost zaczerpnięta z "Do latarni morskiej" Virginii Woolf (obszernie cytowanej na tych blisko trzystu stronach) i nie jest to jedyne podobieństwo do blisko stuletniej powieści opisującej losy rodziny Ramsayów. W obydwu przypadkach próżno szukać zwartej fabuły. Posługiwanie się strumieniem świadomości, licznymi przeskokami czasowymi, filozoficznymi i psychologicznymi introspekcjami czy skupienie się na pojedynczych myślach zamiast na akcji to główne narzędzia narracyjne, a użycie wszystkich w jednym dziele musi skutkować chaotycznością. Z początku trudno się do tego przyzwyczaić, są takie momenty, kiedy konieczne będzie szukanie dodatkowej mobilizacji, by przebrnąć przez jakiś fragment (zwłaszcza te przypominające akademickie, podane na chłodno wywody), ale gdyby powyrywać kartki, poukładać je w kolejności chronologicznej, uporządkować i przenieść wszystkie cytaty na sam koniec w charakterze przypisów, dopiero wtedy przyszłoby się zmierzyć z potwornie nudną pozycją. Jeżeli nie wierzycie, to odszukajcie w sieci fanowską wersję "Pulp Fiction" poukładaną zgodnie z hollywoodzkimi prawidłami - to nie jest nawet w połowie tak samo interesujący film.

W najmniejszym stopniu "Jesteś moją matką?" przypomina pamiętnik, czyli kluczowy gatunek w przypadku "Fun Home". Obecność drugiego rodzica w tytule może sugerować podobną podróż przez tajemnice, drobne dziwactwa, burzliwe relacje zmieniające się na przestrzeni lat i wreszcie odnalezienie spokoju, ale próżno szukać tutaj podobnych treści z dwóch powodów, obydwu wskazanych przez samą autorkę. Przede wszystkim matka Bechdel żyła w czasie tworzenia i publikacji komiksu, co nie pozwalało na nabranie dystansu i skorzystanie z naturalnego zwieńczenia historii, jakim jest opuszczenie ziemskiego padołu. Nie da się również nie zauważyć, że Helen Bechdel nie była aż tak barwną i wdzięczną przy przenoszeniu na karty komiksu postacią jak Bruce Bechdel, ale córka wybrnęła z tej sytuacji (choć nie bez trudu, o czym sama wspomina), kładąc nacisk na ukazanie relacji, a nie wątków biograficznych.

 

Trudności w wypowiadaniu prostego kocham czy gwałtowne zaprzestanie składania pocałunków przed snem na czole córki zilustrowano z chwytającą za serce powagą, długie rozmowy telefoniczne albo odległe wspomnienia z dzieciństwa uderzają swojskim urokiem, a wartością absolutnie wyjątkową jest ujęcie krytyki dopiero powstającego komiksu w nim samym, w słowach jednej z głównych bohaterek. Helen Bechdel wcale nie cieszy się z tego rodzaju uwiecznienia, momentami czuje się wręcz zdradzona. Podobne chwile są bez dwóch zdań najbardziej angażującymi w "Jesteś moją matką?", ale konkurują z chwilami zdominowanymi przez dwie inne postacie aspirujące do miana głównych.

Pierwsza z nich to oczywiście sama autorka. Dziennik The Guardian określił ją jako lesbijską wersję Woody'ego Allena i chociaż podkreślenie orientacji seksualnej nie ma w tym przypadku większego znaczenia, zestawienie z twórcą "Annie Hall" czy "Manhattanu" wydaje się wyjątkowo celne. U obydwojga zmagania utrapionej artystycznej duszy z życiem w wielkim mieście oraz słabość do wikłania publiczności w prywatne sesje terapeutyczne zajmują istotne miejsce. Bechdel poświęca rozmowom na kozetce i relacjom ze swoimi terapeutkami bardzo dużo miejsca, może nawet odrobinę zbyt dużo, kiedy wiedziona jakąś koncepcją brnie aż do jej podręcznikowego źródła i przemienia się w wykładowczynię. Ewidentnie zachłysnęła się psychoanalitycznymi teoriami, a eksponowanie ich należy do najmniej zajmujących momentów komiksu, ale z drugiej strony to jedno z niezbędnych pasm w ciasno zawiązanym warkoczu inspiracji, bez którego rezultat nie byłby równie imponujący.

 

Druga postać to ściśle powiązany z akademickimi odlotami Donald Winnicott, zmarły w 1971 roku psychoanalityk, który musiał wywrzeć na Bechdel ogromne wrażenie, bo nie dość, że obszernie prezentuje jego przemyślenia, to jeszcze z czasem zaczyna sięgać do biografii i tak intymnych rozdziałów, jak pożycie z żoną oraz kochanką. W końcówce można nawet natrafić na autorefleksję, autorka dostrzega to dziwne rozłożenie ciężaru narracyjnego pomiędzy bohaterki i bohatera, kiedy w myślach wyznaje przed sobą samą: Jeszcze jej nie powiedziałam [matce], że moja książka o nim będzie też książką o niej.

 

Książka to jedyne określenie na "Jesteś moją matką?", jakie autorka stosuje i rzeczywiście takie wrażenie może się pojawiać w trakcie lektury. Jest to jednak zupełnie inna książka niż "Fun Home", uboższa w akcję i wyraźnie zarysowaną dramaturgię, za to obrazująca szczere, nierzadko bolesne spojrzenie w głąb siebie, a w dodatku zakończona bez zakończenia, bo przecież życie nie składa się z fragmentów filmowego uniwersum wieńczonych spektakularnymi finałami. To ciekawe, świeże podejście nawet dziewięć lat po pierwotnej publikacji.


Jesteś moją matką?

Tytuł oryginalny: Are You My Mother?: A Comic Drama

Polska, 2021

Timof Comics

Scenariusz: Alison Bechdel

Rysunki: Alison Bechdel



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive