Bleeth: Chciałam bazować na własnych emocjach, a nie na teoriach

Floryda i metal to geograficzno-gatunkowe połączenie, które stanowi rekomendację na miarę Nowego Orleanu i jazzu albo Detroit i techno, ale zazwyczaj kojarzone jest z death metalem oraz takimi kapelami jak Death, Deicide czy Morbid Angel. Bleeth zachowuje podobny poziom brutalności, ale z dodatkiem post-metalowej tajemniczej aury i ponurego nastroju.

Zespół powstał w 2014 roku i szybko podbił serca lokalnej publiczności. Cztery lata później, po wydaniu debiutanckiego "Geomancer", Bleeth znalazło się w kręgu zainteresowań krajowych mediów, a na tegorocznej EP-ce - "Harbinger" - doprowadziło swoje masywne, post-metalowe brzmienie do perfekcji. W zakresie tekstów pojawiają się tutaj natomiast takie tematy, jak brak wiary w siebie, brak wiary w tak zwane "moralne autorytety" i kolejne kryzysy społeczne popychające świat w kierunku autorytaryzmu.

Rozmowa z Soundrive (Lauren Palma - wokal, gitara)

Nie zajmowałabym się muzyką, gdyby nie rodzice, którzy zawsze mnie wspierali i pozwalali oddawać się dowolnej pasji.

 

Zanim zajmowałam się muzyką, byłam... Zajmuję się muzyką tak długo, odkąd sięgam pamięcią. Zanim zaczęłam grać na gitarze w zespole, skupiałam się jednak na muzyce klasycznej. Miałam kilku świetnych nauczycieli w szkole publicznej, ale ostatecznie sama uczyłam się gry. Skończyłam studia ze specjalizacją w grze na waltorni, a kilka lat później sięgnęłam po gitarę z jednym drobnym zastrzeżeniem - chciałam bazować na własnych emocjach, a nie na teoriach. Chciałam znaleźć taki sposób na wyrażanie siebie, który nie wiązałby się z żadnymi zasadami.

Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to miami bass, freestyle, post-punk z lat 80. Pierwszym zespołem, dzięki któremu sama chciałam zacząć grać w kapeli było Glassjaw.

 

Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to playlista z zespołami z Florydy, którą przygotowałam na Spotify. Mam na jej punkcie obsesję. Floryda skrywa kilka wyjątkowych skarbów - Wrong, Floor, Torche. Nowy album Psychic Mirrors - "Ophilia" - to też niezła jazda. Chcecie posłuchać [śmiech]?

 

Mój ulubiony artysta niezwiązany z muzyką to bez dwóch zdań James Turrell. Sposób, w jaki używa światła, by zmienić postrzeganie rzeczywistości przez obserwujące osoby wydaje mi się tym, czym musi być zażycie DMT.

 

We współczesnej muzyce najbardziej lubię melodyjną ciężkość tworzoną za pomocą powtarzających się rytmów. Lubię, kiedy coś mnie zaskakuje albo kiedy chwyci mnie tak, że nie mam wyjścia i muszę zacząć się ruszać.

 

We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię... Niewiele jest takich rzeczy, mam otwartą głowę i lubię słuchać wszystkich nowych rzeczy.

Najbardziej w koncertach lubię publiczność. Lubię, kiedy wszystkich przeszywa ta sama energia i wszyscy dzielą to samo doświadczenie. Ta energia sprawia, że nawet najbardziej introwertyczna osoba zaczyna krzyczeć i śpiewać, odbijać się od innych osób albo nawet skakać ze sceny.

 

Nasza muzyka jest porównywana do Godflesh - to pojawia się dość często po wydaniu ostatniego albumu. Ktoś opisał nas też w taki sposób i myślę, że to dobrze pasuje: Ciekawe zjawisko w sludge'owej muzyce, wybrzmiewa w nim zarówno noise, jak i alternatywny rock z dodatkiem industrialu. Nigdy nie identyfikowaliśmy się z żadnym pojedynczym gatunkiem, gramy po prostu to, co czujemy i lubimy grać ciężko. Mamy bardzo różnorodne inspiracje.

 

Gdybym mogła sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to "A History of Bad Men" Melvins.

W wolnym czasie lubię podróżować. Uwielbiam oglądać i doświadczać nowych rzeczy i być blisko natury.

 

Mój ulubiony cytat z filmu to: Ból przypomina ci o przyjemności, która zdarzyła się naprawdę ["Blade Runner 2049"].

 

Gdybym w dorosłym życiu wciąż mogła robić coś, co robiłam w dzieciństwie, bawiłabym się (czyli siała chaos) w małym pokoju w domu moich dziadków razem ze wszystkimi kuzynami, z którymi dorastałam, kiedy nasi rodzice wychodzili do pracy.

W dzisiejszym świecie najgorsze jest... Gdzie zacząć? Ostatnio wszystko się sypie.

 

Polska kojarzy mi się z dawnym przyjacielem, Pawłem, z którym pracowałam w studiu nagraniowym w Financial District na Manhattanie. Pamiętam, że kiedyś ustawiliśmy w kręgu wszystkie wzmacniacze w studiu, wzięliśmy drogie gitary naszych szefów i staliśmy w środku, grając na nich.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive