Tokyo Revengers, tom 1. Najzwyklejsza podróż w czasie w historii

92%

O tym, że japoński komiks jest w szczytowej formie mogą świadczyć rekordy sprzedażowe ustanawiane na nowo niemal miesiąc w miesiąc. "Miecz zabójcy demonów" czy "Jujutsu Kaisen" rozbiły bank, "Tokyo Revengers" jest następne w kolejce po sukces, a pierwsze wydanie debiutanckiego tomu nawet w Polsce rozeszło się błyskawicznie.

W dwa dni magazyn wydawnictwa Waneko został całkowicie wyczyszczony z pierwszego tomu "Tokyo Revengers" i chociaż zainteresowanie w Polsce jest pokłosiem popularności w Japonii (w lipcu sprzedaż sięgnęła dwudziestu pięciu milionów egzemplarzy), o ślepej modzie nie może być mowy - Ken Wakui wykreowała intrygujący świat, w którym akcja została zawiązana przy użyciu elementu wyjętego wprost z literatury science-fiction, a jednak jego największą siłą pozostaje przyziemność.

 

Podróże w czasie bez użycia nowoczesnej technologii to wątek doskonale w popkulturze znany - od "Efektu motyla" z Ashtonem Kutcherem przez znakomitą grę wideo "Life is Strange" po "Erased. Miasto, z którego zniknąłem" Keia Sanbe. Wakui najwięcej zapożyczył właśnie od swojego rodaka, bo także jego bohater przenosi się do przeszłości w ściśle sprecyzowanym celu, z nadzieją na niedoprowadzenie do wydarzeń, które w przyszłości uśmiercą bliską mu osobę. Dwie cechy wyróżniają jednak perspektywę obraną w "Tokyo Revengers".

Przede wszystkim trudno pojąć, w jaki sposób mechanizm przeskoków w czasie tutaj działa, ale zamiast tworzyć skomplikowane teorie i za wszelką cenę uwiarygodniać nadnaturalne zjawisko, autor proponuje, żebyśmy przyjęli jego istnienie na wiarę. Podobnie jak zazwyczaj korzystamy z mózgu, serca czy dowolnego innego narządu bez pełnej znajomości jego fizjologii. Najciekawszym i nietypowym elementem podróży głównego bohatera jest z kolei konieczność interakcji - nie może korzystać ze swojej mocy bez kontaktu fizycznego z drugą osobą, co doskonale wpisuje się w jego osobowość jako niczym niewyróżniającego się, zależnego od innych dwudziestoparolatka po przejściach.

 

Hanagaki Takemichi z teraźniejszości ma idealnie przeciętną aparycję, wiedzie ubogie życie pełne frustracji i rozgoryczenia, co musi być do tego stopnia przytłaczające, że z sentymentem wraca w myślach do czasów nastoletnich, kiedy był pomagierem i workiem treningowym agresywnego gangu. Za tak parszywą funkcją bynajmniej nie tęskni, ale to właśnie wtedy po raz pierwszy (i jak na razie jedyny) związał się z dziewczyną, a żywione do niej uczucie pozostaje mu szczególnie bliskie (jej śmierć jest zresztą tym wydarzeniem, które próbuje odkręcić).

 

Takemichi ma nawyk przepraszania za wszystko, jest bojaźliwy, niepewny siebie, nie ma ambicji, w niczym nie chce być najlepszy na świecie, co powinno przecież stanowić główną cechę stereotypowego bohatera mangi shounen. Życie w biedzie i brak motywacji do działania mogą wzbudzać skojarzenia z Denjim z "Chainsaw Mana", ale łowca demonów już na pierwszych stronach pierwszego tomu odnajduje cel, a tymczasem Takemichi pozostaje przygnębionym przegrywem... i mimo wszystko walczy, choć trudno nie odnieść wrażenia, że jego motywacja jest pretekstowa - w rzeczywistości po prostu chce poczuć się zmotywowany do czegokolwiek. Zagubienie tego rodzaju odczuwa dzisiaj wiele młodych osób, a obecność kogoś takiego na stronach komiksu może dodawać otuchy.

Interesujące są również postacie drugoplanowe - silna, ale niepozbawiona kobiecości Hinata; Manjiro Sano (ułożony przywódca gangu Tokyo Manji) i jego prawa ręka, Draken czy nawet pomniejsze, nieistotne bandziory. Każdego Wakui sportretował z równą dbałością o szczegóły, dokładając wszelkich starań, by już na pierwszy rzut oka zdradzali odrębną tożsamość, a jednocześnie, by ukazywani na przestrzeni lat, z odmiennymi fryzurami czy ubraniami, pozostawali rozpoznawalni. Rysunki twarzy zazwyczaj pozostają przejrzyste, wykonane przy użyciu minimalnej ilości linii, co nie jest zabiegiem przypadkowym - w scenach wyrażających strach czy gniew cieniowanie wykorzystywane jest znacznie częściej, a dzięki kontrastowi, poważniejsze oblicza postaci potęgują stojące za nimi emocje, które z większą skutecznością mogą emanować na czytelników/czytelniczki.

 

Przy recenzji pierwszego tomu warto wspomnieć o pojawiającym się tu i ówdzie symbolu manji, który może wywoływać u zachodniej publiczności dyskomfort... To nie jest swastyka. Działalność japońskich wojsk po stronie Państw Osi w trakcie II wojny światowej i chęć pokazania złowrogiej bandy przestępców podsuwają takie skojarzenia, ale manji po pierwsze ma kształt lustrzanego odbicia hakenkreuza, po drugie jest ikoną znacznie starszą, reprezentującą szczęście. To zrozumiałe, że można poczuć się nieswojo gdy ot tak, bez dodatkowego komentarza znak kojarzony ze złem wcielonym pojawia się na czyimś ubraniu albo na okładce mangi, ale znajomość kontekstu jednoznacznie przekreśla podejrzenia o chęć wzbudzenia kontrowersji w tani, obrazoburczy sposób.

 

"Tokyo Revengers" ukorzenione jest na gruncie science-fiction, ale Wakui nie robi z tego wielkiej sprawy, jakby zrozumiałym i normalnym było istnienie młodego człowieka zdolnego do podróżowania w czasie. Zwyczajność i realizm to atuty, które okazują się rozciągać na wiele innych elementów mangi - nie ma tutaj syzyfowego podnoszenia poziomu mocy, widowiskowych transformacji, nie ma nawet wymyślnych technik walki, których nie dałoby się odwzorować w świecie rzeczywistym. Najbardziej niedorzeczny element fabuły to czynna wypożyczalnia płyt DVD w 2017 roku... Jeżeli spojrzeć na dotąd najbardziej popularne mangi 2021 roku ("Jujutsu Kaisen", "Miecz zabójcy demonów", "Atak tytanów", "Chainsaw Man" czy "My Hero Academia"), da się zauważyć, że takie podejście jest coraz rzadsze, a moc łatwego identyfikowania się z bohaterami/bohaterkami w warunkach przypominających najbliższe otoczenie działa ze zdwojoną siłą.


Tokyo Revengers

Polska, 2021

Waneko

Scenariusz: Ken Wakui

Rysunki: Ken Wakui



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive