Siderean - "Lost on Void's Horizon"

80%

Z wyszukanymi formami ekstremalnego metalu jest tak, jak z przedstawicielem niższej klasy średniej, gdy zamiast mortadeli podstawi się mu pod nos szwedzki stół. Przeskok z mierności do ekstraklasy może stanowić szok i trudno powstrzymać pokusę napchania się tym dobrodziejstwem na raz. Trzeba mieć jednak głowę na karku i kierować się rozwagą.

Tak samo sytuacja wygląda w przypadku death metalu i pochodnych, kiedy wykonawcy doskonalą techniczne rzemiosło i coraz lepiej radzą sobie z instrumentami. Wielu nie wytrzymuje napięcia w pogoni za własnym zachwytem, zapominając w tym wszystkim o piosenkach, stawiając na przesadzoną eksploatację rozwleczonych patentów. Na szczęście są też tacy, którzy wiedzą, co jest pięć i bezproblemowo znajdują równowagę pomiędzy aranżacyjnym kunsztem a chęcią podpalenia świata. Należy do nich Siderean.

 

Przed inauguracyjnym odsłuchem "Lost on Void's Horizon" sprawdziłem, co ten Siderean właściwie gra i już na starcie byłem gotów spakować walizkę, a następnie przećwiczyć angielskie wyjście. Stereotypy są w przypadku słoweńskiego składu niezbyt pomocne, a przy tym mylą tropy słuchacza. Łatka technicznego death metalu wrzucana przez zespół tu i tam, teksty o kosmosie, przestrzeni, kolorowa okładka... To wszystko bardziej pachnie zadartym wysoko nosem oraz treściami, które korespondują z muzyką cyrkową niż z faktycznym death metalem skutecznie wybijającym zęby. Na szczęście w rzeczywistości sprawy mają się zupełnie inaczej - kwartet z Lublany doskonale wie, jak komponować swój metal śmierci tak, by spuszczać nim łomot i zmuszać do wysilenia szarych komórek. Zamiast pójść na łatwiznę, zrobić z kompozycji jedną wielką gitarową solówkę i przez czterdzieści minut przeglądać się w lustrzanym odbiciu, panowie stawiają wyzwania sobie samym oraz nam. Ten album ma w sobie coś z układania puzzli - głowisz się przez pół godziny nad jednym, niemożliwym do dopasowania elementem, ale gdy już znajdziesz mu miejsce, układanka nabiera sensownego kształtu.

 

Z jednej strony wszystko na "Lost on Void's Horizon" sprawia wrażenie wyuczonego, głęboko przemyślanego, ale z drugiej czuję w tym autentyczny żar i chęć wciągnięcia odbiorcy do osobliwego, pozaziemskiego świata. Muzycy Siderean dobrze wiedzą, jak operować bogatym dorobkiem death metalu, mają na karku jego trzydziestopięcioletnią historię, więc inspiracje dobierają ostrożnie. Tak, by każdy element użyty w ramach tych rozbudowanych utworów miał właściwe zastosowanie. Gęsto eksponowane kanonady blastów są ważne, gitarowe warkocze zakręcone w trudny do zrozumienia sposób czy nieparzyste metrum i inne skomplikowane patenty również, ale kluczowa jest równowaga, dzięki której słuchacz nie znudził się nawet na moment. W "Sidereal Evolution" instrumentalne rozjazdy w kierunkach znanych chyba tylko ich autorom bardzo sprawnie przecinają d-beatowe odpryski, co wyjątkowo dobrze buduje poziom materiału. Podobnie sytuacja wygląda w drugim w kolejce "Traversing", gdzie po równo rządzą i palcołomne popisy gitarzystów, i prostacki wręcz riff przywodzący na myśl wczesne oblicze Death.

 

Dzięki takim płytom jak "Lost on Void’s Horizon", wiara w death metal nie maleje. Świeżsi przedstawiciele nurtu nie przyszli do tego światka, by zagrać jak dziesiąty klon Entombed, a raczej po to, by w oparciu o spuściznę gatunkowych legend zbudować coś własnego. Coś, co zostanie na lata.


Edged Circle/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki