Blank: Jestem kompletnie nieświadoma tego, co robię na scenie

Po mrocznej zimie i wczesnej wiośnie, pandemia znowu jakby ustąpiła, świat powoli się otwiera, a życie przynajmniej sprawia wrażenie takiego, jakie było dawniej. Jednym z bastionów celebrowania powrotu do normalnego trybu życia mogą być kluby, gdzie sił wciąż próbują młodzi DJ-e i DJ-ki operujący przeróżnymi stylistykami. Jedną z nich jest Joanna Piórkowska - znana przede wszystkim jako Blank, obracająca się w okolicach dark electro - a więcej o jej działalności dowiecie się z wywiadu.

Łukasz Brzozowski: Potrafisz zwalczać przeciwności losu?

Joanna Piórczyńska: Jak najbardziej. Wielokrotnie w życiu miałam sytuacje, gdy nie wszystko układało się tak, jakbym tego sobie zażyczyła, a jednak wychodziłam z tego obronną ręką i funkcjonowałam dalej. Trzeba zebrać siły, iść dalej i tyle - przekonałam się o tym przy zwykłych życiowych sprawach, tych zawodowych również, a nawet jako DJ-ka.

 

Co masz na myśli?

Nie muszę chyba dodawać, że covid jest jedną z tych rzeczy, które wyraźnie psują wszelkie plany i idee [śmiech]. Kiedy zaczęła się pandemia, znienacka straciłam pracę, ale nie mogłam sobie pozwolić na moment słabości, więc od razu znalazłam nową. To dało siłę do dalszego działania. Zresztą dziesięć lat życia spędziłam w Anglii i mój powrót do Polski rozpoczął się wyjątkowo niefortunnie.

Pewnie, nikt nie chciałby wrócić i trafić akurat na wirusa.

Nie chodzi o wirusa, bo w Polsce mieszkam od kilku ładnych lat. Mówiąc skrótowo, chodzi raczej o to, że rzeczony powrót wiązał się z pewnymi zgrzytami emocjonalno-psychicznymi, które solidnie mnie wydrenowały. Miałam wszystko, by potem nie mieć nic, a wygrzebanie się z tego zajęło mi trochę czasu.

 

Wpłynęło to na ciebie jako DJ-kę i artystkę?

Czy ja wiem... Chyba niekoniecznie. Może te wszystkie sytuacje umocniły mnie w tym, by poszukiwać wszelkich okazji do rozwoju artystycznego i je wykorzystywać. Jeśli dostaję możliwość zrealizowania pewnych założeń, wykorzystuję ją i nie zastanawiam się nad tym. Powoduje to, że jako DJ-ka nie spotkałam się z wieloma wyzwaniami, które wyraźnie by mi cokolwiek utrudniały, a wręcz przeciwnie. Jasne, pewne kłody pod nogami zawsze się trafią, o czym mówiliśmy na samym początku, ale w tym aspekcie jest ich wyjątkowo niewiele.

 

Brak możliwości grania na żywo wraz ze startem pandemii nie był takim właśnie poważniejszym wyzwaniem?

Nie, zupełnie nie [śmiech]. Zamknięcie klubów trochę dało mi w kość, ale dzięki temu wszystkiemu zrobiłam sporo dobrego w kwestii własnego rozwoju. Podszkoliłam technikę, zrozumiałam pewne nowe rzeczy i otworzyłam się na przeróżne opcje. Zaczęłam też w końcu grać z płyt, co dodało mi mnóstwo pewności siebie, więc kiedy tylko pojawiały się propozycje grania na różnych livestreamach, nie miałam żadnych zahamowań, by wziąć w nich udział.

Tak szybki progres to kwestia covidu czy bez niego skończyłoby się podobnie?

Jestem zdania, że bez covidu stałoby się podobnie, to była tylko kwestia czasu. Dosyć oszałamiający początek pandemii siłą rzeczy zmusił mnie do wykorzystania nadwyżki wolnego czasu, ale praca nad sobą samą w ramach szlifowania warsztatu stałaby się faktem prędzej czy później. Zaczęło się to tak, że mój bardzo dobry kolega, PCLZ, zaproponował, żebym odwiedziła go ze swoimi płytami i żebyśmy razem coś pograli. Kompletnie nie wiedziałam wtedy, jak grać z winyli, ale szybko podłapałam temat. Następnie godzinami pielęgnowałam różne techniki, zgrywanie płyt i po prostu samą płynność tego, co robię, aż w końcu osiągnęłam satysfakcjonujący efekt.

 

Satysfakcjonujący? A myślałem, że to ciągła pogoń za królikiem.

Masz rację, może źle się wysłowiłam. Gram na poziomie akceptowalnym dla siebie samej, ale nie jest też tak, że mogę okrzyknąć się wielką DJ-ką, która ogarnia absolutnie wszystko i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Cały czas pracuję nad swoimi umiejętnościami, bo jeśli chce się robić fajne rzeczy, trzeba nieustannie robić postępy, a przynajmniej próbować. W każdym razie - pewna swoboda w prezentowaniu setów przyszła mi całkiem szybko, a w pewnym momencie musiałam wręcz uważać, by niczego nie strącić od machania łapami [śmiech].

 

Wspomniałaś o livestreamach - czy jako DJ-ka nie masz trochę trudniej od "normalnych" zespołów, które poszły w tym kierunku? Siłą rzeczy nie jesteś w stanie zapewnić równie ekscytującego widowiska od strony wizualnej.

Zgadzam się, jest trochę trudniej, bo co robi DJ? Puszcza muzykę i giba się do niej. Nie tak prosto przykuć oko, kiedy ma się za sobą akurat takie elementy. Mimo tego, ludzie często mi mówią, że jestem bardzo ekspresyjna, dużo tańczę i to zwraca ich uwagę, ale to bardzo naturalnie sytuacje. Skoro lecą fajne rzeczy, to dlaczego mam stać w miejscu jak kołek?

To tylko i wyłącznie kwestia ekspresyjnej natury? Nie słyszysz z tyłu głowy alarmu, który daje znać, że trzeba się trochę poruszać, żeby nie było zbyt drętwo?

Absolutnie nic z tych rzeczy. Powiem ci nawet więcej - jestem kompletnie nieświadoma tego, co robię na scenie. To zresztą dosyć zabawne, bo po secie potrafią podejść do mnie ludzie i komplementować, że przyjemnie się mnie obserwowało, że tańczyłam jak szalona, a do mnie ten fakt nie dochodzi [śmiech]. Później robi się jeszcze śmieszniej, ponieważ po jakimś czasie zaczynają wchodzić mi zakwasy i ogromny ból nóg. Dopiero wtedy uświadamiam sobie, skąd się to wzięło.

 

To musi być strasznie wyczerpujące.

Może się takim wydawać, ale rzeczywistość nie wygląda aż tak niepokojąco. Często jeżdżę na rowerze, prowadzę zdrowy tryb życia i daleko mi do wiecznie siedzącej postawy. Nie mam powodów do zmartwień. Poza tym, nie gram setów dzień po dniu przez bity rok, więc dostaję od losu wiele czasu na zasłużoną regenerację.

 

Ale zaczynasz grać coraz częściej - ostatnio pojawiłaś się na Ulicy Elektryków i zaprezentowałaś set sporej grupie słuchaczy. Był lekki stres?

Takie wydarzenia zawsze są na swój sposób stresujące. Kiedy grałam w ramach imprezy otwarcia Ulicy Elektryków, denerwowałam się tak bardzo, że nie wiem, jakim cudem wytrzymałam. Na szczęście dookoła było mnóstwo znajomych, więc ta myśl dostarczyła mi energicznego kopa i właściwie po dziesięciu minutach od rozpoczęcia setu wszystko wróciło w mojej głowie do normy. Pomyślałam: Ci wszyscy obcy ludzie pewnie nie są zainteresowani tym, co robię, ale obok stoi masa dobrych ziomków, więc właśnie dla nich postaram się dać z siebie wszystko.

Chyba niekoniecznie, bo dostałaś sporo pozytywnego odzewu chociażby po ostatnim występie i jestem przekonany, że nie są to reakcje tylko twoich znajomych.

Tak, muszę przyznać rację. Po wspomnianym przez ciebie koncercie podeszła do mnie jedna osoba i powiedziała, że nie ma absolutnie pojęcia, co ja właściwie gram i nie wie nic o tej muzyce, ale bardzo mu się podobało i wpadł w trans. Tego typu opinie napawają mnie wielką dumą, bo osiągnęłam to, czego chciałam. Nie słyszałam, by tego typu dark electro było specjalnie popularnym nurtem na Ulicy Elektryków, więc bardzo ucieszyłam się, że wyjście z czymś mniej konwencjonalnym przyniosło radość innym.

 

Na pewno też rozbudza to twoje ambicje.

W jakiś sposób na pewno. Mam trochę własnej muzyki, dużo dłubię, eksperymentuję i poszukuję, ale muszę to rozgraniczać i w jakiś sposób stawiać zwykłe życie ponad muzykę. Przez osiem godzin monotonnego pracowania na homeofficie po prostu wolę wyjść na rower niż spędzić drugie tyle nad dłubaniem w Abletonie.

 

Czyli praca w domu gorsza od biurowej?

Żebyś wiedział. Przynajmniej w moim przypadku tak to wygląda. Mam poczucie zamknięcia w czterech ścianach, bo jednak trochę dziwnym jest to, gdy przestrzeń do mieszkania, odpoczynku i robienia kreatywnych rzeczy staje się także przestrzenią do pracy. W jakiś sposób mnie to ogranicza i trochę denerwuje, dlatego mam też mniej mobilizacji do pracy nad własną muzyką. Potrzebowałabym znacznie więcej dyscypliny, żeby coś dokończyć.

 

 

Jesteś rezydentką klubu Ziemia w Gdańsku, który funkcjonuje w wielu kręgach jako ten dający wsparcie młodym artystom. Jak zaczęła się wasza współpraca?

Zaczęło się mniej więcej trzy lata temu. Anna Maria, która w tamtym czasie organizowała sporo wydarzeń w Ziemi, zaprosiła Moli z Oramics - pozdrawiam! - na przeprowadzenie warsztatów DJ-skich. Kiedy tylko zobaczyłam ogłoszenie, zamurowało mnie. Zawsze chciałam to robić i w końcu nadarzyła się szansa, więc od razu się zapisałam. Było super, a w międzyczasie Anna Maria rzuciła komunikat, że w Ziemi stoją mikser i CDJ-e i są do dyspozycji chętnych osób w tych tygodniach, kiedy nie ma akurat żadnej imprezy - jeśli ktoś miał ochotę, mógł pograć. Od razu skorzystałam z tej okazji, a później wszystko poszło z górki. Po czasie dostałam ofertę zagrania na pierwszej imprezie, razem z innymi debiutantami w tym światku, i mimo ogromnej niepewności, poszło jak z płatka. Reszta jest już historią.

fot. Zuzia Nowak


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive