Old. Shyamalan ponownie pokonany przez przerośnięte ego

28%

"Wizyta" i przede wszystkim "Split" wydawały się przełomem w karierze M. Nighta Shyamalana - w końcu zamiast podejmować kolejne nieudane próby przebicia "Szóstego zmysłu", który ponad dwie dekady temu wprowadził go na hollywoodzkie salony, obrał nowy kierunek. Wyzwolił się z poczucia, że musi tworzyć coraz to bardziej wymyślne "twisty", spokorniał i... wystarczyło kilka pochwalnych recenzji, by ego znowu przebiło sufit.

Shyamalan to trudny przypadek, autodestrukcyjne połączenie egotyzmu z przebłyskami geniuszu, twórca, który zawsze ma świetny pomysł wyjściowy, ale rzadko potrafi doprowadzić go do końca w sposób niewywołujący frustracji. Ziemska flora postanawia wykończyć ludzi; ojciec i syn w konfrontacji z dziką, postapokaliptyczną planetą; mieszkańcy osady odkrywający spisek, który zmienia pojmowanie przez nich świata; nimfa uwięziona w basenie - za każdym razem opis brzmi interesująco i równie często pierwszy akt faktycznie pochłania, ale z czasem misternie zaplanowana intryga przecieka przez palce reżysera/scenarzysty, a w garści pozostaje jedynie kolejne rozczarowanie.

 

"Kobieta w błękitnej wodzie" była przypadkiem szczególnym - Shyamalan chciał udowodnić sobie, publiczności, krytykom i grubym rybom z Hollywood tak wiele, że sam siebie obsadził w roli pisarza, któremu zwiastowane jest zmienienie świata za pomocą sztuki. "Old" można zaliczyć do tej samej kategorii - po uskrzydleniu przez pozytywny odbiór dwóch filmów, obniżony lot kolejnego ("Glass") wywołał panikę, więc wyprowadzono armaty z arthouse'owym ładunkiem, który zamiast przemieniać się w pięknie rozbłyskające na niebie wzory, bombarduje publiczność nieporadnością, kliszami i pozoranctwem.

"Old" nie jest aż tak nieudolnym tworem, jak "Kobieta w błękitnej wodzie" chociażby z tego względu, że bazuje na komiksie Pierre'a-Oscara Lévy'ego oraz Fredericka Peetersa i właściwie cały środek filmu stanowi dość wierną ekranizację powoli odsłaniającego swoje tajemnice pierwowzoru. Różnica jest natomiast taka, że po piętnastu latach zmienił się kontekst - artystyczne kino z elementami grozy i thrillera to ostatni bastion oryginalnych historii przynoszących duże dochody, a Ari Aster, Robert Eggers czy Jordan Peele podnieśli poprzeczkę tak wysoko, że Shyamalan zdaje się pod nią ledwo pełznąć. Jego sztuczki formalne (nagromadzenie "eksperymentalnych" ujęć, rozpraszanie uwagi widza, celowe gubienie ostrości i nietypowe przechodzenie pomiędzy planami) przypominają w tym kontekście zabawy z kamerą studenta, który właśnie realizuje swoją pierwszą etiudę.

 

Komiksowy fundament fabuły można streścić w jednym zdaniu - grupa osób trafia na tajemniczą plażę, gdzie czas płynie w tempie przemieniającym dzieci w nastolatków i dorosłych w starców w kilka godzin. Proste, zapowiadające zmagania z jednym z największych ludzkich lęków, doprawione subtelnymi elementami science-fiction - działa bez zarzutów, a w dodatku podążanie tropem szwajcarskich twórców uwolniło Shyamalana od ukierunkowania wydarzeń na zwrot akcji, którym nie mógłby nawet zaskoczyć, bo przecież tego się po nim oczekuje. Wszystko to, co reżyser postawił na tym fundamencie sprawia jednak, że zaczyna w tej piwniczce trącić stęchlizną.

W komiksie przeciwnikiem jest siła natury, w filmie panujący nad nią ludzie, co skutkuje stawianiem pytań dotyczących moralności i naszkicowaniem szerszego kontekstu społecznego. Nie trzeba jednak znać treści "Sandcastle" duetu Lévy/Peeters, by domyślić się, kto stoi za tym pomysłem - został tak niezgranie zobrazowany, że brakuje tylko nimfy wygłaszającej puste hasła rodem z taniej powieści alegorycznej... Co nie oznacza, że nikt w obsadzie w podobny ton nie popada. Dialogi w "Old" nie dość, że same w sobie są koszmarne, nienaturalne i często wręcz niepotrzebne, to w dodatku artykułowane przez aktorów i aktorki w kompletnie niewiarygodny sposób. Czasami jest to zabawne (na przykład na początku filmu, kiedy do mężczyzny zajmującego się chorą żoną podchodzi obca osoba, na co ten niczym robot wygłasza: Moja żona ma epilepsję. Jestem pielęgniarzem. Nazywam się Jarin), częściej irytujące i wprowadza w zażenowanie. Podobnie jak usuwanie guza wielkości melona scyzorykiem albo śmierć noworodka z powodu braku uwagi... Tak skrajnie niedorzecznych pomysłów w komiksie oczywiście nie znajdziecie.

 

M. Night Shyamalan wie jak przykuć uwagę, ale rozbuchane ambicje zabijają jego talent, sabotują każdy dobrze zapowiadający się pomysł. "Old" miało być artystycznym thrillerem z zabójczym żywiołem i prowokacją do dyskusji na temat poświęcania jednostki dla dobra ogółu w tle, ale zamiast oblicza twórcy "Szóstego zmysłu" czy "Niezniszczalnego", spomiędzy kadrów spoziera twarz Tommy'ego Wiseau. Publiczność może odczuć w trakcie seansu odwrotność siły oddziałującej na bohaterów i bohaterki filmu - dla nich czas płynie wyjątkowo szybko, w sali kinowej dłuży się w nieskończoność.


Old

USA, 2021

Universal Pictures

Reżyseria: M. Night Shyamalan

Obsada: Gael García Bernal, Vicky Krieps, Rufus Sewell



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive