Partycja: Jeżeli chcesz mnie zrozumieć, to nie warto wsłuchiwać się w teksty

Na maturze z języka polskiego może nie poszło jej najlepiej, ale egzamin z oryginalności, tworzenia brzmienia niepodobnego do nikogo innego w czasach, gdy jest to wyzwaniem ekstremalnie trudnym, zdała na piątkę z plusem.

Partycja wydała niedawno debiutancki album ("Dezorientacja"), a z poniższej rozmowy dowiecie się, jakie stoją za nią inspiracje, ambicje i co próbuje przekazać.

 

Jarosław Kowal: Nie jest to określenie naukowe, ale istnieje coś takiego, jak typoglikemia, czyli umiejętność poprawnego odczytywania słów czy zdań, w których popełniono różnego rodzaju błędy ortograficzne. Zacznę więc od przyznania się, że przez długi czas mój mózg kazał odczytywać twój artystyczny pseudonim jak Patrycja i dopiero kiedy nie mogłem odnaleźć ciebie za pomocą wyszukiwarki, odkryłem, że jesteś Partycją. Ta pomyłka często się zdarza?
Partycja: [śmiech] Jest to bardzo częste zjawisko u mnie w DM-ach i nie tylko. Nie twierdzę, że to błąd, bo mam na imię Patrycja i nie przeszkadza mi to, gdy ktoś tak się do mnie zwraca. Problem rodzi się dopiero wtedy, gdy ten błąd pojawia się w tytułach piosenek, gdzieś na featach, wtedy wiadomo, że jestem zmuszona zwrócić uwagę.

Kilka dni temu najstarszemu utworowi, jaki umieściłaś na YouTubie - "Omija czas mnie" - stuknęły dwa lata. To faktycznie pierwsze, co opublikowałaś czy zdarzało ci się wprowadzać "auto-cenzurę" i usuwać własne kawałki, które uznawałaś za słabsze w porównaniu z tym, co robisz teraz?
Nie spodziewałabym się, że minęło już tyle czasu... Chociaż nie minęło tyle od początku mojej działalności, bo pierwsze utwory zamieszczałam na Soundcloudzie mniej więcej pół roku wcześniej. Były to głównie piosenki w języku angielskim i po większości z nich ślad zaginął - z Soundclouda zostały przeze mnie usunięte, z dysku zniknęły przez mój stary komputer, który miewa dziwne humorki. Ale ostatnio znajomy z Kolumbii dał mi znać, że wiele z tych kawałków znajduje się na rosyjskim serwisie VK, więc zgaduję, że można się jakoś do nich dokopać.

 

Ale czy to jest tak, że nie lubisz tamtych utworów albo może nawet wstydzisz się ich, czy po prostu uważasz, że są zbyt odmiennego od muzyki, jaką teraz tworzysz?
Może niektórzy tego nie wiedzą, ale w podstawowej, bezpłatnej wersji istnieje na Soundcloudzie limit publikowanych minut, więc przekraczając go, po prostu usunęłam tracki, które wydawały mi się słabsze. Teraz na szczęście wrzucam muzykę na streamingi oraz na YouTube, więc nie muszę się martwić o jakieś ograniczenia. Z drugiej strony, zdarzyło mi się usunąć parę piosenek, bo były w mojej opinii wyjątkowo słabe, większość z nich to były również stare utwory, najczęściej wrzucone przez impulsywną decyzję. Teraz nie martwię się już o to - piosenki siedzą u mnie na dysku co najmniej miesiąc, zanim wlecą gdziekolwiek publicznie.

Pierwsze, co da się zauważyć przy porównaniu "Omija czas mnie" z tegorocznym albumem - "Dezorientacja" - to znacznie łagodniejszy nastrój, raczej emorapowy i brak zniekształceń głosu. Jak doszłaś z tamtego punktu do tego, w którym znajdujesz się obecnie?
Mam wrażenie, że na dojście tu, gdzie teraz jestem pozwoliło mi eksperymentowanie z muzyką - raczej nie ma w tej dziedzinie czegoś, czego bym się nie podjęła. Uwielbiam, gdy ludzie proponują mi współprace, które stawiają przede mną wyzwania. No i takim człowiekiem był przede wszystkim Distance, otworzył przede mną zupełnie inny świat muzyki niż ten, który do tej pory znałam. Każda osoba, która widnieje w trackliście albumu zasługuje na takie wyróżnienie.

 

No właśnie, mam wrażenie, że nawiązanie współpracy z Distancem, było przełomowym momentem. Dzięki niemu chociaż w twojej muzyce nadal jest dużo mroku, stała się bardzo taneczna.

Taneczny mrok to zdecydowanie coś, co mi odpowiada, ale kto wie, jaką formę jeszcze przybierze moja muzyka... Sama nie mam pojęcia, bo zazwyczaj nie planuję tego, co będę robić - wszystko powstaje spontanicznie. Chociaż przyznam, że w najbliższym czasie raczej będę trzymać się gdzieś w pobliżu muzyki elektronicznej.

Jaki obowiązuje między wami podział ról? Pojawiło się na nowym albumie kilka zaskakujących momentów, chociażby niemal nu metalowa końcówka "Spokoju". Distance ma wolną rękę czy wszystko wspólnie konsultujecie?
Bardzo naturalnie to wszystko przebiegało. Zazwyczaj najpierw Distance podsyłał mi demo beatu, a później dawałam znać, w jaki sposób mogłoby to fajnie zabrzmieć, czasami podsuwałam pomysł na aranżacje jakiegoś instrumentu, dogrywałam część wokali. Jakiś czas później otrzymywałam opinię, w jakim kierunku Distance chciałby, żeby to poszło. Bardzo rzadko zdarzało się, że dostałam beat, odesłałam wokal i na tym się kończyło. Na bieżąco wszystko ze sobę konsultowaliśmy. A końcówka "Spokoju" w metalowym stylu jest zasługą głównie Nobodyinfacta - to on dogrywał gitarę i uratował ten numer, bo miał już dawno leżeć w koszu.

A czy potrafisz opisać, jaką właściwie wykonujesz muzykę? Podejrzewam, że IDM, hyperpop, drum&bass i trap mogą być określeniami, które słyszysz najczęściej, ale chyba nie ma jednego od początku do końca właściwego.
Szczerze mówiąc, nie czuję się wystarczająco kompetentną osobą, aby to właściwie zakwalifikować i dobrze mi z tym, że innym też nie przychodzi to łatwo. Dzięki temu czuję, że mam chociaż minimalny wkład w rozwój muzyki. Ciesze się, że na ogół coraz rzadziej da się przypisać przeróżnym utworom jeden gatunek i mogę się przyglądać powstawaniu nowych odmian muzyki.


To może zamiast próbować uogólnić, łatwiej będzie wejść w szczegóły - jaka muzyka ma na ciebie największy wpływ?
Nie zdziwię nikogo, że jest to w dalszym ciągu emo rap lub trap, tacy artyści, jak Bones, $uicideboy$ i - trochę bardziej w kierunku trap metalu - Ghostemane, Lord Gasp czy Original God, mój faworyt ostatnimi czasy. Do tego rock/pop-punk, na przykład Bring Me the Horizon, Poorstacy, jakiś wave czasami poleci, dubstep, d&b, hyperpopu też sporo słuchałam, ale przejadł mi się - ostatnio słyszę go w polskim undergroundzie bardzo dużo. Jak widać, nie lubię rutyny w muzyce.

Element, który pozostaje niezmienny w twojej muzyce to teksty o melancholijnym, czasami pesymistycznym, bardzo osobistym charakterze. Nie masz oporów przed otwieraniem się przed słuchaczami/słuchaczkami czy jednak jakąś część siebie pozostawiasz w ukryciu?
Zdecydowanie pozostawiam część w ukryciu. Ukrywam się za tekstem, pozwalam słuchaczom wejść do mojego świata raczej za pomocą brzmienia. Zarówno w życiu prywatnym, jak i w muzyce mam problem z mówieniem o pewnych rzeczach wprost, więc korzystam z pośrednika, jakim jest dźwięk. W większości przypadków jeżeli chcesz mnie zrozumieć, to paradoksalnie nie warto wsłuchiwać się w teksty. Ale muszę przyznać, że ostatnio pracuję również nad inną, może trochę pozytywniejszą formą lyricsów.

 

Pisanie pozytywnych tekstów jest trudniejsze? Dość łatwo można popaść w nich w banał, a publiczność często odbiera je jako nieco płytsze.
Wydaje mi się, że obie formy - pozytywna i negatywna - mogą być banalne. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia - lubię dostarczać sobie wielu emocji i wrażeń, również poprzez muzykę, ale rzadko potrafię odnaleźć coś w tej z pozytywnym wydźwiękiem. Na pewno nie jest to jednak coś, czego nie można się nauczyć. Założę się, że każdy z nas miał kiedyś piosenkę, do której musiał się przekonać.

Do jakiej ty musiałaś się przekonać?
Jedyne, co przychodzi mi na szybko do głowy to właśnie Ghostemne. To był chyba 2016 rok, w tym czasie słuchałam sporo polskiej muzyki, a czegoś takiego u nas jeszcze nie było. Wcześniej zdarzało mi się słuchać rocka i nie potrafiłam zrozumieć, jak można sięgać po coś takiego, jak Ghostemane, ale ostatecznie tak się wkręciłam, że do dzisiaj śledzę jego działalność. A do większości polskiej muzyki mainstreamowej już nie jestem w stanie na nowo się przekonać.

Jest teraz taki trend, że mainstream coraz wyraźniej łączy się ze sceną niezależną, chociażby próby podejmowane przez Margaret na nowym albumie, Brodka nagrywająca z producentem brytyjskich post-punkowych zespołów czy Sarsa w duecie ze Swiernalisem - ciebie to nie przekonuje?
Ciesze się, że takie kroki są podejmowane, ale mnie tego typu muzyka nie kręci jako słuchacza. Uważam to za dobre, ale nie jest w moim guście, choć wiadomo - we wszystkim są wyjątki. Co innego jako twórcę - chętnie bym się podjęła jakichś dziwnych, zaskakujących współprac. Im więcej sprzeczności i kontrastów, tym lepiej.

 

Nie mogę nie zapytać o kadry czy fragmenty odcinków anime, którymi posługiwałaś się do zobrazowania wczesnych utworów. Pojawiały się tam między innymi "Tokyo Ghoul" i "A Silent Voice", ale czy to faktycznie jest dla ciebie jakiegoś rodzaju inspiracja, czy oglądasz anime i czytasz mangi, czy po prostu lubisz tę estetykę?
Teraz troszkę rzadziej oglądam anime, bo brakuje mi czasu, ale wcześniej bardzo często sięgałam po różne serie. Jest to dla mnie zarówno inspiracja, jak i prosta rozrywka. "Tokyo Ghoul" - mimo dość sporej krytyki - jest moim ulubionym anime i każdemu polecam je obejrzeć. Oczywiście marzy mi się też wyjazd do Japonii i może nawet realizacja klipu w którymś z tamtejszych miast...


Odnosząc się do jednego z twoim postów, napisałaś na maturze o hentai?

Niestety nie udało się... Pewnie dlatego dostałam tylko pięćdziesiąt cztery procent albo może dzięki temu? Sama już nie wiem, ale maturka z polskiego była w tym roku - moim zdaniem - wyjątkowo trudna, także cieszę się, że jest już za mną.

 

Szukałem informacji na temat twoich koncertów, ale wygląda na to, że wciąż jesteś przed scenicznym debiutem. Faktycznie Partycja to jak na razie całkowicie studyjny projekt?
W takim razie mogę cię zaskoczyć, bo mam grać już w sierpniu. Na razie nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, ale na pewno na moich socialach niedługo pojawi się więcej informacji.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive