5 płyt: Krzysztof Sarosiek (Zwidy, Hanako, Future)

Cześć, tu Krzysiek ze Zwidów, Hanako i Future. Soundrive chce, żebym opowiedział o pięciu fajnych płytach i Soundrive ma. Nie jest to raczej moje życiowe Top 5 - mieszczą się raczej w Top 15 - ale na ten moment poleciłbym je wam, gdybyście zapytali mnie: "Krzysiek, jakie pięć płyt polecasz z całego serce?".

No i poza tym, co jeszcze mądrego można napisać o "OK Computer", co nie? Jak na człowieka robiącego muzyczkę przystało, mam w domu tylko swoje płyty, których nie udało się sprzedać, a sam muzyki słucham w digitalu, więc przy okazji patrząc na swojego kompa, będziecie patrzeć na mojego kompa.

 

Speedy Ortiz - "Major Arcana"

Gdy parę lat temu graliśmy support przed Cloud Nothings, spędziłem chyba z piętnaście minut, mówiąc Dylanowi Baldiemu, jak uwielbiam zespół jego dziewczyny. Wyglądał na bardziej dumnego niż zażenowanego, ale chyba i tak wypada mi go przeprosić za ten kwadrans cringe'u. No ale to właśnie Sadie Dupuis i jej Speedy Ortiz pokazali mi wszystko, co dzisiaj w gitarowej muzyce jest dla mnie najlepsze i zwraca moją uwagę - ładne piosenki zepsute dziwnymi zmianami akordów, sprzęgami i wszystkim tym, co nieoczywiste. To też zespół, który otworzył mi te kilka lat temu oczy na to, że w gitarkach nie potrzeba doskonale wytrenowanego wokalisty z kluchami w gębie (przez całe dzieciństwo byłem fanem grunge'u i potem tak mi się wydawało) i że dziewczyny tak naprawdę robią tę muzykę znacznie lepiej. Zastanawiałem się, czy wybrać na tę listę ich drugi album - "Foil Deer", który zwykle umieszczałem w swoich Top 5 - ale ostatnio znacznie więcej słucham debiutu i chyba cenię go tak samo.

White Lung - "Sorry"

Zasadniczo uważam, że najgorsze w punku jest to, co jest jego absolutną podstawą i w związku z tym zupełnie nie interesują mnie punkowe zespoły tworzone przez punkową społeczność (chociaż oczywiście życzę im wszystkiego dobrego). Co innego, gdy biorą się za tę muzykę ludzie spoza tego środowiska. Mam wrażenie, że tak jest w przypadku White Lung. Ta kanadyjska ekipa urwała się ze świata zdecydowanie bliższego indie i kilka lat temu robiła najświeższą i najciekawszą muzykę w tym klimacie. Ich pierwsze trzy płyty - w tym właśnie "Sorry" - to główny składnik mojego soundtracku do wychodzenia z najgorszego okresu w moim życiu i dzisiaj kojarzą mi się wyłącznie wspaniale i wręcz wakacyjnie. Dodam jeszcze, że gdyby świat był dobry i sprawiedliwy, to ich gitarzysta byłby na każdej okładce Magazynu Gitarzysta od 2010 roku do końca ludzkości.

Hell Is For Heroes - "The Neon Handshake"

Totalny gateway drug do połowy tego, czego słucham dzisiaj. Gdyby trzynastoletni ja nie trafił na klip do "I Can Climb Mountains", pochłaniając godzinami teledyski na MTV2 (tak naprawdę najbardziej interesowało mnie wtedy Sum 41 i zacząłem oglądać tę stację dla nich), to zdecydowanie nie byłbym tu, gdzie jestem pod kątem obcowania z muzyką. To zresztą trochę symbol, bo wiele najważniejszych zespołów w swoim życiu poznałem właśnie wtedy i w ten sam sposób. A sam "Neon Handshake" to chyba album, którego posłuchałem najwięcej razy w życiu i do którego wciąż wracam bardzo regularnie z ogromną przyjemnością. Niesamowite, jak wspaniałą scenę post-hardcore'ową mieli wtedy Brytyjczycy. Swoją drogą, kilka z tamtych zespołów się niedawno reaktywowało - w tym właśnie Hell Is For Heroes. Jak tylko świat wróci do względnej normalności, to będę robił wszystko, żeby spełnić marzenie, które mam od osiemnastu lat i w końcu zobaczyć ich na żywo.

Teenage Cool Kids - "Denton After Sunset"

Uwielbiam Parquet Courts. To zdecydowanie jeden z tych zespołów gitarowych, które będą uznawane za "klasyk naszych czasów". Mało kto jednak wie, że zanim ci kolesie stali się symbolami indie post-hipsterstwa z Nowego Jorku, to byli prostymi chłopakami z Teksasu, którym pewnie nawet nie marzyło się, że zostaną ulubieńcami Pitchforka. Jeden z nich - Andrew Savage (geniusz!) - przewodził wtedy zespołowi Teenage Cool Kids. Ich ostatnia płyta - "Denton After Sunset" - to totalnie mój wybór, kiedy trzeba zabłysnąć jakimś nieznanym albumem i zapytać kogoś: A to słyszałeś/aś? Zasadniczo słychać tutaj już jakieś zalążki Parquet Courts (Andrew chyba nawet przerobił w Parquet Courts kilka piosenek Teenage Cool Kids), ale raczej grane bardziej na wkurwie i hałasie niż artystycznym zadęciu.

Liars - "Mess"

Tutaj trochę na przekór, ale uwielbiam ten album. Dlaczego na przekór? Zacznijmy od tego, że Angus Andrew to też jeden z moich absolutnych muzycznych bohaterów (Angus, proszę odpisz) i uwielbiam wszystko, co robi w Liars - od dance-punkowych początków przez bardziej noisowe rzeczy po wręcz nawet delikatnie gotyckie przeloty. "Mess" to była taka płyta, która postawiła mocno na "chamską" elektronikę i fanom Liars chyba nie bardzo siadła, a zespół rozpadł się po niej, zostawiając Angusa samego. No ale kurde, przecież tam jest banger na bangerze, a "Mask Maker" to kawałek, od którego zawsze zaczynam imprezy. Z kolei teledysk do "Mess on a Mission" to chyba mój ulubiony klip ever. "Mess" jako całość to dla mnie taki symbol artystycznej odwagi i szanuję go bardzo. Angus, proszę odpisz.

Zwidy, Hanako i Future wystąpią na Soundrive Festival 2021, który odbędzie się w dniach 10-15 sierpnia. Więcej informacji TUTAJ.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive