Pastry - "Band Apart"

75%

Lubię, gdy młode zespoły biorą się za bary z mocno wyeksploatowanymi gatunkami muzyki, ale nie boją się wrzucić w ich struktury siebie samych. Zamiast analizować szufladki i dumać, co wolno, a czego już nie wolno, podają na tacy własną duszę.

Korzystają z dobrze opatentowanych wzorców, mają za sobą pakiet inspiracji wypracowany przez innych artystów i skwapliwie z nich korzystają. Najważniejsze w ich podejściu jest jednak pokazanie swojego ja, bo po co komu muzyka, jeśli konieczne jest nakładanie maski i udawanie kogoś, kim się nie jest? Muzycy Pastrów na tegorocznej EP-ce doskonale rozumieją te założenia i pokazuje swoje oblicze w pełni - bez tuszowania, w pełnej krasie.

 

Wspomniałem o szczerości i próbie wplecenia w muzykę własnej tożsamości w ramach stylistyk mocno wyeksploatowanych. Jeśli chodzi o nowy materiał tej czteroosobowej ekipy, jest to jak najbardziej zasadna reguła. Trójmiejski skład pozostaje rozchwiany pomiędzy przebojowym przeplatańcem indie i alternatywnego rocka z początków obecnego stulecia i skleja te dwa kluczowe elementy sennością klasycznego shoegaze'u, stanowiącego tu element kontrastu. Z jednej strony mamy potencjalne hity i melodie, które wrzynają się do głowy, a ich potencjał komercyjny to rzecz oczywista; z drugiej całość nie jest do przesady wycyzelowana - autentyzm stanowi clou całości. Objawia się to przede wszystkim za sprawą przybrudzonego brzmienia i gitarowych eksperymentów, w których nie wszystko jest oczywiste i niekoniecznie układa się w zgodzie ze schematem zwrotka-refren. Upatruję w tym czegoś bardzo urokliwego, bo Pastry nie pytają nikogo o zdanie - po prostu rzeźbią według tego, co podpowiadają im serca.

 

Najważniejszą częścią "Band Apart" są jednak dla mnie jej... wady. Pastry nie pozują na zespół idealny, wręcz przeciwnie, zaliczają wpadki, ale czuję, że zupełnie ich to nie interesuje. Emocje stoją tu zdecydowanie na pierwszym miejscu, więc kogo by interesowały ewentualne niedociągnięcia warsztatowe? Są czymś pięknym, powiedziałbym nawet, że świadomym. Wsłuchajcie się w wyższe partie wokalne, gdzie Pascal Buła (muzyk Free Games For May) bardzo często znajduje się niebezpiecznie blisko granicy fałszu, a jeszcze częściej tę granicę przekracza. W "Regards" czy w "Sunset" ewidentnie słychać, że tor pomiędzy warstwą instrumentalną a śpiewem rozjeżdża się, ale tak dobrze spaja się to z szorstką specyfiką całości, że nie jestem w stanie narzekać. Odczuwam coś podobnego w prowadzących partiach gitary, kiedy miks czasami szaleje (jeśli o proporcje brzmieniowe chodzi), aczkolwiek to wszystko tworzy jedną, bardzo konsekwentną i intrygującą rzecz.

 

Pastry robią coś swojego, brną w to zapamiętale i nie oglądają się za siebie. Są świadome niedociągnięć, więc dzięki kompozytorskiej wyobraźni czynią z nich atut. To wszystko świadczy o wielkiej dojrzałości i pokazuje, że ten zespół ma jeszcze wiele do zaoferowania.


wydanie własne/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive