The Promised Neverland, tomy 1-7. Najlepszy anty-shounen wszech czasów

98%

Nie istnieją ściśle określone kryteria decydujące o tym, jak powinna wyglądać manga shounen, poza publikowaniem jej w magazynie, który będzie skierowany do nastoletnich chłopców. Faktycznie jednak dla wielu osób jest to określenie tożsame z niekończącymi się sekwencjami pojedynków, transformacjami, wystrzałami ki albo laserów i szeregiem innych schematów - "The Promised Neverland" wyłamuje się ze wszystkich.

Przy kilku wcześniejszych okazjach wspominałem, że żyjemy w epoce najciekawszych shounenów w historii i wspomnę o tym raz jeszcze. "Miecz zabójcy demonów", "Dr. Stone", "Spy x Family", "Jujutsu Kaisen", "Chainsaw Man" - to kilka dowodów na to, jak nietuzinkowe, oryginalne i zaskakujące potrafią być dzisiejsze mangi opatrywane tą etykietą. "The Promised Neverland" można usytuować nawet o szczebel wyżej - nie jest zręcznym żonglowaniem schematami albo subtelnym poszerzaniem ram konwencji, to jej całkowite zaprzeczenie.

 

Początkowe wydarzenia osadzono w radosnym, przypominającym Akademię Pana Kleksa sierocińcu. Za jego murami jest tak pięknie i miło, że aż chciałoby się pozbyć rodziców i trafić w to utopijne miejsce. Codzienną sielankę przerywają wprawdzie ekstremalnie trudne testy umysłowe, ale to niska cena za spokój i beztroskę. Wystarczy oczywiście kilka stron tej lukrowanej atmosfery, by nabrać podejrzeń, bo przecież nawet fikcyjny świat nie może być aż tak kolorowy i faktycznie nie jest. Żeby nie zdradzać zbyt wiele (bo nie od tego jest recenzja), sierociniec okazuje się ekskluzywną farmą dzieci przeznaczonych na przysmaki dla snobistycznych demonów.

Iluzja utrzymuje się mniej więcej przez połowę pierwszego rozdziału, później następuje zwrot w kierunku subtelnego horroru, ale nie jest to zmiana trwała - Kaiu Shirai nigdy nie ustaje w przekształcaniu nastroju, czasami serwuje psychologiczny thriller, kiedy indziej skłania się w kierunku mrocznego fantasy. Najciekawszy jest jednak sposób, w jaki tego dokonuje i właśnie w nim można upatrywać najbardziej "anty-shounenowego" elementu "The Promised Neverland". Lustrując strony kolejnych tomów, trudno nie zauważyć, że w wielu kadrach występują jedynie "gadające głowy", a bardziej dynamiczne momenty, które można by naciągnąć pod sceny akcji to przede wszystkim... gra w chowanego. Dla osób kojarzących shounen z "Dragon Ballem", "Naruto" czy nawet "My Hero Academia" może się to wydawać karkołomnym pomysłem, ale wystarczy wgryźć się w treść, by odkryć, z jak fascynującym światem mamy do czynienia.

 

Bezpośrednie starcia, bijatyki, dążenie do uzyskania miana największego wojownika na świecie - to proste motywy popychające akcję naprzód. W rękach sprawnego twórcy nie muszą nudzić mimetycznym charakterem, ale Shirai postanowił z nich całkowicie zrezygnować i ukazał siłę słowa, co w mangach tworzonych z myślą o nastoletnich odbiorcach jest nie tyle rzadkie, co ryzykowne... A przynajmniej takie mogło się wydawać, bo sądząc po ogromnym zainteresowaniu "The Promised Neverland", powiew świeżości był długo wyczekiwanym momentem na złapanie głębokiego wdechu.

Akcja w tym ujęciu to rozgrywki na poziomie szachowych mistrzów, nieustanne próby wyprzedzenia planów przeciwnika, bezsłowne batalie toczone w myślach ubrane w fałszywe uśmieszki i serdeczności obydwu stron konfliktu, które choć wiedzą, że zostały zdemaskowane, wciąż nie wychodzą z ról. Napięcie nie maleje ani na chwilę, nieustannie jesteśmy wprowadzani w poczucie dyskomfortu, a na każdą rozwiązaną tajemnicę przypada kolejna, jeszcze bardziej zagmatwana. Na szczęście można już tę historię wchłonąć w całości, bo w trybie dwumiesięcznego odstępu pomiędzy publikacjami nowych tomów, oczekiwanie na ciąg dalszy musiało być katorgą.

 

Shirai wie, gdzie uderzyć, żeby zabolało najbardziej dotkliwie. Posługuje się postacią matki do spotęgowania poczucia zdrady, ale dla niej także tworzy kontekst i nie pozwala na wyznaczenie wyraźnej granicy pomiędzy dobrem a złem. Nawet demony nie są w jego wyobrażeniu jednolitym monolitem, jak to zazwyczaj w historiach science-fiction bywa. Wystarczy wyobrazić sobie odwrotność takiej sytuacji, by dostrzec jej niedorzeczność - Polak z małej miejscowości ze wschodu, ten z dużego miasta na północy albo góral z południa będą przejawiać nieco inne cechy kulturowe, więc dlaczego tak często w literaturze czy komiksie obce rasy o równej lub większej liczebności są nijakie niczym bezmyślna masa zombie? W "The Promised Neverland" zadbano o ten detal - najpierw poznajemy demony-smakoszy, później dzikie jak wygłodniałe zwierzęta i w końcu takie, których od zjadania ludzi powstrzymuje religia. To wielowarstwowa, barwna rzeczywistość odkrywana ramię w ramię wraz z głównymi bohaterami.

"The Promised Neverland" to manga tak bardzo bogata w treść, że jeśli porównać początek pierwszego tomu z końcem siódmego, aż trudno uwierzyć, jak długą drogę wszystkie te postacie przebyły, a jednocześnie ani przez chwilę nie powstaje wrażenie narzucania zbyt szybkiego tempa, co pewnie jest zasługą między innymi zrezygnowania z pozbawionych dialogów i narracji widowiskowych scen pojedynków. Shirai nieustannie zwodzi czytelników/czytelniczki i od pierwszej do ostatniej strony utrzymuje w stanie podwyższonego napięcia, co jest umiejętnością wyjątkową i niesamowicie rzadką. Dorzućmy do tego odrobinę horroru, postapokaliptycznych plenerów, których nie powstydziłyby się gry z serii "Fallout" oraz niesztampowe, dające się lubić postacie, a rezultatem jest swoisty anty-shounen, który depcze stereotypy i szablony. Kategoria wiekowa przestaje mieć w tym przypadku jakiekolwiek znaczenie, każda osoba, która ceni sobie zawiłą fabułę i chwytające za gardło emocje błyskawicznie da się wciągnąć.


The Promised Neverland

Tytuł oryginalny: Yakusoku no Neverland

Polska, 2018-2019

Waneko

Scenariusz: Kaiu Shirai

Rysunki: Demizu Posuka



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive