Paerish - "Fixed It All"

75%

Właśnie wracasz ze szkoły. Przydeptywane butami nogawki stanowczo za szerokich jeansów wzbudzają lament twojej matki, twój zresztą też. Nie kupisz jednak nowej pary spodni, bo całe kieszonkowe wydałeś na "Grand Theft Auto III" i hamburgera w szkolnej stołówce. W każdym razie, wszedłeś do domu, wgramoliłeś się po schodach do pokoju, rzucasz plecak na podłogę, włączasz najnowszą płytę Paerish i czujesz się błogo. Masz osiemnaście lat, kalendarz pokazuje rok 2001, życie to zabawa.

Otwórz oczy, prawie dałeś się nabrać! Wcale nie mamy roku 2001 i wcale nie wracasz ze szkoły. Tak naprawdę jesteśmy w 2021 roku, a ty właśnie opuściłeś biurowiec, w którym pracujesz i szczerze tej pracy nienawidzisz. Mimo tego, odpalasz "Fixed It All" i się w niej zatracasz, bo to płyta odsuwająca szarą rzeczywistość na bok.

 

Mamy czerwiec, od kilku dni pogoda jest wybitnie letnia, więc Francuzi z Paerish podstawiają pod nos idealny soundtrack pod te okoliczności. Zero angażowania szarych komórek, brak konieczności intelektualnego wysilania się ponad miarę. Nie brzmi to najlepiej, a nawet sugeruje, że "Fixed It All" jest rzeczą dla półgłówków, ale rzeczywistość wygląda inaczej. Na najnowszym krążku czwórka dżentelmenów z Paryża oferuje coś, co można bez większego skrępowania nazwać rockiem wakacyjnym. Chodzi oczywiście nie o konkretną klasyfikację estetyczną, a bardziej pewną konwencję - to muzyka zbudowana w oparciu o siłę melodii, lekko naiwną nastoletnią emocjonalność i przede wszystkim patenty, które chce się zapamiętać. Tych ostatnich Paerish ma w rękawie sporo, ale lubią tonować napięcie, bez wystrzeliwania się ze wszystkich pomysłów na raz.

 

Ich pomysł na siebie nie jest wprawdzie niczym, czego już wcześniej byśmy nie poznali, ale urok zespołu polega na odgrzewaniu tego kotleta tak, by dobrze smakował. Wyjątkowo przekonuje mnie chociażby zawartość "Mike + Susan" - czuje się omamiony starymi, dobrymi trikami, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Wokalne przeskoki z delikatnego śpiewu do krzyku, prosta partia solowa na parę dźwięków i przede wszystkim riffy, które nawet w cięższych momentach są otulone rozmywającymi je efektami. Wyjątkowo sympatycznie brzmi też następny w kolejce "Violet", stojący gdzieś na skraju post-grunge'u i pop-punkowej słodyczy Blink-182 z "Enema of the State". A jeśli szukacie alt-rocka w tradycji drugiej połowy lat 90., to od razu przeskoczcie do początku płyty i "Archives", gdzie melancholia bucha we wszystkich kierunkach.

 

"Fixed It All" ma w sobie grzech doraźności, który powoduje, że może nie brzmieć tak dobrze w innych porach roku niż lato czy późna wiosna. Mimo tego drobnego szkopułu, mocno się jednak polubiliśmy. Panowie w stu procentach wykorzystują umiejętność żonglowania przyjemnie kojarzącymi się kliszami i ja to kupuję. Kupi to zresztą każdy, kto lubi bezpretensjonalne przeboje.


SideOneDummy/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki