Czary zjary 3: Złe wyjście. Requiem dla snu w wersji Cartoon Network

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyli sobie wiedźma Megg, kot Mogg i wilkołak Jones. Każdy grosik wydawali na ćpanie, oddawali się ekstatycznym "chemorujom", gapili się w ekran telewizora i nic nie wskazywało na to, że będą żyć długo, a tym bardziej szczęśliwie.

Trzecie spotkanie z ekipą wykreowaną przez Simona Hanselmanna nieznacznie różni od dwóch poprzednich i należy to potraktować jako dobrą wiadomość, bo formuła nie dość, że jest sprawdzona, to w dodatku nadal się nie wyczerpała. Jej fundament to kontrast pomiędzy niemal baśniowymi postaciami i dalekimi od fantastycznych, narkotycznymi przygodami, co zazwyczaj bawi, ale ma także wyczuwalny posmak goryczy.

 

Rysunki z jednej strony przypominają kreskówki spod znaku CalArts (nie do końca trafne określenie na między innymi "Niesamowity świat Gumballa" czy "Stevena Universe"), z drugiej skromne środki wyrazu nie przeszkadzają sprawnej ręce wyrażać wielu emocji nawet za pomocą jednej, zakrzywionej w odpowiedni grymas linii. Może się to kojarzyć z twórczością Chucka Jonesa, który Bugsowi, Daffy'emu i całej reszcie panteonu Zwariowanych Melodii potrafił nadać czytelną, wyrazistą ekspresję przy użyciu minimalnej ilości pociągnięć ołówka. W połączeniu z dość szczegółowymi - jak na tak niewielkie kadry - plenerami, gdzie na tle szarych ścian walają się butelki i wiadra do palenia, powstaje przedziwny świat skrajności. Przyziemny i odrealniony zarazem, zabawny i posępny, ale także przystępny i hermetyczny.

Mało osób do poruchania i pogadania - stwierdza jedna z postaci, zauważając w jak ciasnej bańce toczą się losy jej towarzystwa. Faktycznie choć "Złe wyjście" często wzbudza skojarzenia z sitcomem, historią rodziny, której życiowe perypetie toczą się wokół kanapy usytuowanej w salonie, Megg w niczym nie przypomina Ala Bundy'ego albo Homera Simpsona. Nie jest poczciwym nieudacznikiem z klasy robotniczej, który cały czas kombinuje, jak by tu drogą na skróty, ostatecznie prowadzącą do samych nieszczęść, odrobinę podnieść poziom życia najbliższych. Jej życie już przemieniło się w pasmo klęsk i chociaż desperacka walka o utrzymanie świadczeń z socjalu albo krążenie po lombardach z nadzieję na przynajmniej kilka dolców więcej za od lat nieużywane graty potrafią rozbawić, Hanselmann równie często uderza w przygnębiający ton. Za pomocą pojedynczego kadru potrafi wyciąć bohaterkę o aparycji Złej Czarownicy z Zachodu z "Czarnoksiężnika z krainy Oz" z komicznej sytuacji i wkleić ją (a także Mogga i Jonesa) na plan "Requiem dla snu".

 

O ile film Darrena Aronofsky'ego ukazywał upadek, o tyle w "Złym wyjściu" dno zostało osiągnięte dawno temu. Nieprzytomny, naćpany ojciec zabarykadowany w toalecie i czekające na niego w samochodzie dzieciaki; orgia połączona z dewastacją mieszkania; zażywanie wszystkiego, co może wywołać choćby namiastkę odlotu, kiedy brakuje pieniędzy na byle dopalacz - żadne z tych wydarzeń nie zostało podszyte dramaturgią, wzmocnione rozpaczą, uszlachetnione patosem czy poddane romantyzowaniu za pomocą upiększania brzydoty. Po prostu tam są, jako elementy codzienności, zwyczajniejsze od porannego jogurtu albo wieczornego serialu na Netflix-ie.

Poruszenie wzbudza natomiast scena, w której Megg rozstaje się z rolkami otrzymanymi w dzieciństwie od matki. Nie musi tego robić, podobnie jak nie musiała wcześniej odsprzedawać za grosze swoich ukochanych pluszaków, ale siła nałogu zwycięża i ze łzami w oczach pozbywa się nie przedmiotów, nawet nie pamiątek z dzieciństwa, tylko resztek swojej osobowości. Odcina ostatnie cumy, które łączyły ćpuńskie życie na mecie z niepozbawionym trosk, ale spokojniejszym dzieciństwem. W takich momentach uśmiech gwałtownie rzednie, a czarny humor zastępuje czarna rozpacz.

 

Rolki to ważny symbol w "Złym wyjściu", a ich znaczenie zostaje naświetlone w retrospekcyjnej scenie. Dzięki temu kiedy pod koniec tomu Megg w pośpiechu musi wracać do rodzimego domu, od razu można odczuć wagę tego wydarzenia. To nie będzie zaledwie opuszczenie dającej złudne poczucie bezpieczeństwa kanapy, ale konsekwencje wyjazdu poznamy w pełni dopiero w kolejnej słodko-gorzkiej opowieści Simona Hanselmanna. Pewne jest natomiast, że nigdy dotąd nie odsłaniał się przed czytelnikami i czytelniczkami w aż tak dużym stopniu. To jego najbardziej osobisty komiks, pokazuje trudy życia na marginesie społeczeństwa i gotowość do poświęcenia wszystkiego, by z owego marginesu nie zniknąć, ale tym razem bez przekonania, że jakoś to będzie, a raczej z poczuciem, że wszystko się sypie. Osoby, które są lub były w podobnych sytuacjach życiowych przewrotnie znajdą tutaj jednak pokrzepienie albo przynajmniej chwile wytchnienia.


Czary zjary 3: Złe wyjście

Tytuł oryginalny: Bad Gateway

Polska, 2021

Timof Comics

Scenariusz: Simon Hanselmann

Rysunki: Simon Hanselmann


Czary zjary, sukienki i komiksy, czyli kim jest Simon Hanselmann


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive