Ciche miejsce 2. Cisza, ja i czas

92%

Od kilku lat horror jest jedynym gatunkiem, w którym można realizować autorskie, często artystyczne wizje i jednocześnie osiągać imponujące wyniki w box offisie, a "Ciche miejsce 2" to kolejny tego dowód - żaden inny film nie wyśrubował w trakcie pandemii równie wysokiej sprzedaży biletów. Ilość wprawdzie nie zawsze idzie w parze z jakością, ale John Krasinski ponownie stanął na wysokości zadania.

Krasinski powrócił nie tylko za kamerę, miał się pojawić również przed nią, co natychmiast wzbudzało obawy przed użyciem typowo hollywoodzkich scen z "duchami" czy "wizjami" towarzyszącymi głównym bohaterom, prowokujących do refleksji albo przesyłających ostrzeżenia zza światów. Tego rodzaju nadnaturalne dodatki za każdym razem utrudniają zawieszenie niewiary i uwierzenie, że to, co dzieje się na ekranie do jakiegoś stopnia jest prawdopodobne (Najlepszy przykład to Sheri Moon Zombie i biały koń w drugim "Halloween" Roba Zombiego).

 

Dorzućmy do tego stereotyp sequela filmu grozy, który co do zasady nie powinien dorastać do pięt oryginałowi (choć nie brakuje kontrprzykładów, między innymi "Koszmar z ulicy Wiązów 2: Zemsta Freddy'ego" czy "Martwe zło 2"), a powrót do "cichego miejsca" mógłby się wydawać ryzykownym ruchem. Reżyser wykazał się jednak dużym wyczuciem i kunsztem, który pozwolił podnieść poprzeczkę na wyższy poziom. Druga część historii rodziny Abbott jest jeszcze bardziej emocjonująca i intensywna, odrobinę powiększa świat przedstawiony, ale nie traci kameralnego charakteru.

W pierwszych scenach zostajemy przeniesieni do wydarzeń sprzed ataku obcych i znowu zapala się czerwona lampka - prequel to przecież jeszcze jeden horrorowy schemat, w dodatku wyjątkowo niewdzięczny (trudno wskazać na w pełni uznany, niewymagający sentymentu przykład poza "Krąg 0. Narodziny"). Ponownie jednak ostrzeżenie okazuje się fałszywym alarmem - kilkanaście minut sprzed ukazania planszy tytułowej to skondensowany materiał na odrębny film, apokaliptyczne science-fiction perfekcyjnie stopniujące napięcie, a w końcówce narzucające tak zawrotne tempo, że zapiera dech w piersiach.

 

W tym krótkim wstępie Krasinski ukazuje nowe, potężne narzędzie, jakim wcześniej nie dysponował. Okazuje się, że z dużą sprawnością konstruuje sceny akcji, płynnie przechodzi od desperackiej ucieczki samochodem do popłochu na ulicach i zbierających żniwa kosmitów, od ukrywania się przed czyhającym za oknem najeźdźcą po strzelaninę. Nie tylko pewna ręka reżysera zaskakuje, ale również tak szybkie wyrobienie sobie charakterystycznego stylu, wyraźnego przede wszystkim w późniejszych momentach filmu. Akcji zawsze towarzyszy równy rytm - postacie korzystają z chwili na złapanie oddechu, natrafiają na problem, którego rozwiązanie wymaga rozdzielenia się, a w momencie kulminacyjnym obserwujemy je na przemian. Napięcie nie piętrzy się jednorazowo w odniesieniu do jednej postaci i jednego wątku, ale nawet w trzech jednocześnie. Wywołuje wręcz fizyczne odruchy w kulącym się w fotelu pod naporem tak przygniatających emocji widzu.

Z drugiej strony treść scenariusza nie padła ofiarą widowiskowego wykonania kulminacyjnych momentów. Nie ma tutaj może niczego oryginalnego (ot, szukanie bezpiecznej enklawy w postapokaliptycznym świecie), są za to znakomicie rozwijane postacie - coraz bardziej przypominająca ojca, zaradna i odważna Regan (Millicent Simmonds); rozrywany przez strach i potrzebę wykazania się przydatnością Marcus (Noah Jupe); działająca w coraz bardziej zautomatyzowanym, nastawionym na ratowanie dzieci trybie Evelyn (Emily Blunt) czy odnajdujący nowy powód do życia Emmett (Cillian Murphy). Przed ostatnim z nich - jako debiutującym w sequelu - stało największe wyzwanie, został wpasowany w rolę ojca i musiał wykazać się czymś, co nie pozwoliłoby skwitować jego wysiłków jako kopię bohatera odgrywanego poprzednio przez Krasinskiego. Jeżeli jednak znacie dotychczasowy dorobek Murphy'ego (chociażby "Peaky Blinders", "Peacock", "Śniadanie na plutonie" czy "28 dni później"), doskonale wiecie, że nie takie przeszkody pokonywał.

 

"Ciche miejsce 2" to do tego stopnia szczegółowo przemyślany horror, że potrafi ujarzmić nawet trudną sztukę wtrącania uzasadnionych jump scare'ów, bo skoro jedna z bohaterek utraciła słuch (Millicent Simmonds także poza ekranem boryka się z tą trudnością), wystarczy raz po raz przyjąć jej punkt widzenia, by zapadła całkowita cisza, a chwile później rozedrzeć ją przełączeniem na trzecioosobową perspektywą i atakiem hałasów. Dodatkowego przesłania na wzór "To my", "Lighthouse" albo "Midsommar" wprawdzie próżno tutaj szukać, ale nie każdy współczesny horror musi przejawiać ambicje do snucia meta-narracji. Krasinskiemu bliżej do klasyków pokroju George'a A. Romero czy Johna Carpentera i czuje się w ich butach znakomicie.


Ciche miejsce 2

Tytuł oryginalny: A Quiet Place Part II

USA, 2020

Paramount Pictures

Reżyseria: John Krasinski

Obsada: Emily Blunt, Millicent Simmonds, Cillian Murphy



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive