Nomadland. Wszystkie odcienie życia na marginesie społeczeństwa

84%

Życie w drodze to marzenie wielu osób - zwłaszcza zaczytujących się w Jacku Kerouacu, zasłuchujących się w muzyce Woody'ego Guthriego i co kilka miesięcy oglądających "Wszystko za życie" Seana Penna - ale są także takie, które nie snują na jego temat poetyckich wizji, a na tułaczkę zostają skazane przez fatalne zrządzenie losu. "Nomadland" to historia właśnie kogoś takiego.

Fern (Frances McDormand) w jednej z pierwszych scen dookreśla stan, w jakim się znalazła, czego nie da się jednak równie celnie oddać w języku polskim. Przekonuje, że nie jest homeless, tylko houseless - nie ma nieruchomości, z którą byłaby trwale związana, ma jednak cały dorobek swojego życia zgromadzony pod znacznie mniejszym, mobilnym dachem.


W Polsce to scenariusz nadal niezwykle rzadki, ale reżyserka/scenarzystka Chloé Zhao bynajmniej nie opisuje odosobnionego zjawiska - w Stanach Zjednoczonych coraz więcej osób decyduje się na życie w vanie albo w kamperze z powodu braku innych możliwości przetrwania. Dowodów daleko szukać nie trzeba - większość obsady "Nomadland" to naturszczycy wiodący ten trudny tryb życia od lat (chociażby Bob Wells, znany z liczącego ponad pół miliona widzów kanału na YouTubie).

Dramat o społeczno-politycznym wydźwięku nakręcony z artystycznym sznytem, ze znaną z grania tak, jakby jutra miało nie być McDormand w obsadzie i ludźmi faktycznie borykającymi się z portretowanymi na ekranie problemami już w tym jednym zdaniu może wyglądać na materiał skrojony pod Oscara i chociaż faktycznie zgarnął złotą statuetkę, daleko mu do sztampowego, skalkulowanego pod nagrody "Green Book". Można wyczuć, że urodzona i wychowana w Chinach Zhao daje się uwieźć romantycznej wizji amerykańskich bezdroży, ale nigdy nie romantyzuje losów swoich bohaterek i bohaterów, nie szuka dziur w gardzie publiczności, by zadać wyciskający łzy cios prosto w serce, a później podrywać z desek sloganowym carpe diem.

 

Gdyby z kolei spróbować opisać rolę McDormand, mogłoby się wydawać, że dostała bardzo niewiele do odegrania. Czule opowiada o talerzach, którym przypisuje wartość sentymentalną i spogląda na nie z połączeniem złości oraz żalu, kiedy zostają rozbite; pali papierosy ze wzrokiem wbitym gdzieś poza kadr; częstuje kogoś kawą albo kanapką... Lektura scenariusza do fascynujących należeć nie mogła, ale gdy te skromne gesty czy niewielkie zmiany w mimice wyrażającej niewspółmiernie wiele emocji zostają unaocznione, trudno nie wpaść w tę samą pułapkę, w której tkwi Fern. Nawet kiedy dostaje szansę na przerwanie koczowniczego trybu życia, nie potrafi zejść ze szlaku, nie potrafi nie sprawdzać, co czeka ją za kolejnym zakrętem i podobnie widzowi trudno będzie oderwać wzrok od tych zwyczajnych/niezwyczajnych wydarzeń. Skojarzenia z obyczajowymi dramatami Johna Cassavetesa pojawiają się niemal bezwiednie, a McDormand potrafi wejść w pozornie prostą rolę z podobnym zaangażowaniem (czy wręcz opętaniem), co niegdyś Gena Rowlands.

Przez większość filmu drepczemy w miejscu. Fabuła nie posuwa się na przód ani o krok, składa się z krótkich migawek ukazujących tę niecodzienną codzienność, którą w dodatku poszatkowano mało subtelnymi cięciami i przeskokami czasoprzestrzennymi. Na pewnym etapie pojawia się w życiu głównej bohaterki Dave (David Strathairn), co może sugerować powiązanie finału z rozwojem ich relacji, ale "Nomadland" bardziej od rozpisanego na schemacie wstęp-rozwinięcie-zakończenie hollywoodzkiego produktu przypomina dokument, gdzie napisy końcowe oznaczają jedynie odejście ekipy filmowej, a nie doprowadzenie do konkluzji.

 

Ostatecznie trudno rozszyfrować, pod jaki adres Zhao kieruje krytykę. Z jednej strony oczywiste wydaje się wytykanie palcem bezdusznego kapitalizmu, który odebrał wygodne, spokojne życie nie tylko głównej bohaterce, ale także mieszkańcom całego miasteczka (historia Empire w stanie Nevada jest zresztą oparta na prawdziwych wydarzeniach), z drugiej odrzucenie systemu, przez który wcześniej zostało się odrzuconą przynosi ogromną satysfakcję, nawet jeżeli oznacza brak dostępu do bieżącej wody i korzystanie z wiadra zamiast muszli klozetowej. "Nomadland" nie jest próbą rozstrzygnięcia tej sprzeczności, a raczej dowodem na to, że chociaż zmuszanie sześćdziesięciolatków do prowadzenia nomadycznego trybu życia oznacza klęskę państwa jako gwaranta zaspakajania podstawowych potrzeb obywateli, może być także wyzwoleniem i sposobem na odzyskanie spokoju.


Nomadland

Stany Zjednoczone/Niemcy, 2020

Cor Cordium Productions

Reżyseria: Chloé Zhao

Obsada: Frances McDormand, David Strathairn, Linda May



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive