Kwade Droes - "Met Onoprechte Deelneming"

85%

Lubię black metal za wiele rzeczy. Przepadam za jego surowym wcieleniem, kiedy młodociani mizantropi chcą podpalić świat; bardzo doceniam także romantyczny wariant, gdy outsider-samotnik z pękniętą duszą wyrzuca z niej smutek i rozczarowanie światem. Nie wolno zapominać też o tej odkrywczej stronie gatunku, bo przecież najbardziej poszukujące załogi zacierają granice pomiędzy innymi nurtami

Najbardziej w black metalu podoba mi się jednak coś innego - niebezpieczeństwo. Moment, kiedy ta muzyka autentycznie przeraża i nie brzmi jak kserokopia prehistorycznych nagrań. Czuję wtedy, że obcuję z czymś dużym i odrębnym. Właśnie takie emocje zapewnia trzeci długogrający materiał Kwade Droes.

 

Z jednej strony, nic dziwnego - w końcu są podopiecznymi Ván Records, czyli wytwórni, która specjalizuje się w prezentowaniu najdziwniejszych i najbardziej odkrywczych rejonów muzyki ekstremalnej. Z drugiej, jestem żywo podekscytowany odmiennością i niecodziennością tegorocznego albumu tego ansamblu, który nie sili się nawet na to, żeby pozować na innowatorów. Mam wrażenie, że cała ta trudna do opisania otoczka stojąca za "Met Onoprechte Deelneming" bierze się z bogatej wyobraźni muzyków i niczego poza nią. Nie myślą o wbiciu się na blackmetalowy piedestał z czymś, co akurat może być opłacalne, po prostu grają z potrzeby serca i mają przy tym tyle pomysłów, że można by nimi obdzielić parę podobnych wydawnictw.

 

Dziwna atmosfera płyty powoduje, że jej każdorazowy odsłuch jest dla mnie wyjątkowo frapującym doświadczeniem. Holendrzy proponują komplet zagrywek teoretycznie zgodnych z gatunkową konwencją, ale przed wzięciem ich na warsztat, wszystko uprzednio wykrzywiają, łamią i celowo psują, by dopasować do pomysłu na siebie. Warto zwrócić uwagę na nerwowe tremolowe zagrywki, które brzmią z jednej strony "leśnie" i klasycznie, a z drugiej nie mają z tym wszystkim nic wspólnego. Mollowe akordy przechodzą w rój dysonansów, które podano bez żadnej zapowiedzi, a skrzek przeradza się w krzyk i atawistyczne zaśpiewy kojarzące się z pierwszymi wydawnictwami Urfaust.

 

W "Verkderde Preek" riffy przywodzące na myśl wczesny Satyricon napotykają ambientowy krajobraz, gdzieś obok pojawia się pogłos, wstawki elektroniczne i grzmoty z wichurami dopełniające tę złowieszczą aurę. Wszystko to trzyma w napięciu, bo panowie rozporządzają poszczególnymi zasobami tak, by przez cały czas trzymać nóż na gardle słuchacza i w momencie, gdy utwór rozpędza się przy pomocy blastów, z miejsca jestem przekonany o słuszności tych zabiegów. Podobne wrażenia zapewniają "Synode Van Satan" czy zamykający album "Duivelsindrijving" z przeplatańcami, które szokują, ale i zachwycają. Dzieje się tutaj tyle, że aż można stracić rachubę w próbach poskładania tych wszystkich rzeczy do kupy. Od melodii sugerujących fascynację "Belus" Burzum przez niekontrolowane wrzaski aż do jazgotu gitar walczących w dialogu na dwa głosy.

 

Zespoły pokroju Kwade Droes stanowią esencję black metalu. Wiedzą, skąd pochodzą, inspirują się tymi wszystkimi wielkimi nazwami, ale prawidła gatunku są dla nich elastyczne. Robią to, na co mają ochotę, korzystając z dowolnych środków. Dzięki swobodzie i nieograniczonej ilości pomysłów "Met Onoprechte Deelneming" jest jednym z najbardziej godnych uwagi albumów ekstremalnych w tym roku. Każdy, kto poszukuje intensywnych wrażeń, powinien tu zajrzeć.


Ván Records/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki