Hip Hop Genealogia, tom 4. TR-808, pierwsze dissy, Ice-T tańczy z Van Dammem

97%

Historia hip-hopu została już tak wiele razy opowiedziana i z tak różnych perspektyw, że temat mógłby się wydawać wyczerpany, ale w przypadku serii Eda Piskora zagłębianie się w detale albo przeprowadzanie szczegółowych analiz działalności poszczególnych postaci czy całych zjawisk nie jest aż tak istotne, co ujęcie ich w zaskakującą i zachwycającą oprawę wizualną.

Czwarty tom "Hip Hop Genealogii" otwiera przedstawienie dzisiaj raczej zapomnianego Egyptian Lovera, który swojego czasu w dużym stopniu (ale nie aż tak dużym jak na przykład Afrika Bambaataa) przyczynił się do popularyzacji kultowego Rolanda TR-808 - automatu perkusyjnego stanowiącego najbardziej charakterystyczny element hip-hopu z lat 80. Brzmienie jego syntetycznego hi-hatu czy cowbella przeniknęło zresztą do wielu innych gatunków i każdy, kto miał do czynienia z muzyką z ubiegłego stulecia musi je znać.

 

Przypominanie o taki postaciach jak autor znakomitego, electrohopowego "On the Nile" to ważny atut komiksu Piskora, bo bez wysiłku można by tę historię skoncentrować wokół największych graczy tamtego okresu - chociażby trzymających się razem Run-DMC, Beastie Boys i sprawujących nad nimi pieczę Russella Simmonsa oraz Ricka Rubina (którzy i tak dostają najwięcej miejsca w tym tomie, ale inaczej po prostu się nie dało) - i pominąć całą resztę. Ciągłość wydarzeń nie straciłaby na tym, za to czytelnicy/czytelniczki mogą wiele zyskać przy tak poprowadzonej narracji. Mogą odkryć, że na przykład KRS-One to nie tylko ten koleś z "To nie jest hip-hop" Quebonafide, ale również człowiek, który borykał się z bezdomnością, a Will Smith zanim nagrał przebojowe "Miami" albo "Men in Black", występował jako The Fresh Prince wraz z Jazzy Jeffem i zarejestrowali kilka solidnych albumów (zwłaszcza "He's the DJ, I'm the Rapper" z nieco przaśnym, ale niezmiennie rozrywkowym kawałkiem zainspirowanym "Koszmarem z ulicy Wiązów).

Gangsta rap z Crystal Lake, co łączy hip-hop z horrorem (podcast)

 

Podobnych ciekawostek jest tutaj wiele - krótkie przypomnienie o tym, że to Pop Art Records wynalazło dissy (i odegrało istotną rolę w tak zwanych "Roxanne Wars"), o roli Schooly'ego D w nawiązaniu więzi pomiędzy "ulicą" a środowiskami artystycznymi, o tragicznej historii stojącej za słynnym "The Roof is on Fire" Rock Master Scott & the Dynamic Three (którego fragmenty można usłyszeć między innymi w "Hey Boy Hey Girl" The Chemical Brothers, "Fire Water Burn" Bloodhound Gang czy w "Burn" Rancid). Poznajemy też piętnastoletniego Ice Cube'a na trzy lata przed uformowaniem N.W.A, a zasługi zostają przypisane również Jamesowi Brownowi, Johnowi Lydonowi (Johnny'emu Rottenowi z Sex Pistols), a nawet... Inspektorowi Gadżetowi. Największą zmianą w stosunku do poprzednich części "Hip Hop Genealogia" jest jednak sama pozycja hip-hopu, który definitywnie przestał być muzyką z podziemia.

 

Przy czwartym tomie (lata 1984-1985) problemem większości raperów i DJ-ów nie jest już zaistnienie ze swoją muzyką, a raczej opędzenie się od sępów, które zwęszyły okazję do szybkiego wzbogacenia się. Duże pieniądze stoją już nie tylko za koncertami, imprezami i płytami, można je znaleźć również w dobrze prosperującym przemyśle filmowym. Z początku są to głównie produkcje dokumentalne, później częściej fabularne, romantyzowane i koloryzowane przez producentów przyzwyczajonych do hollywoodzkich standardów. Zainteresowania Piskora pozwalają na wychwycenie kilku dodatkowych smaczków, które w narracji innego twórcy mogłyby zostać pominięte. Jako baczny obserwator popkultury (a także autor znakomitego "X-Men: Wielki projekt", które w tym roku wreszcie zostanie wydane w Polsce) podkreśla niby nieistotne, a jednak intrygujące wątki pokroju wspólnego ekranowego debiutu Ice'a-T oraz Jean-Claude'a Van Damme'a w filmie "Breakin'".

Nawet tak niestandardowo i ciekawie dobrana treść nie mogłaby jednak konkurować z dziesiątkami innych publikacji, gdyby nie wyjątkowy styl Ed Piskora. Jego prace mogą wzbudzać skojarzenia z twórczością Roberta Crumba ("Kot Fritz", "Pan Naturalny") albo Daniela Clowesa ("Miotacz śmierci", "Ghost World"), ale dodatkowo zostały przefiltrowane przez retro-kolorystykę, co nie tylko dodaje im doskonale pasującego tutaj nastroju lat 80., okazuje się wręcz jedynym słusznym wyborem estetycznym. Kiedy raz po raz (na przykład na stronie czterdziestej ósmej z gościnnym występem AC/DC) ten surowy, zinowy styl ma za zadanie uchwycić bardziej współczesne wydarzenia i na kadr czy dwa zostaje pozbawiony "przybrudzonej", pożółkłej, imitującej tekstury komiksów z lat 60. i 70. przysłony, czar na chwilę pryska.

 

"Hip Hop Genealogia" to kopalnia wiedzy, nawet jeżeli dość powierzchownej, traktowanej w kategorii wstępu, a przy tym arcydzieło twórcy o jednym z najbardziej wyrazistych stylów we współczesnym komiksie. Nie trzeba na co dzień słuchać hip-hopu, żeby docenić jego walory, ale jeżeli podobnie jak MF Doom, członkowie Czarface, Wu-Tang Clan czy DMC uwielbiacie i hip-hop, i komiksy, za nic nie możecie tego tytuły przegapić.


Hip Hop Genealogia

Tytuł oryginalny: Hip Hop Family Tree

Polska, 2021

Timof Comics

Scenariusz: Ed Piskor

Rysunki: Ed Piskor



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive