Ojciec. Horror starości

88%

Starość potrafi być potworna. Potrafi przemienić człowieka niemalże w przedmiot, którym - czy to mu się podoba, czy nie - w końcu zaczyna zarządzać ktoś inny. Ktoś organizuje czas, ktoś planuje dietę, ktoś wyznaczać miejsca, w których wolno przebywać. Wszystko dla dobra niedomagającego staruszka, wszystko całkowicie uzasadnione z perspektywy niestarego człowieka, ale jak poradzić sobie z tym ubezwłasnowolnieniem? Jak poradzić sobie ze zdradą coraz bardziej niedołężnego ciała, w którym wciąż tli się spragniony życia umysł?

Żadnej z tych walk wygrać się nie da, ale przynajmniej można je podejmować i w samym stawianiu oporu znaleźć siłę do przetrwania kolejnych dni. Kiedy jednak czarnym charakterem autobiografii zostaje własny umysł, kiedy zmysły obracają się przeciwko nam, wspomnienia piszą przeszłość na nowo, a oblicza bliskich osób przestają być rozpoznawalne, ciągłość własnej tożsamości zostaje przerwana. 

 

Każdego dnia pod tą samą twarzą budził się inny, podobny człowiek. Nie łatwo uchwycić powolne zatapianie się w otchłani, ale Florian Zeller i Anthony Hopkins zdołali tego dokonać z tak porażającą wiarygodnością i w tak intensywny sposób, że na blisko sto minut sami również trafiamy w wyjątkowo mroczne i samotne miejsce.

Olivia Colman, Rufus Sewell czy Imogen Poots grają z sercami na dłoniach. Colman jako córka tytułowego bohatera - dzielącego imię z Hopkinsem - uchwyciła rozdarcie pomiędzy miłością do rodzica, chęcią udzielenia mu pomocy a tęsknotą za własnym życiem. W skrajnych sytuacjach wyobraża sobie nawet uśmiercenie go, co prawdopodobnie przyszłoby znacznie łatwiej jej mężowi (Sewell) - sfrustrowanemu i zmęczonemu wytyczaniem rytmu każdego dnia przez obcego mężczyznę, z którym w dodatku coraz trudniej nawiązać kontakt. Żadne z nich nie zostało spłycone, żadne nie poddano ocenie moralnej, ale przemiana Anthony'ego z człowieka kurczowo trzymającego się ostatniej nici łączącej go ze światem rzeczywistym w odciętego ostrą brzytwą demencji starca niezdolnego do dostrzegania przyczynowo-skutkowych związków kradnie każdą jedną scenę.

 

Hopkins zasłuchujący się w Purcellu (na początku filmu można usłyszeć znakomite, rozsławione przez wykonanie Klausa Nomiego "Cold Song" z opery "Król Artur"), zazdrośnie spoglądający na pochłoniętego zabawą nastolatka, obsesyjnie próbujący zdemaskować złodzieja nigdy nieskradzionego zegarka, wygłaszający cięte uwagi, nakrywający decydujących o jego losie członków rodziny czy w końcu całkowicie rozsypujący się, wyrażający tęsknotę za mamą niczym kilkuletnie dziecko jest mistrzem aktorskiego rzemiosła w każdym jednym geście i grymasie, w artykulacji każdej sylaby, a nawet w najbardziej wymownym milczeniu, jakie można sobie wyobrazić. Aktorzy w jego wieku rzadko dostają okazję portretowana tak złożonych postaci (w ostatnich latach wcielał się między innymi w marvelowego Odyna, trzecioplanowego bohatera "Transformers: Ostatni Rycerz" czy w płatnego mordercę w wyjątkowo wtórnym "Wirtuoz. Pojedynek zabójców"), więc nie zamierzał zmarnować okazji i w pełni zasłużenie otrzymał w zamian Oscara.

Konstrukcja scenariusza "Ojca" przypomina thrillery pokroju "Tożsamości" Jamesa Mangolda albo "Sekretnego okna". Momentami można nabrać podejrzeń, że ktoś faktycznie mąci w głowie Anthony'ego, manipuluje nim w jakimś niegodziwym celu; kiedy indziej nastrój robi się ponury, a atmosfera napięta niczym w filmie grozy, ale ostatecznie najbardziej przerażające jest to, o czym wiemy od samego początku - nie ma tutaj żadnych sił nadnaturalnych, nie ma podstępu i drugiego dna. To po prostu działanie bezlitosnej choroby ograbiającej z czegoś cenniejszego od życia - z pamięci o tym, kogo kochamy; jak wyglądają nasze dzieci, żony i mężowie; kim sami właściwie jesteśmy. Wszystkie te lata zdobywania wiedzy i kształcenia się, bogate doświadczenia zbierane dekadami nagle przepadają. Czasami pojawia się jakaś odległa reminiscencja, krótka scena z zabawą z dzieciństwa albo nawet wspomnienie zapachu rozpalonej od słońca skóry czy zgrzytającego pod butami piasku, ale nie ma w tym ani krzty ulgi, bo przez ulotne chwile błogości nie można nawet zapomnieć o tym, że kiedyś pamiętało się znacznie więcej. Ani zamaskowany mężczyzna z maczetą, ani upiorna zmora z nawiedzonego domu nigdy nie będą w stanie zgotować swojej ofierze równie upiornego horroru.

"Ojciec" to jeden z tych filmów, które da się obejrzeć tylko raz. Trudno będzie znaleźć w sobie siłę, by ponownie wystawić się na działanie tak boleśnie przygniatających emocji, wciąż podsuwających mrożącą krew w żyłach myśl: To możesz być ty za kilka lat. Warto jednak znaleźć w sobie odwagę przynajmniej na ten jeden raz, bo Zeller wykreował poruszający obraz, który nie tylko straszy, ale również oswaja z lękiem.


Ojciec

Tytuł oryginalny: The Father

Wielka Brytania/Francja, 2020

F comme Film

Reżyseria: Florian Zeller

Obsada: Anthony Hopkins, Olivia Colman, Imogen Poots



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive