Iceage - "Seek Shelter"

90%

Jestem wielkim fanem bezkompromisowości Iceage. Nigdy nie rozglądali się na boki, nie szukali łatwych punktów zaczepienia, szli przed siebie, a z każdą woltą stylistyczną przybywało im słuchaczy. Przy "Seek Shelter" znowu zagrali na własnych zasadach - przyszli bez zapowiedzi i fanfar, a właściwie wpadli, rozejrzeli się, brudne buciory wywalili na stół i nikogo nie pytając, zajęli wszystkie krzesła. Teraz tak sobie siedzą, uśmiechając się pod nosem, bo kolejny raz pokazali, kto tu rządzi w tym współczesnym post-punku.

Należy sobie jednak coś uściślić - jeżeli mówimy o zakrętach stylistycznych, Iceage ostatnio trochę się uspokoiło. Szczyt tych poszukiwań przypadał mniej więcej na okolice "Plowing Into the Field of Love" sprzed siedmiu lat, gdzie Duńczycy jako jedni z pierwszych odkurzyli wczesne nagrania Nicka Cave'a i popisali się świetnym przeszczepieniem tego złowrogiego klimatu na obecne czasy. Przy następnym w kolejności "Beyondless" urozmaicili tę formułę, a na "Seek Shelter" w gruncie rzeczy robią to samo. Uwagę należy jednak zwrócić na najistotniejszą zmianę w ich muzyce - nigdy wcześniej nie była tak krzepiąca.

 

Nie jest to takie oczywiste, Iceage czy to grało niechlujnego hardcore punka wymieszanego z Bauhaus, czy grzebało w bardziej wyszukanych środkach wyrazu, zawsze pozostawało zespołem mrocznym. Może nie dołowali, ale nikt nie powiedziałby, że dostarczali pozytywnych emocji, tymczasem "Seek Shelter" aż się od nich ugina. Nie jest to oczywiście płyta, której przekaz zamyka się w biegu przez świat z uśmiechem od ucha do ucha na twarzy - to byłoby zbyt płytkie i w gruncie rzeczy nienaturalne. Kwintet z Kopenhagi wyciąga dłoń w kierunku słuchacza, wskazując światełko w tunelu. Zapewniają, że już niedługo wszystko będzie dobrze, wystarczy jeszcze tylko zacisnąć zęby i zaczekać.

 

Iceage: Nie jesteśmy zespołem punk rockowym (wywiad)

 

Otwierający album utwór tytułowy wszystko to demonstruje. To nadal ta sama formuła post-punkowo-barowego kawałka utopionego w rocku i bluesie, ale bez roztaczania negatywnych wizji, za to z refrenem tak nośnym, że aż głupio słuchać go z grymasem na twarzy. Podobnie czuję się przy moim osobistym faworycie z albumu, czyli "Love Kills Slowly", gdzie Iceage weszło na wyższy poziom romantyczności, niż mógłbym ich o to podejrzewać. Ten numer idealnie sprawdziłby się na mocno zakrapianej imprezie, podczas której przy ostatnim tańcu przed zamknięciem lokalu wszyscy już gubią kroki i bardziej się słaniają niż pląsają. Ale czuć w tym serce, a o wzruszenie łatwiej niż kiedykolwiek. Jednocześnie gdzieś obok panowie wystawiają singlową "Vendettę" z przebojowym potencjałem godnym głównej sceny Open'era w godzinach szczytu. Cudowna sprawa.

 

Czuję się świetnie, gdy czekam na premierę jakiegoś albumu z niecierpliwością, obgryzam paznokcie przy batalii z własnym mózgiem i zastanawiam się, czy będzie dobry, a ostatecznie wychodzi i jest znakomity. Iceage na "Seek Shelter" z zamkniętymi oczami przeskoczyli kolejną poprzeczkę oczekiwań zawieszoną po premierze "Beyondless" i zrobili to z gracją najlepszego atlety.


Mexican Summer/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki