Zabójcza motoryzacja. Kiedy twoje auto chce cię zabić

Niektórzy ludzie nadają swoim samochodom imiona, niektórzy dbają o nie jak o członków rodziny i spędzają z nimi każdą wolną chwilę, a jeszcze inni traktują je jak narzędzia zbrodni albo nawet odprawiają przy nich okultystyczne rytuały po to, aby ożyły i samodzielnie wykonywały morderczą misję. Ostatnie z tych przypadków dotyczą oczywiście filmów klasy B i właśnie o nich rozmawiamy w kolejnym odcinku podcastu Nightslime.

W trwającej blisko pół godziny rozmowie cofamy się do samych początków - jednego z odcinków "Strefy mroku" z połowy lat 60. oraz filmów telewizyjnych z lat 70., kiedy zjawisko "zabójczej motoryzacji" dopiero formowało się. Pierwszym obrazem, w którym maniakalny kierowca próbował zaspokoić rządzę krwi był pełnometrażowy debiut Stevena Spielberga - "Pojedynek na szosie" z 1971 roku; pierwszym, gdzie zabijała ożywiona maszyna "Killdozer" z 1974 roku, od którego nazwę zapożyczył zresztą znakomity noise rockowy zespół.

 

Przyglądamy się latom 80., kiedy powstała najbardziej rozpoznawalna produkcja tego rodzaju - "Christine" Johna Carpentera, ale także najbardziej niesławna, "Maksymalne przyspieszenie" reżyserowane przez odurzonego kokainą Stephena Kinga. Wynajdujemy perły pokroju czechosłowackiego "Wampira z Feratu" albo brytyjskiego "I Bought A Vampire Motorcycle" i opowiadamy o porzuceniu konwencji na rzecz kina klasy Z najniższych lotów w XXI wieku.

 



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive