HRV: Do niedawna myśli zatruwały mi obraz świata, teraz tego nie mam

Bartosz Hervy to twórca TOG, najstarszej polskiej imprezy dark independent, w przeszłości muzyk Agonised By Love, obecnie związany z Blindead, którego tymczasowe zawieszenie pozwoliło powrócić do solowego projektu - HRV - i nagrać wyjątkowo osobisty materiał.

Jarosław Kowal: Na pewno miałeś konkretny powód, dla którego po dwunastu latach postanowiłeś wydać drugi album pod nazwą HRV.

Bartosz Hervy: Z Blindead mamy teraz przerwę, jesteśmy w uśpieniu, co bardzo dobrze wpływa na moją kreatywność. Nie tylko jeżeli chodzi o HRV czy muzykę, ale po prostu więcej czasu zacząłem poświęcać sobie. Blindead zawsze było priorytetem. Często uznawałem wręcz, że nie mogę zając się czymś innym, bo w pierwszej kolejności muszę poświęcić się Blindead.

Jestem osobą jednowątkową - myślę o bardzo wielu rzeczach jednocześnie, ale lubię pracować nad jedną i szybko kończyć projekty. W przypadku Blindead przedostatnią płytę ["Ascension"] tworzyliśmy prawie przez trzy lata, to kawał czasu, a dopóki byliśmy w trakcie pracy nad nią, nie mogłem zajmować się niczym innym. Zdarzała się na przykład muzyka do teatru, ale nic dla siebie. Zawsze miałem poczucie winy, wydawało mi się, że kiedy poświęcam czas swoim rzeczom, to w jakimś stopniu zespół na tym traci.

W połowie 2019 roku postanowiliśmy zrobić przerwę i wtedy w pewnym sensie poczułem ulgę. Mogłem w końcu zająć się wieloma innymi rzeczami, realizować teledyski, przygotowywać grafiki dla innych zespołów, no i robić muzykę. Powstawało jej tak dużo, że w pewnym momencie wydanie czegoś wydawało się konieczne. Miałem już tyle materiału, że czasami zapominałem o jego istnieniu - słuchałem na przykład niemal gotowego utworu sprzed dwóch lat i nie pamiętałem, że go nagrałem [śmiech].

 

Mam wrażenie, że podszedłeś do tego niemal terapeutycznie - to bardzo osobisty materiał.
Tak i myślę, że w dużym stopniu wpłynął na to lockdown. Często ludziom wydaje się, że skoro teraz nie ma żadnych innych bodźców, to można spokojnie zająć się muzyką, ale to nie do końca w ten sposób działa. Ja i wielu moich znajomych poczuliśmy raczej bezsens tworzenia. Tworzysz, ale nie wiesz, co z tym dalej zrobić, bo jednak spełnieniem ostatecznie wciąż jest koncert. Musiałem wymyślić jakiś temat, w który mogłem ubrać tę muzykę, musiałem mieć motywację do wydania jej. Terapeutyczne powroty do młodości okazały się czymś takim.

W grupie znajomych, którzy mieszkają albo mieszkali na Zaspie [dzielnica Gdańska] - z którymi niekoniecznie razem się wychowywałem, bo jesteśmy w różnym wieku - zaczęliśmy wracać do starych czasów i zdałem sobie sprawę z tego, że nie mam żadnych dobrych wspomnień z okresu dzieciństwa. Uwielbiam Zaspę, ale nie mogę powiedzieć, że czułem się wtedy dobrze, szczególnie w okresie podstawówki. Raczej nie wychodziło mi się fajnie na podwórko i nie bawiło mi się fajnie z kolegami, podobnie było ze wszystkim, co związane z domem. Uświadomiłem sobie, że nie potrafię wykrzesać z siebie ani jednego pozytywnego wspomnienia i od tego wyszła koncepcja nowych EP-ek.

Uświadomiłem sobie, że nie potrafię wykrzesać z siebie ani jednego pozytywnego wspomnienia i od tego wyszła koncepcja nowych EP-ek

Mówisz, że nie masz fajnych wspomnień z dzieciństwa albo że nie potrafisz znaleźć żadnego pozytywnego wspomnienia z tamtego okresu, ale czy jest to równoznaczne z tym, że czułeś się wtedy źle, czy dopiero teraz masz taką refleksję?
Według mojego postrzegania świata miałem złe dzieciństwo i na pewno miało wpływ na to, jak funkcjonowałem i jak dalej funkcjonuję. Oczywiście potrafię sobie wiele rzeczy teraz wytłumaczyć, ale być może terapia przy pomocy muzyki pomogła zostawić ten temat za sobą.

 

Rozliczanie się z przeszłością za pomocą muzyki przynosi trwałe ukojenie czy to tylko chwilowe złapanie oddechu?
Trudno powiedzieć... Od jakiegoś czasu przestałem żyć przeszłością, przestałem o niej myśleć, częściej skupiam się na teraźniejszości i przyszłości, więc wydaje mi się, że taka terapia ma długotrwałe działanie. Jeszcze parę lat temu kłębiło się we mnie wiele myśli, zatruwały mi obraz teraźniejszego świata, a teraz tego nie mam. Przeszłość nie jest dla mnie już tak przytłaczającym ciężarem, jak jeszcze kilka lat temu.

"Niewiosna", ostatni album Blindead, również miał bardzo osobisty charakter, ale jednak była to wypadkowa przeżyć i emocji kilku osób, tutaj jesteś tylko ty. Z jednej strony może wydawać się to łatwiejsze, bo opowiadasz tylko o tym, o czym chcesz opowiedzieć, bez konieczności szukania kompromisu, z drugiej może być trudniejsze, bo cała uwaga koncentruje się na tobie.
Wydaje mi się, że z Blindead było o tyle łatwiej, że teksty, muzyka i myślenie o niej nie były do tego stopnia nastawione na emocje. Oczywiście emocje w Blindead zawsze były ważne i odzwierciedlały stany, w jakich się znajdowaliśmy w danym momencie, ale tekstami na "Niewiośnie" zajmował się Nihil [lider Furii]. Dostał od nas wiele materiałów w postaci rozmów prowadzonych po nocach w trakcie komponowania albumu, spędziliśmy ze sobą dużo czasu w domku na Kaszubach, ale nie mogę powiedzieć, że znam Nihila tak dobrze, jak znam Mateusza [Śmierzchalskiego, gitarzystę Blindead] i Konrada [Ciesielskiego, perkusistę Blindead]. Trochę trwało, zanim oswoiliśmy się ze sobą. Później to Nihil wybierał z tych rozmów to, co wydawało mu się istotne i przekładał na teksty. Przeprowadzenie terapii zespołu było jego pomysłem, a nam takie podejście spodobało się.

Teraz wracając do niektórych z tamtych dziecięcych momentów, wiem, że w jakiś sposób - związany z muzyką - będę chciał ich użyć. Na pierwszej EP-ce pada tylko jedno zdanie, ale tekstów powstało bardzo dużo i być może trafią na drugą EP-kę, a już na pewno będą na trzeciej. Zmienia się to dość dynamicznie - to, co dzisiaj zaplanowałem jako utwór instrumentalny za tydzień może mieć mówione sample albo wokale.

 

Blindead: Nihil zrozumiał, co się z nami dzieje (wywiad)
 

"Rtęć" to inny przypadek także z tego względu, że jest EP-ką instrumentalną, co oznacza, że gdybyś nie zarysował kontekstu w mediach społecznościowych albo w rozmowach, odszyfrowanie treści byłoby znacznie trudniejsze. Ale czy uważasz, że słowo ułatwia komunikowanie emocji czy utrudnia?
Według mnie utrudnia. Kiedyś odpowiadałem na pytanie, czy ważniejszy jest dla mnie obraz, dźwięk czy słowo i słowo usytuowałbym na ostatnim miejscu. A mowę jeszcze dalej. Mówienie w dzisiejszych czasach często do niczego nie prowadzi, jedynie zaburza rzeczywistość.

 

Jest jednak to jedno rzucające się w oczy słowo - rtęć. Stoi za nim jakaś symbolika?
Moja partnerka stwierdziła, że brzmi to pandemicznie, czego zupełnie w ten sposób nie kojarzyłem, bo byłem skupiony na wydarzeniach z przeszłości. Rtęć wiąże się z termometrem, a termometr wiąże się z różnymi chorobami, które przechodziłem w dzieciństwie. Moja babcia była profesorką na Akademii Medycznej, zajmowała dość wysokie stanowisko, co wiązało się z tym, że przy żadnej chorobie nie mogłem pójść do przychodni jak zwykłe dziecko. Musiałem chodzić do specjalistów, których wyznaczała babcia, z czym bardzo się męczyłem. Konsultacje z lekarzami, zamiast polopiryny nie mogą być przyjemne.

 

Zanim przesłuchałem EP-kę, napisałeś mi pokrótce, czego będzie dotyczyć i od razu nastawiłem się na muzykę refleksyjną albo na eksperymentalny strumień świadomości, ale wybrałeś kompletnie inny kierunek. Do tych trudnych historii z dzieciństwa można nawet tańczyć.
I mam nadzieję, że ludzie będą do nich tańczyć. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego zrobiłem płytę elektroniczną, techno, industrialną... Trudno mi powiedzieć jaką dokładnie, ale poruszającą właśnie takie tematy. Jako odbiorcy, chyba brakuje mi słuchania utworów instrumentalnych bez świadomości tego, o czym traktują. Osoby, które usłyszą muzykę z "Rtęci" na Spotify albo w klubie nie będą wiedziały, czego ona dotyczy, ale czułem, że dopełniłem zobowiązania wobec samego siebie i że za każdym numerem stoi jakaś historia. Podobnie jest ze zdjęciem - jestem też fotografem i trudno byłoby mi zrobić zdjęcie, za którym nic nie stoi. Lubię, kiedy da się w ten sposób wybronić sztukę, kiedy umiesz udzielić odpowiedzi na pytanie: Ale o czym to jest? Zrobiłem to przede wszystkim dla siebie. Nie chciałem, żeby te numery były jedynie numerami beatowymi i stricte tanecznymi. Sam zresztą nie jestem człowiekiem, który tańczy, choć jestem DJ-em i uwielbiam, kiedy ludzie bawią się do muzyki. Dla mnie musi być w niej coś innego.

Jestem też fotografem i trudno byłoby mi zrobić zdjęcie, za którym nic nie stoi. Lubię, kiedy da się w ten sposób wybronić sztukę, kiedy umiesz udzielić odpowiedzi na pytanie: Ale o czym to jest?

Jest też czternastominutowy utwór "Pomazać tylko usta", ambientowy, z pogranicza ciszy. Operowanie nią często bywa trudniejsze od operowania dźwiękiem, wiele osób wręcz boi się sięgać po ciszę i grać spokojniej, bo niełatwo utrzymać za ich pomocą uwagę słuchacza/słuchaczki.
Granie ciszej i spokojniej na pewno jest trudniejsze, nie każdy jest do tego przyzwyczajony, zwłaszcza jeśli słucha dzisiejszej muzyki. Wydaje mi się jednak, że osoby, które sięgną po tę EP-kę nie zdziwią się akurat tym numerem, a raczej tymi wcześniejszymi. Od ambientu zaczęły się moje podróże muzyczne, od niego zacząłem komponować i uznaję go za coś naturalnego. W kontekście tej EP-ki miał być wyciszeniem, miał pozwolić na moment refleksji. Zresztą ten jeden numer powstał zupełnie inaczej - nagrałem go na żywo.

Któregoś wieczoru usypiałem w swoim studiu i stwierdziłem, że albo kładę się, albo coś teraz nagram. Zrobiłem więc pewnego rodzaju live sesję, a później nie edytowałem niczego, co podczas niej powstało. Jedyna zmiana to masterowanie z pozostałymi utworami, żeby miały zbliżoną głośność i częstotliwości. Powstały trzy takie sesje i nawet miałem pomysł, żeby zrobić z nich całą płytę, ale dwie pozostałe ostatecznie nie przeszły przez sito i pewnie pozostaną na zawsze na moim komputerze. Może wynikało to z tego, że nie powstały aż tak spontanicznie, jak "Pomazać tylko usta".

Z tego, co mówisz wynika, że masz już gotowy materiał na trzy EP-ki, dlaczego więc postanowiłeś rozbić go na osobne wydawnictwa, zamiast wydać razem?
Materiał rzeczywiście już jest, aczkolwiek będzie jeszcze edytowany. Z założenia druga EP-ka ma się ukazać na początku sierpnia, a trzecia na początku grudnia. Są trochę inne stylistycznie, założyłem, że całość będzie rozwijać się od mocno beatowego brzmienia do bardziej klimatycznego. Podzielenie tego na EP-ki sprawiło też, że konieczne było samodzielne wydawanie, bo po prostu się to nie opłaca. Ja zresztą też nie będę wydawał na CD, całość udostępnię w streamingach i będzie też limitowany do dwunastu sztuk megabox ze zdjęciami oraz kasetą magnetofonową, a samych kaset będzie trzydzieści sześć. Być może kiedy już wyjdą wszystkie trzy EP-ki, wtedy zbiorę je w jedną płytę, ale kasety ostatnio urzekają mnie i też łączą się z okresem dzieciństwa.

Podoba mi się system dość szybkiej pracy - robisz numery i chwilę później je wydajesz. Podobnie było z "Niewiosną" Blindead - w styczniu zaczęliśmy komponować, a w kwietniu wyszła płyta. Wcześniej zajmowało to nam trzy lata, a przy tak długim okresie emocje zaczynają się rozmywać, nanosi się za dużo poprawek i tak dalej. W przypadku "Rtęci" tydzień temu odebrałem płytę z masteringu, a dzisiaj ma premierę.

 

Na przestrzeni ostatniej dekady ilekroć na siebie wpadaliśmy, zawsze miałeś inny pomysł na HRV. Pamiętam, że na jakimś etapie chciałeś nagrywać z perkusja akustyczną, na której miał grać Łukasz Kumański [Mùlk, Why Bother?, Me And That Man], pamiętam, że był jeszcze inny koncept po współpracy z Justyną Steczkowską. Nie zrealizowałeś tych pomysłów właśnie dlatego, bo zbyt długo zwlekałeś i zaczynały się rozmywać?
Rzeczywiście tak było. Moja głowa cały czas coś knuje - tak jestem stworzony - i byłoby idealnie, gdyby ktoś słuchał tych pomysłów i planował za mnie. Taki project manager [śmiech]. Może wtedy nie uciekałyby tak szybko, bo potrafię w ciągu trzydziestu minut sam sobie zaprzeczyć, odrzucić jakiś pomysł i wymyślić inny. Dlatego szybkie działanie jest dla mnie ułatwieniem, bo kosztuje mniej emocji. Nie przekombinowuję wtedy, nie mam problemu z "overthinkingiem".

 

Korzystając z okazji, dopytam o twój nowy projekt, H^K^L, który współtworzysz z Łukaszem Kumańskim i Jakubem Leonowiczem z Mùlk. Na chwilę obecną znany jest właściwie tylko skład, co jeszcze możesz zdradzić?
Na razie niewiele. Dobrze się dogadujemy muzycznie, chcemy zrobić coś innego od wszystkiego, co dotąd robiliśmy, ale więcej wolę nie dodawać, bo tak naprawdę najpierw trzeba będzie tego posłuchać. Mówienie o muzyce, której nikt jeszcze nie słyszał jest trudne. Kończymy właśnie singiel i działamy w tym samym trybie co HRV, więc powinien ukazać się w przyszłym tygodniu. Mogę jeszcze zdradzić, że dzisiaj nagrywamy teledysk, więc sytuacja jest dość zaawansowana.

 


HRV wystąpi na Soundrive Festival 2021, który odbędzie się w dniach 10-15 sierpnia. Więcej informacji TUTAJ.

fot. hervy/a$h studio


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive