8 postaci, które chcielibyśmy zobaczyć w sequelu Mortal Kombat

Nowa wersja filmowego "Mortal Kombat" to bez wątpienia fanserwis, ale rozrywkowy, a w pierwszej połowie nawet zaskakująco udany. Nie jest to może film wybitny, a jednak na tyle interesujący, że warto lobbować za jego kontynuacją. Poniżej znajdziecie natomiast subiektywne zestawienie ośmiu postaci, które warto warto w niej umieścić.

Jarek
Kiedy w 1997 roku ukazała się czwarta część "Mortal Kombat" (pierwsza w 3D), gracze drwili z Jarka, bo nie dość, że imię niekomfortowo swojskie, to jeszcze aparycja zapożyczona wprost z kiepskiego zespołu nu metalowego, ale po latach... Tak naprawdę niewiele się zmieniło, poza tym, że imię Jarek jeszcze gorzej się kojarzy (a pisze te słowa osoba, która również je nosi).

 

Nasz domniemany pobratymiec zastąpił w grze Kano (miał identyczny zestaw ciosów) i w takiej samej roli mógłby pojawić się w filmowym sequelu (aczkolwiek postać odgrywana przez Josha Lawsona spotkała się z tak dobrym przyjęciem, że jej magiczne zmartwychwstanie wydaje się wysoce prawdopodobne). Jako ostatni żywy Czarny Smok, Jarek był ścigany przez Sonyę Blade, dołączył do obrońców Ziemi, a następnie zdradził ich - czyli przebył dokładnie tę samą drogę, co Kano w filmie Simona McQuoida, a później... nikt nigdy już o nim nie wspomniał. Nie da się tej postaci wybronić, ale mogłaby pojawić się w "dwójce" jako forma odkupienia. Tym bardziej, że z Czarnym Smokiem wiąże się interesujący wątek fabularny...

Mortal Kombat znowu urywa głowy (recenzja filmu)

 

Mavado

Największą wadą filmu McQuoida jest to, że z początku obiecuje znakomitą, rozciągniętą na kilka stuleci historię waśni pomiędzy Sub-Zero a Scorpionem, a później w pośpiechu przedstawia kolejne, niewyposażone w aż tak ciekawe tło postacie. Bardziej interesującym rozwiązaniem mogłoby okazać się to, które stosuje Marvel Studios - budowanie napięcia solowymi filmami i dopiero po kilku latach przygotowanie spektakularnego finału (czyli w tym przypadku turnieju). Jednym z takich wstępów powinna być historia konfliktu klanów Czarnego i Czerwonego Smoka.

 

Na czele pierwszego z nich znalazłby się Jarek, drugim zarządzałby bezwzględny, zimnokrwisty morderca Mavado, którym po raz pierwszy można było zagrać w "Mortal Kombat: Deadly Alliance" z 2002 roku. Odziany w płaszcz twardziel z fatality (lethal spikes) przypominającym scenę z kreskówki z dodatkiem krwi nie był jednak bezmyślną maszyną do zabijania - miał precyzyjnie opracowany plan infiltracji i manipulacji Siłami Specjalnymi, które miały za niego wykonać brudną robotę przy osłabianiu Czarnego Smoka. Doskonały materiał na thriller pełen zwrotów akcji w stylu "Infernal Affairs".

Erron Black
Jedna z młodszych postaci, jeżeli chodzi o datę stworzenia, bo wprowadzona dopiero w "Mortal Kombat X" w 2015 roku i ściśle powiązana z klanem Czarnego Smoka. Black to rewolwerowiec na wynajem, który w XIX wieku wykonał zlecenie dla Shang Tsunga w zamian za czar spowalniający jego starzenie. Jego losy przeplatały się później z losami Kano, ale ostatecznie zaczął pracować dla tego, kto zapłacił więcej. Podobnych antybohaterów mamy w popkulturze mnóstwo, na przykład Deathstroke albo Boba Fett, i chociaż długowieczny kowboj nie grzeszy oryginalnością, mógłby pełnić podobną rolę do Sanjuro w "Straży przybocznej" Akiry Kurosawy - człowieka skutecznie manipulującego dwiema stronami konfliktu dla osiągnięcia własnego celu.

Kurtis Stryker
Doskonały przykład na to, że dla Jarka jest jeszcze nadzieja, bo w świecie "Mortal Kombat" można dostać drugą szansę. Stryker zadebiutował już w trzeciej części gry (w 1995 roku), ale nie miał sylwetki wyrzeźbionego mięśniaka, z jaką kojarzony jest dzisiaj. Czapka z daszkiem założona na bakier, delikatna nadwaga, dziwna postawa, przy której jego ręce wyglądały jak łapki tyranozaura - fani serii traktowali go jak pośmiewisko, ale w "Mortal Kombat: Armageddon" z 2006 roku wrócił w znacznie lepszej formie.

 

Jego historia jest interesująca przede wszystkim dlatego, bo to rzadki przypadek postaci z tego uniwersum, która nie ma żadnych nadludzkich mocy. Były marine, obecnie gliniarz z Nowego Jorku w wir wydarzeń został wciągnięty po otwarciu przejścia do Pozaświatów w jego rewirze, gdzie próbował zaprowadzić spokój. Za jego pomocą można by ukazać "Mortal Kombat" z poziomu zwykłego człowieka, w stylu netflix-owych "Daredevila" czy "Punishera", co świetnie sprawdziłoby się jako przedsmak wydarzeń z drugiej strony portalu.

Ferra/Torr

Dziwaczne, groteskowe postacie przynależące do nienazwanej dotąd rasy. Ferra to dziewczynka, która właściwie nie uczestniczy w walce, a Torr to wielkolud, na którego grzbiecie zasiada i kieruje jego poczynieniami. Jak to często w przypadku tego rodzaju par bywa, on chociaż potężny, nie czuje aż tak intensywnej potrzeby zabijania, ale ona sprawnie nim kieruje, by bez wahania urywał kończyny i łamał karki.

 

Podobnie jak Erron Black, zadebiutowali dopiero w dziesiątej odsłonie gry i niewiele o ich losach wiadomo. Nietrudno sobie jednak wyobrazić, jak wielkolud z maską przypominającą Jasona Voorheesa z drugiej części "Piątku trzynastego" oraz jego demoniczna przełożona sieją terror w iście slasherowym stylu. W dodatku w pierwszej części filmu Goro został bardzo łatwo pokonany, więc przyda się ktoś, kto według wielu internetowych zestawień wręcz przewyższa go siłą.

D'Vorah

Zagoszczenie w Pozaświatach na dłuższą chwilę mogłoby wyjść "Mortal Kombat" na dobre z tego względu, że emocje są tym większe, im trudniej postawić wyraźną granicę pomiędzy dobrem a złem (dość wspomnieć "Atak tytanów", gdzie w końcowych rozdziałach opowiedzenie się po jednej ze stron przestaje być możliwe). D'Vorah nadawałaby się do tego celu idealnie - jej rasa, kytinni, zamieszkuje wymiar Arnyek, który został podbity przez Shao Kahna, a jako niewolnica-zabójczyni może zostać ukazana przez pryzmat wewnętrznej walki pomiędzy potrzebą zadowolenia swojego pana a wyrwania się z jego sideł. D'Vorah jest w dodatku wyjątkowo odrażającą postacią, z jej ciała wydobywają się przeróżne wydzieliny, robale i inne paskudztwa, co aż prosi się o historię "dobrego potwora" poświęcającego się w ostatnim akcie po to, by ocalić dawnych wrogów.

Kenshi Takahashi
Prawdopodobnie najpopularniejsza postać spoza oryginalnej trylogii i zarazem świetny element spajający wiele pozostałych wątków. Kenshi pierwotnie parał się podróżowaniem w celu poszukiwania coraz to nowszych wyzwań, aż natrafił nad Shang Tsunga pod przykrywką, którego machinacje doprowadziły japońskiego wojownika do utraty wzroku. Nieszczególnie interesujący początek, ale dalej jest znacznie lepiej - Kenshi wchodzi w komitywę z Sonyą i Jaxem, z ramienia Sił Specjalnych przenosi się do Pozaświatów i działa jako szpieg. W konsekwencji jednego ze starć traci jednak możliwość powrotu do domu i jedyną szansą okazuje się współpraca z Sub-Zero. Duet przemierza bezkres w poszukiwaniu wyjścia, co aż prosi się o ekranizację w postaci mrocznego buddy movie. Jeżeli natomiast zastanawiacie się, jak to możliwe, skoro Sub-Zero jest w nowym filmie czarnym charakterem... Sytuacja okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.

Sub-Zero (a nawet dwóch)

W uniwersum Mortal Kombat istnieje wielu ninja (właściwie shinobi, określenie "ninja" pojawiło się znacznie później, a więcej na ten temat możecie się dowiedzieć z odcinka naszego podcastu poświęconego anime "Ninja Scroll" - TUTAJ), a to z tego powodu, że pierwsze gry były bardzo proste i ze względów ekonomicznych łatwiej było dodać kilka niemal identycznych postaci rozróżnionych jedynie za pomocą kolorów. Z czasem jednak cała ta banda stała się znakiem firmowym gry, a Kitana, Mileena, Jade, Frost, Ermac, Rain czy Smoke otrzymali własne historie. Prym niezmiennie wiodą jednak Scorpion oraz Sub-Zero.

 

Drugi z nich okazał się bez dwóch zdań najmocniejszym punktem filmu Simona McQuoida, a w dodatku chociaż spotkał go marny los, aktor Joe Taslim ma w kontrakcie opcję wrócenia do roli jeszcze czterokrotnie. Bi-Han może powrócić osobiście, jako piekielny demon Noob Saibot (nazwa to nazwiska twórców gry zapisane od tyłu), który chce dokonać zemsty za zemstę na Scorpionie albo jako Kuai Liang, młodszy brat Bi-Hana.

 

Liang ma - rzecz jasna - dokładnie takie same motywacje, chce pomścić śmierć brata i dlatego przejmuje jego pseudonim. Z czasem wychodzi jednak na jaw, że kieruje się kompletnie innymi zasadami moralnymi, zawsze stoi po stronie dobra i w końcu odcina się od Bi-Hana, twierdzi, że mają tę samą krew, ale nie są braćmi. Czy da się jednak rozciągnąć konflikt i pojednanie ze Scorpionem aż na cztery filmy? Pewnie dałoby się, ale nie jest to konieczne, bo Liang ma w zanadrzu inny znakomity wątek fabularny - bunt przeciwko cyborgizacji narzucanej przez jego klan, Lin Kuei. Tak, dobrze przeczytaliście, klan ninja dobrowolnie przemienia swoich członków w cyborgi, a trzy najbardziej znane to Cyrax, Sektor oraz Smoke (ten ostatni to zresztą dawny bliski przyjaciel Sub-Zero). Może ociera się to o kino klasy B, ale skoro Marvel ma gadającego szopa i kota-mordercę, to dlaczego nie cyborgi ninja?


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive