Brockhampton - "Roadrunner: New Light, New Machine"

86%

Kevin Abstract tuż przed premierą szóstego albumu Brockhampton postanowił zepsuć nastroje fanów i fanek, zapowiadając, że będzie to przedostatnie wydawnictwo tego kolektywu (czy też boysbandu, jak sami siebie określają). Czy faktycznie tak się stanie, czy jest to deklaracja zmęczonego człowieka potrzebującego dłuższej chwili oddechu - to się dopiero okaże, ale "Roadrunner: New Light, New Machine" skutecznie rekompensuje poczucie straty, która dopiero ma nadejść.

Dwa lata przerwy pomiędzy albumami to nic nadzwyczajnego, ale nie dla Brockhampton - w 2017 roku zadebiutowali aż trzema krążkami (trylogia "Saturation"), rok później wydali "Iridescence", a w kolejnym "Ginger". 2020 był pierwszym bez nowego krążka, co poniekąd można złożyć na karb marnych nastrojów związanych z pandemią. Nie bez znaczenia były jednak osobiste rozterki i straty, a w dodatku mamy do czynieni z kolektywem liczącym trzynaście osób - ustalenie spójnej wizji w tak nieprzychylnych warunkach zewnętrznych nie mogło być zdaniem łatwym.

 

Ciężar emocji najskuteczniej zostaje przerzucony na barki słuchaczy i słuchaczek w "The Light", gdzie najpierw Joba zwierza się z trudnych relacji z ojcem, który ostatecznie targnął się na swoje życie, a później Abstract szkicuje równie ponury obraz relacji z matką i sposobem, w jaki postrzegany jest jako osoba homoseksualna. Do bólu szczery i bezpośredni tekst potrafi przytłoczyć, a w dodatku sparowano go z zaskakującym, wzbudzającym skojarzenia z garażowym rockiem z lat 60. podkładem. Proporcje mają hiphopowy charakter, bo z bębnem basowym na froncie, ale subtelnie przesterowana, hałaśliwa gitara i długo wybrzmiewające akordy przypominające organy Hammonda mogłyby znaleźć zastosowanie w twórczości chociażby z Question Mark and the Mysterians.

 

Gitara ma zresztą na tym albumie swoje "pięć minut" - w finale "What's the Occasion?" Brockhampton niespodziewanie obiera kurs na patetyczny, monumentalny prog rock z chórkami, wzniosłą atmosferą i zawodzącą solówką. Gdyby wyciąć te siedemdziesiąt pięć sekund, należałoby je skwitować jako obskurancki kicz, ale po osadzeniu w kontekście zarówno utworu, jak i całego albumu wzmacniają emocjonalny charakter obydwu.

 

Nieprzewidywalność to największy atut "Roadrunner: New Light, New Machine". Naleciałości z garażowego i progresywnego rocka nie są jedynymi zaskoczeniami - "Dear Lord" Bearface odśpiewał a capella, w towarzystwie gospelowego chóru utworzonego przez resztą Brockhampton; w "Count on Me" następuje chwilowy zwrot w kierunku R'n'B z okresu jego komercyjnego sukcesu na przełomie stuleci; a w "Windows" klasyczny boombapowy beat zderzono z ekstremalnie zniekształconymi przez auto-tune wersami w refrenie. Może znajdzie się jeszcze ktoś, kogo takie zestawienie "starego" z "nowym" zbulwersuje, ale takie osoby prawdopodobnie nawet nie dotrą do usytuowanego mniej więcej w połowie albumu kawałka. Odpadną wcześniej, przede wszystkim ze względu na proporcje rapu w stosunku do śpiewu - tego drugiego jest wyraźnie więcej niż na wcześniejszych albumach Brockhampton, ale taki dobór środków ekspresji wydaje się doskonale dopasowany z perspektywy osobistego charakteru tekstów, intymnych zwierzeń i dotąd ukrywanych przed światem przeżyć artykułowanych przez ekipę z Teksasu.

 

Najbardziej przebojowy kawałek albumu umieszczono w jego końcówce - do "Don't Shoot Up the Party" nie da się wprawdzie dopasować hasła z użyciem nazwy innego, wykorzystanego jako inspiracja gatunku, ale istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że kiedy zrobicie sobie przerwę od "Roadrunner: New Light, New Machine", właśnie te trzy minuty będą do was powracać w myślach. Wiąże się to z ponadprzeciętnie chwytliwym g-funkowym tłem, ale również z jednym z najbardziej dosadnych tekstów w historii grupy. Cytat będzie długi, bo to wyjątkowo celna zwrotka: All-American self-hatred runs deep / White boys all I see whenever I sleep / Niggas think I think these thoughts on purpose / But I knew 'bout NSYNC 'fore cash could rule me / Colonized minds by masters and slaves / They both hate niggas, that like niggas that sing / Homophobic, I tried to gang-bang / I tried to get laid, I had to get paid / Hopped off the ship, I land on my feet / In Corpus Christi I got my own street / Running this shit like it's a track meet / I had to go back home, I seen too many niggas dying a week.

 

"Roadrunner: New Light, New Machine" to przedsmak tego, co czeka nas przez resztę roku, a może nawet przez jeszcze dłuży okres. To odzwierciedlenie osobistych, społecznych, pandemicznych tragedii i lęków, które przez ostatnie dwanaście miesięcy testowały wytrzymałość ludzkiej psychiki. Zapewnienie, że wszystko będzie dobrze wprawdzie nie wybrzmiewa, ale za pocieszenie wystarczy towarzystwo w niedoli. Brockhampton nagrało bez dwóch zdań najbardziej refleksyjny i stonowany album w swoim dorobku, co być może fanów/fanki ich radośniejszego oblicza spod znaku "Boogie" rozczaruje, ale jestem przekonany, że w 2021 roku inaczej się nie dało.


RCA/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive